piątek, maja 25, 2007

Rozbieranie Marii:)

Z różnych powodów czyta się powtórnie. Ja to robię z przyczyn zawodowych, ale nie narzekam, więcej, cieszę się, bo sięgam po teksty ważne na tyle, żeby do nich nieustannie wracać. Większość czytelników nie ma tego przywileju, więc dziękuję opatrzności i sobie, że zgodnie wybraliśmy los.

Rozbieramy „Marię”. Robimy to wieczorem, w gronie, które być może kiedyś tu się określi (nawet nie wiem, czy tu zagląda:)). W tekście trochę śmiesznie (ktoś tu ciągle jak opętany zasuwa przez step) i trochę straszno (bo jeśli „Ah! Na tym świecie Śmierć wszystko zmiecie,/ Robak się lęgnie i w bujnym kwiecie”, to tylko rozpacz, rozpacz). „Maria” to taki słowiański „Mit Syzyfa”, wszystko jest nicością lub za chwilę się nią stanie, z rzeczywistości opadają maski, odkrywając ponurą prawdę o złu i nieobecności dobra.

Mnie tym razem urzekła fraza:

„Ale na pola nie chodź, gdy serce zbolało;”

Banalne? Niezupełnie, zważywszy, że pejzaż tej części Europy, czy to ukraiński step, czy mazowiecka równina, jest płaski do nieprzytomności i wyostrzony jak powierzchnia noża. Sami to pewnie znacie: po dalekiej podróży powrót do zapachów, jedynej tego rodzaju zieleni, wilgoci, obłoków, mijanych twarzy, poczucia bycia u siebie – a jednak nie u siebie. I na to doświadczenie Malczewski wynalazł słowa - Pacholę mówi:

„Oh! Nie – ja wszystkim obcy wśrzód mojej ojczyzny –

I Śmierć mi zostawiła czarne w piersiach blizny” –

„Na pola nie chodź” – więc nie chodzę, ale na rowerze – i owszem;) . Kiedy już zjedziecie do Ciechanowa, może by jakąś ekskursję przedsięwziął na bicyklach? Myślę raczej o wypadzie sobotnio-niedzielnym pod koniec czerwca lub na początku lipca, bo w tygodniu praca związana z rekrutacją. I jak ci kozacy przez step, tak my przez mazowieckie drogi... !?

Sen nas zastanie, jeśli nas spotka:)

czwartek, maja 24, 2007

Abi, ja zadnym sposobem (nawet google nie pomogl) nie moglem doszukac sie twojego obecnego adresu emailowego. A pamietalem, ze 6 kwietnia jest twoj wielki dzien i niniejszym chcialem ci powinszowac tych kliku nowych siwych wloskow i zlozyc najlepsze zyczenia urodzinowe. ;-)

Iamibi, twoja opinia o Francuzach w pelni pokrywa sie z obserwacjami moich znajomych, ktorzy pomieszkiwali we Francji i moimi wlasnymi, poczynionymi podczas bardzo krotkiego pobytu w Paryzu pare lat temu. Dobrze takim. Ja im dluzej mam do czynienia z polonia kanadyjska i im wiecej czytam polskiej prasy, tym bardziej sie utwierdzam w przekonaniu, ze Polacy sa jednak obciachowym narodem. Na nasze szczescie, nie jedynym.

PS. Przylatuje 13 czerwca. Poniewaz nie ma komu mnie przewiezc do Ciechca, zostane u siostry ciotecznej w Wa-wie przynajmniej do konca weekendu.

wtorek, maja 22, 2007

kraina winem i musztardą płynąca

Wracam, wracam! Nie tylko do Was w necie, ale i do Polski z Erasmusa w Dijonowie-musztardowie, uroczym francuskim miasteczku w sercu Burgundii. ;) Wakacje były tu przyjemne, ale nie umiem przełączyć się na francuski sposób myślenia, w którym sensem życia jest dobre wino (no, to jeszcze jest logiczne), pięciogodzinne posiłki i planowanie, ile chce się mieć dzieci od wieku siedmiu lat. Wszystko tu jest takie rodzinne, sielskie i bajeczne. Miłe w pierwszym kontakcie, po kilku tygodniach trochę miałkie. Poza tym, Francuzi z lekka egocentryczni; zapytani, czemu nie jeżdżą po Europie, odpowiadają pytaniem "A dlaczego Niemcy, Anglicy, Włosi i inni przyjeżdżają ciągle do nas?". Oczywiście dlatego, bo według Francuzów, ich kraj jest najwspanialszy na świecie i jeśli w nim mieszkasz, to nie musisz szukać szczęścia gdzie indziej. Zawistnie ich wyśmiewam, rzecz jasna. Wyobrażacie sobie, żeby u nas młodzi i starzy twierdzili jednomyślnie, że nie ma po co z Polski wyjeżdżać, bo jest najcudowniejsza? Ale by było...
Przeczytałam gdzieś ostatnio, że lek na Alzheimera wynaleziony przez Polaków będą sprzedawać Amerykanie... Gdyby wynaleźli go Francuzi, nie tylko sprzedawaliby go sami, ale pewnie też tylko na terenie Francji.

Pozdrawiam wszystkich.
Vive la Pologne! Somehow...

niedziela, maja 20, 2007

leń

Wolny czas... mam go teraz aż za dużo ;) Odpoczywam po dwóch najgorszych tygodniach mojej edukacji ;) Ale warto było przez to przejść. Z wyników jestem zadowolony :)

Teraz czekają mnie najdłuższe wakacje w życiu i na pewno nie spędzie ich tak, jak w zeszłym roku. Już w najblższy weekend mazurskie jeziora, następnie Kraków i koncert z zespołem :) Zaraz potem Zakopiańskie Szaleństwo i w lipcu Stadion Śląski w Chorzowie :) Mam nadzieję, że na tym nie koniec ;)

sobota, maja 19, 2007

Mijaczka

Wodzu, a kiedy przylatujesz? :) Może masz ochotę na mały komitet powitalny? ;)

No i mija kolejny tydzień. Ten akurat spędziłem pod logiem SGB, które zjadło mi nerwy. Zeszłotygodniowy przypadek Banku Spółdzielczego w Kościerzynie potwierdza regułę, że najmniejsze psy najgłośniej szczekają. Dzięki niemu zaliczyłem także wyprawę do wcześniej nieznanej Kościerzyny, mając nadzieję na bliższe spotkanie z gwarą Kaszubów, ale się niestety zawiodłem :). Przy okazji odwiedziłem Gdańsk o zachodzie słońca (baaardzo krwistym) i ciekawy obrazek remontu kamienicy, z której zostawiono tylko fasadę, a cały tył wyburzono i budowano od nowa ;). Potem jeszcze tragiczna nocna przejażdżka krętą siódemką w deszczu i gąszczu tirów. Nie są to wymarzone warunki do jazdy, zwłaszcza dla tak ślepego kierowcy jak ja :).

Na resztę tygodnia miałem mnóstwo planów, ale skończyło się na wieeelkim leniu :) I chyba mi z tym dobrze :). A co u was misiaczki? :)

czwartek, maja 10, 2007

Pozdrowienia zza oceanu

Witam wszystkich serdecznie ;-)

Przestalem zagladac na starego bloga, bo albo nic sie nie dzialo dlugimi miesiacami, albo jak cos sie zadzialo i ochoczo sie udzialilem, natychmiast zalegala cisza na kolejne miesiace...

Skonczylem w tym roku akademickim swoje piecioletnie (jak na razie) studia, jednak zamiast na ceremonie wreczenia dyplomow w Convocation Hall w Toronto, stawie sie na lotnisku Okecie w Wa-wie. W zwiazku z tym mysle, ze wypadaloby urzadzic tego lata badz to jakis zorganizowany wypad, badz to kameralna impreze dla weteranow naszego bloga. Co wy na to?

Tamtaratam

No i dotarłem ;) Po drodze pokonałem 302 magów i 143 karłów :)

środa, maja 09, 2007

Rozstania i powroty

Zmieniamy się, ale jednak istniejemy, jesteśmy :) Tacy starzy-nowi :) jak ja na przykład...

tak nieśmiało...

Zjechałem na sam dół bloga i czytam: "co robicie, kiedy nie możecie zasnąć?"
Ja zazwyczaj jestem cholernie zły i przewalam się z boku na bok. A zły tym bardziej, że zapewne następnego dnia muszę wstać baardzo wcześnie albo po prostu mam coś ważnego do zrobienia. Ale nie dziś. Dziś jest inaczej. Siedzę, odpoczywam po męczącym psychicznie tygodniu, który był bardziej męczący niż całe te 3 lata w tej szkole.

No właśnie - TA szkoła. Dzisiaj, zaraz po moim wyjściu z matury z WOSu podbiegła do mnie koleżanka z młodszej klasy, cyknęła mi fotkę i włączyła dyktafon. Po pytaniach typowo maturalnych rzuciła: "Czy gdybyś mógł zadecydować teraz o swoim wcześniejszym wyborze: wybrałbyś inną szkołę?" I w tym momencie przez głowę przeleciały mi setki różnych wspomnień. Miłych i tych raczej nieprzyjemnych.I wiem, jakże bananie to wszystko brzmi, ale odpowiedź na pytanie od razu cisnęła się na usta: nigdy w życiu. Nigdy nie sądziłem, że mógłbym w LO przeżyć TAKIE chwile. Niesamowici ludzie - wcześniej nie miałem do czynienia nawet z im podobnymi i myślałem, że tak już zostanie. Dyrekcja - inna niż wszystkie. Wymiany płyt, dyskusje na forum, nawet taki blog... Gdzie indziej ktoś z Was spotkał się z czymś takim?

Zaczynam bełkotać...

Może by się jakoś skontaktować ze "starymi" bloggerami?
Pozdrawiam ciepło!
samm


ps. no.. w końcu się odważyłem...

Przeklęte zmiany:)

Jest tak, że po prostu zniknęliście (elektronicznie - wyłącznie!) z mego świata. Nie mam Waszych mejli, a w dodatku zmieniłem adres bloga. Jeżeli tylko możecie, przekażcie starym znajomym ten adres i prośbę o kontakt. Systemy mają to do siebie, że się od czasu do czasu walą - prędzej czy później. Reszta trwa.

środa, kwietnia 25, 2007

Czas, czas, czas...

Wykruszamy się, ale ja przez pewien czas jeszcze tu będę. Zmieniłem adres, bo "krasiniak" nie bardzo pasuje. Pewnie niedługo już tylko będzie "mariuszstaw", stąd zmiana. Naturalna, rzecz jasna, może z korzyścią dla mnie, bo blog osobisty jest bardziej wymagający niż "grono". Co nie znaczy, że nie możecie pisać.
P.S.
Szukałem linków do stron Bartka. Z netu znikamy dłużej niż z rzeczywistości, jednak równie nieodwracalnie.

czwartek, marca 15, 2007

Informacje

Żeby zamieszczać posty na nowym bloggerze trzeba chyba mieć konto na google (np. gmail). Nie wiem, czy dotyczy to starych użytkowników, nowych na pewno. Rejestracja jest mało intuicyjna, ale możliwa do przejścia:)

środa, marca 14, 2007

Współczesna powieść

Nie wiem, czy nie piszę w próżnię, bo Wodzu już tu rzadko gości, ale mam wrażenie, że to, co najważniejsze zostało napisane do połowy wieku XX. Autora "Platformy" cenię jako pogrobowca. Kunderę ratuje humor. Mimikra. Jesteśmy sierotami po Dostojewskim.

Zmiany, zmiany, zmiany...

Zaskoczyło mnie to tak samo, jak Was. Blogger przeszedł z poczciwego html na xml. Nie do końca wiem, jak funkcjonują Wasze konta, najlepiej w opcji wyboru wskazywać "old blogger", a potem już według instrukcji. Podobno ma być lepiej:).
Co do tła i grafiki - na razie proszę nie zgłaszać zastrzeżeń, wybrałem wzór w miarę neutralny, taka Grecja trochę, trochę nieba i morza, nie wiem dlaczego, ale tak właśnie mi się kojarzy. Najważniejsze, że udało mi się ocalić archiwa, choć był moment, kiedy myślałem, że i one przepadły. Byłoby żałka:(
No. Jeszcze istniejemy:)!

P.S.
Gdybyście nie mogli sie zalogować ew. pisać: dajcie znać!
Niektórzy tu wpadają i cieszą się Twoim oczekiwaniem. Jak ten czas galopuje:)
Czytanie, czytanie, czytanie. Przede wszystkim Świetlicki z jego frazą: posiwiał, przytył i spuchł:). Potem Michalski, rozczarowujący. Nieśmiertelni Leśmian i Rymkiewicz. W kinie posucha, Babel zasmuca, ale jakoś nie porusza; może ktoś coś podrzuci? Bo jeśli nie, to po raz kolejny "Czas Apokalipsy".
Aaaa! Mam napisy do rosyjskiej wersji "Mistrza i Małgorzaty", jeszcze nie obejrzane do końca, ale myślę, że to będzie i tak najlepsze, co można zobaczyć.

wtorek, marca 13, 2007

Już tylko połowa czekania :). Szkoda, ze nikt sie tu nie pojawia. Taka piekna wiosna zawsze byla powodem wielu nowych wpisów.
Pozdrawiam ciepło !!! :-)

czwartek, grudnia 21, 2006

Zaglądam, zaglądam ... :) W tym roku dostałam wszystko, o czym marzyłam przez kilka ostatnich lat, więc chciałabym Wam życzyć, wedle Waszych życzeń, aby równie ślicznie i o czasie się spełniały!!! :) Pozdrawiam ciepło i dziękuję za ciepłe myśli i słowa.

środa, grudnia 20, 2006

Nie wiem, czy wypada: Katharsis gratulujemy OCZEKIWANIA ;) A serio, jeśli jeszcze tu zaglądasz (a jeśli nie, to ja się przypomnę!), to radość, radość, radość.

środa, listopada 08, 2006

Są takie jesienne dni, kiedy liście krążą jak satelity, głowa zapada się w mgławicę poduszek, rano szron na szybach samochodów, trzeba jednak wstać i biec, winda, jedno skrzyżowanie, drugie, trzecie, koniec miasta, przebłysk słońca koło południa, potem ciemno, powrót, jesień, jesień, nic więcej, wieczność.
Od czerskiego pożyczam, chociaż Lenin mnie razi, a katolickie obżarstwo jest mi bliskie, bo tylko głupcy przeczą własnej naturze. Reszta jednak jest poruszająca. Pierwsza część na plus, druga do bani, trzecia do snu (dobrego). Artystów trzeba słuchać wybiórczo, gadają co im ślina na język przyniesie, czasem gadają prawdziwie. Sami zresztą sprawdźcie:

środa, września 06, 2006

O tej powiesci to jakbym czytal Milana Kundere ;-) Co do Lyotarda i Baudrillarda to czesciowo podzielam twoja opinie. Ich status "prorokow postmodernizmu" wydaje mi sie mocno przereklamowany. Niemniej, w swoich poniekad pionierskich pracach (mam na mysli zwlaszcza "Kondycje" i "Symulakra") udalo im sie przyszpilic pewne procesy spoleczno-kulturowe, ktore wszyscy zauwazali, ale nie wiadomo bylo, jak o tym pisac. Oni napisali. Tu punkty dodatnie dla Francuzow za oryginalnosc, punkty ujemne za filozoficzny kicz.
Co do Huellebecqa, to z powyzszych wzgledow warstwa "ideowa" tych jego powiesci jest spozniona o co najmniej 40 lat: krazyla w nieco mniej oszlifowanej postaci nad Europa i Ameryka (rowniez w literaturze) juz w czasach, kiedy rodzilo sie jego ulubione pokolenie '68. Wiadomo, ze dobra powiesc to cos wiecej, ale przy lekturze Huellebecqua nie moge sie opedzic od wrazenia, ze caly jego warsztat literacki ma za zadanie przeksztalcic te leciwe postmodernisticzne tezy w cos w rodzaju Harry'ego Pottera dla doroslych. Taka symulacja, albo "mozliwosc powiesci" ;-)

(wiem, ze dosc ostro sobie poczynam, ale wynika to z zalu, jaki mam do wspolczesnej literatury w ogole; dlugo by o tym rozprawiac...)

niedziela, września 03, 2006

Stanowczo się nie zgadzam! Lyotarda i Baudrillarda znam i czuję odrazę. Diagnoza w pewnych obszarach oczywista, w innych wywołująca torsje (zwłaszcza Baudrillard, z jego zawoalowanowymi peanami na cześć rzezi WTC). Houellebecq jest uczciwy w swojej szczerości. A że pornograficzny? A w jakich czasach żyjemy? Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem.
Wolę pisarzy postmodernistów niż filozofów, ci pierwsi traktują o (witkacowskich) bebechach, ci drudzy chcą się kiczowato podobać, konkurs piękności po prostu, typu ja contra heidegger.
Mam takie wrażenie Wodzu, że tylko porządna powieść ratuje jeszcze jakoś ten świat. A tej powieści coraz mniej.

piątek, września 01, 2006

Eee, tam. Egzystencjalna pornografia. Lyotard i Baudrillard w wydaniu zyciowo nieudanych seksoholikow ;-P

czwartek, sierpnia 17, 2006

Dodatek do Dziennika - owszem. Coś trzeba czytać, a Wyborcza schodzi na psy coraz bardziej.
Ale nie o tym miało być, miało być o Houellebecqu. Podtrzymuję diagnozę.
Widzę, że czytujesz dodatek telewizyjny do Dziennika ;-) ...a tak na poważnie to trzeba przyznać, że część kulturalną miewają na poziomie.

środa, sierpnia 16, 2006

Niejaka Dorota Masłowska uznała Michela Houellebecqa za pierwszego pisarza współczesnego. Po raz pierwszy w życiu zgadzam się z dziewoją: on rzeczywiście jest pierwszym pisarzem. Ale tu zaraz votum sepatarum: pierwszym pisarzem postludzkim. Trzeba się przygotować na tę zmianę.

poniedziałek, czerwca 12, 2006

A swoja droga - jak wam sie udziela pilkarska goraczka?
Poniewaz juz ktorys raz z rzedu zagladam na ten blog, a tu nic, postanowilem sie podzielic jakas biezaca mysla, ot, dla podtrzymania zywotnosci tego "miejsca".

Przeczytalem ostatnio w "Polityce", ze lek przed impotencja, choroba i smiercia to typowe formy meskiego stresu. I jak tu rak nie zalamac? Nie dosc, ze sie czlowiek meczy z tymi wszystkimi fobiami, to jeszcze ma zyc swiadomy swojej statystycznej przecietnosci...

poniedziałek, maja 15, 2006

Uff, w pore ucieklem... ;-)

poniedziałek, maja 08, 2006

Roman Giertych z serii "Jak wam się podoba...?" :-)

poniedziałek, marca 13, 2006

Na zdrowie! PS:Polecam jeszcze zapoznanie się ze szczegolami dotyczacymi genezy slow do muzyki na tej plycie :)
Aaaa, witać i dziękować:)
Zaraz rozgrzewam mojego mułka, niech szuka. Dzięki!
Wszystkim, ktorzy kochaja zycie i nie boja sie jego nieco dziwacznych przejawow proponuje posluchac "Muzyki ze slowami" Voo Voo i Peszkow. To arcydzielo bedace wynikiem braku kompromisu pomiedzy naszymi przyzwyczajeniami a nieskrepowana natura ludzkiej mysli abstrakcyjnej nie przestaje mnie zachwycac. Powodzenia w poznawaniu nowych smaczkow! (tym, ktorzy to znaja polecam na poczatki wiosny - doskonale wspolgra z tym, co juz czuc w powietrzu a czego jeszcze nie czuc w jego temperaturze). Pozdrawiam!

wtorek, lutego 28, 2006

O kurczę, rzeczywiście nie chodzi:(. Abnuk do nich kiedyś pisał i wtedy obiecali, że strony nie ruszą. Poczekajmy. Jesli się nie pojawi, trzeba będzie działać, może odwieszą.

poniedziałek, lutego 27, 2006

Ty wiesz, jak wywołać burzliwą dyskusję:)
Ja jestem doświadczonym katarzystą, u mnie katar to koniec świata. Umieram i jestem bardzo biedny. Ostatnio dziewczynka z trzeciej h, zobaczywszy mnie obłożonego chusteczkami w gabinecie i zapłakanego do niemożliwości powiedziała: "ale słodko pan wygląda".
No tak. W takim kontekście przychodzą mi do głowy tylko nieobyczjane sposoby walki z grypą/przeziębieniem/katarem. Wszystkie o takim samym, czyli zerowym stopniu skuteczności. Wypróbowane: z e r o!

piątek, stycznia 20, 2006

Psujesz sie iamibi? ;-)
Przed czym?

czwartek, stycznia 19, 2006

Ja mam wrażenie, że ten mróz to dopiero początek. Ja, choć powinienem się urodzić gdzieś na greckich wyspach, doceniam rolę śniegu. Są dni, kiedy tylko szron może nas uratować.

sobota, stycznia 07, 2006

Eee tam Wodzu, jakies Quebeki nam tu serwujesz, a na Kaszubach kiedyś byłeś?:))Popatrzcie tylko, takie zimy tutaj mamy, jak widać na załączonym obrazku:

Co do atmosfery, to była taka, jaka odpowiada ludziom spokojnym, szukającym ciszy... czyli tańce, hulanki, swawole, wyprawy nocą nad jezioro ścięte cienkim lodem, wódka na śniegu, życzenia składane sąsiadom... nic nadzwyczajnego:) Potem sen.

piątek, stycznia 06, 2006

Moge sie pochwalic, ze spedzilem Sylwestra w Quebec City, stolicy francusko-jezycznej czesci Kanady. Fantastyczne miejsce - chyba jedyne w swoim rodzaju na tym kontynencie. Europa w pigulce.

środa, stycznia 04, 2006

"Stalker" to niezaprzeczalne mistrzostwo swiata. Ja od jakiegos czasu nie moge jednak uwolnic sie od "Mistrza". Film niby wspolczesny,choc niewspolmiernie do wspolczesnosci magiczny. Polecam tylko widzom cierpliwym.
Też widziałem, ale podobnie jak przedmówca, nie pamiętam końcowej sceny... Ciekawe, bo na mnie ostatnio również spore wrażenie zrobił "Stalker". Jest to chyba jedyny film (poza "Oldboy'em"), któremu się coś podobnego udało w przeciągu minionych paru miesięcy. Okropnie się zdołowałem przygotowując się do pracy na jego temat i, gwoli szczerości, do tej pory się z tego okresu nie otrząsnąłem.

Żeby się wypowiedzieć na temat "Pianistki", musiałbym do tego filmu wrócić, a nie za bardzo mam na to ochotę - obrzydził mnie ten film, kiedy widziałem go po raz pierwszy...

wtorek, stycznia 03, 2006

Qrczaki. "Pianistkę" widziałem, ale tej sceny nie pamiętam. Często tak mam, że nie pamiętam końca:).
Masz rację, są takie filmy, które łażą za człowiekiem, czasem niekoniecznie te najlepsze, te z górnej półki. Po prostu są i łażą. Za mną nieodmiennie chodzą "Stalker" i "Czas Apokalipsy". Wiem, nic oryginalnego. Tylko groza.

niedziela, grudnia 25, 2005

Zdrowych i Wesołych...bo to jednak najważniejsze :-) Pozdrowienia!

piątek, grudnia 23, 2005

zdziwilbys sie ;-)

(korzystajac z okazji)
Wesolych Swiat i Szczesliwego Nowego Roku moi kochani blogowicze! ;-)

sobota, grudnia 17, 2005

Ale była dzisiaj jaaaazda! Dosłownie:
Z Gdańska do Ciechanowa, nocą, a pod Ostródą koniec świata. Ściana śniegu: biel.
Biel i biel.

Kiedy samochód zwalnia do 40 na godzinę, zwalnia cały świat; zwalnia, ale się nie zatrzymuje, bo za tobą światła, które ponaglają i nie można przespać tej śnieżycy gdzieś na poboczu. Radio staje się najbliższym przyjacielem. Muzyka brzmi jak nigdy. Koniec czasu. Biel atakuje, droga się nieuchronnie zwęża.
Może tak właśnie wygląda wieczność?
Może.
Jak zgęstniały czas.

Wodzu, nawet w Kanadzie takiej jazdy nie ma.

poniedziałek, grudnia 12, 2005

Inna sprawa, ze z reguly paniom stosunkowo latwo jest skupic na siebie uwage rozgadanego meskiego towarzystwa, chocby i "zamknietego". A czy potraficie wyobrazic sobie odwrotna sytuacje? ;-)

niedziela, grudnia 11, 2005

Jakaś racja w tym jest;). Facet ma strukturę falową. Szybko się zapala, a potem pochłaniają go inne sprawy. A gdy pojawia się kobieta, wraz z nią pojawia się zagrożenie ciągłością i trwaniem. A tego facet się boi.
Ale cechą fali jest to, że powraca:)

środa, grudnia 07, 2005

Wyobrażam sobie jakieś szczęśliwe i bezpieczne miejsce poza czasem i przestrzenią. Na ogół jest to niewielkie mieszkanie gdzieś na granicy świata. Wypełnione książkami i muzyką.

sobota, grudnia 03, 2005

A ja czytam właśnie rzemieślnicze opowiadanka Dicka... skala naszych problemów z czasem nijak się ma do jego problemów z rzeczywistością. Uwielbiam ten rodzaj uporządkowanego szaleństwa!

poniedziałek, listopada 21, 2005

Prawda? ;-) Wydaje mi sie, ze to co najwyzej rok minal odkad wymaszerowalem w swiat z naszego liceum, a to juz cztery... Przeraza mnie to. Od niedawna zaczalem przezywac cos w rodzaju kryzysu poznego dojrzewania, tj. zdalem sobie sprawe z jak nieublagana predkoscia uplywa czas. Dla dzieciaka / nastolatka stoi nieustannie w miejscu, a gdy tylko dwudziestka na kark wskoczy, zaczyna wyrywac sie ostro do przodu...

No, to tyle refleksji. Zobaczymy sie w nadchodzace wakacje, a w miedzyczasie moze przedzwonie ktoregos dnia.

Pozdrowienia wsiom! ;-)