Wierszyk nocny, trochę belferski, trochę dziennikarski, trochę metafizyczny. Wszyscy w tym przeciez tkwimy. Autor Andrzej Sosnowski, niewiele o nim wiem:
Piszemy
W wieku XXI Bóg będzie atrakcją turystyczną albo nie będzie Go wcale.
Oczywiście. To powiedziawszy, musimy się jednak dobrze zastanowić.
Czy ktoś nie powiedział już czegoś podobnego?
Tak, widzę birnhamski las waszych rąk, opuśćcie, możecie już teraz opuścić.
Oczywiście. Nie trzeba być dziennikarzem,
żeby mieć swoje skromne zdanie. Czy w takim razie Jaś mądrze proponuje
zastąpić słowo "turystyczną" słowem "dziennikarską"? W takim wypadku, Jasiu,
już nie atrakcją, ale? Tak jest, sensacją. Zapiszę umownie nasz wzór na tablicy -
SD (AT) albo zero. I jeszcze przekreślę zero. Brawo! Tylko jeżeli NIE przyjąć,
że nawet w tej naszej ostatniej podróży musimy ciągle być kimś, jakby w rodzaju
specjalnego wysłannika, albo turysty z wachlarzem
rewelacyjnych atrakcji. Proszę? To chyba jasne, że mam na myśli p a k i e t,
pamiętamy przecież Schulza z jego sanatorium.
Trzykrotna nieśmiertelność? Marylko, to nie ma teraz nic do rzeczy.
Firma Uszczerbek & Szwank? Karolu, takie żarty lepiej zachować dla siebie.
Cisza. Teraz proponuję tak: podzielimy się na dwie grupy, turystów i dziennikarzy,
i zobaczymy, która grupa przygotuje najciekawszą relację.
Pamiętając, że turysta pisze swoją wypowiedź w formie listu do wybranej osoby
a dziennikarz wstrząsający reportaż. Słucham? Czy ktoś
to wyda? Lecz w tym momencie - co to ma być w ogóle za pytanie?
Ilość znaków? "Długość prawie epicka, ale gęstość haiku". Ja żar-
tuję. Nie, najwyżej felietonowa, Karolinko. Dobrze. Jeśli więc nie ma
dalszych pytań? - - - spróbuję was wprowadzić w poetycki nastrój.
Była sobie raz mała stacyjka. Garstka podatników marznie na peronie.
(Czekają na podmiejski, który musi przepuścić ekspresy.) Ciemno,
duża śnieżyca. Nagle: Unde malum, unde malum dzwoni drezynka
i znika. Chwilę potem: szu szu, nadjeżdża Baczewski. Bóg osobowy
Bóg pospieszny Bóg osobowy Bóg pospieszny. Powolutku -
Bóg osobowy Bóg pospieszny Bóg osobowy Bóg pospieszny.
Piszemy.
piątek, sierpnia 29, 2003
czwartek, sierpnia 28, 2003
środa, sierpnia 27, 2003
Dlaczego na lekcjach nigdy nie było takich wierszy??
A! Należało by się wytłumaczyć: nie pisałem przez jakoś czas, gdyż najpierw byłem na pielgrzymce a potem nad morzem.
BTW: Jeśli ktoś jeszcze nie wie: pielgrzymka.com.
Abnuk: nadal zapraszasz na degustację? :)
A! Należało by się wytłumaczyć: nie pisałem przez jakoś czas, gdyż najpierw byłem na pielgrzymce a potem nad morzem.
BTW: Jeśli ktoś jeszcze nie wie: pielgrzymka.com.
Abnuk: nadal zapraszasz na degustację? :)
poniedziałek, sierpnia 25, 2003
Wiersz na dziś. Poruszający!:)
Hołd, Miłosz Biedrzycki
Kraków 29.01.1991 – hej! Co u Was
nowego słychać, bo u mnie nic nowego
nie słychać, ale może u Was słychać
cos nowego, ponieważ jak już wspomniałem
u mnie nie słychać nic nowego; ciekaw
jestem, co takiego nowego słychac u Was,
bo niestety u mnie nic nowego nie słychać
no więc idę posłuchać, co nowego słychać
u moich znajomych, ale, jak się dowiaduję,
u nich niestety też nic nowego nie słychać
i oni mnie pytają, co u mnie nowego słychać
no i niestety rozczarowali się, ponieważ u
mnie nie słychać nic nowego i powiedziałem im,
że u moich znajomych z Buszyna też
Hołd, Miłosz Biedrzycki
Kraków 29.01.1991 – hej! Co u Was
nowego słychać, bo u mnie nic nowego
nie słychać, ale może u Was słychać
cos nowego, ponieważ jak już wspomniałem
u mnie nie słychać nic nowego; ciekaw
jestem, co takiego nowego słychac u Was,
bo niestety u mnie nic nowego nie słychać
no więc idę posłuchać, co nowego słychać
u moich znajomych, ale, jak się dowiaduję,
u nich niestety też nic nowego nie słychać
i oni mnie pytają, co u mnie nowego słychać
no i niestety rozczarowali się, ponieważ u
mnie nie słychać nic nowego i powiedziałem im,
że u moich znajomych z Buszyna też
czwartek, sierpnia 21, 2003
Robisz statystyki? W "Kordianie" był taki fragment: "Pijcie wino, idźcie spać". Jednostki cierpią na blogu, aby tłum mógł konsumować (cokolwiek). Tylko - wypowiadał tę kwestię szatan:)
Co do tego, co miele mięso: to się nazywa "maszynka do mielenia mięsa". Moja mama przykręcała to do stołu i korbką wprawiała w ruch ostrza. Czy to jeszcze gdzieś działa?
Co do tego, co miele mięso: to się nazywa "maszynka do mielenia mięsa". Moja mama przykręcała to do stołu i korbką wprawiała w ruch ostrza. Czy to jeszcze gdzieś działa?
Podobno dowcipy z poziomu fizjologicznego nie łapią się do żadnej ligi, świadczą o kompletnej degrengoladzie. Ale to żarcie przypomina mi raczej film Delicatessen (zdiełano w Francji!), który prezentuje poczucie humoru tego właśnie rodzaju; rzecz jednak jest dla koneserów, żeby nie powiedzieć s m a k o s z ó w ;). Tak czy siak staczamy się, Panowie!
Powybrzydzał, powybrzydzał, ale zaśnie z błogim uśmiechem.
I jeszczio tol'ka adin wapros: czy sok z Mochosia przejdzie przez słomkę?
Powybrzydzał, powybrzydzał, ale zaśnie z błogim uśmiechem.
I jeszczio tol'ka adin wapros: czy sok z Mochosia przejdzie przez słomkę?
środa, sierpnia 20, 2003
Abnuk, Ty to wiesz, jak ludzi kusić. Może upichcisz coś z kuchni żabojadów? Postawimy na stole kopię słoneczników van Gogha i zapłaczemy nad nieodbytą wyprawą do Prowansji. Tylko Nuandę trzeba przebrać w odpowiedni berecik.
Aaaaaa, słyszałem, że w Rumunii oprócz dzieci gryzą także psy bezdomne;) głupi żarcik, a tak na serio, to co z Millsem?
I zapraszam do budy(nku) I LO. Mam już swój - jak to nazwać? - chyba gabinet, na biurku dumnie pręży się mój prywatny dziesięcioletni komputerek 386 DX 40, 220MB HD, można oprowadzać wycieczki jak po muzeum techniki i myśli pedagogicznej, to ostatnie biorę w wielki ironiczny cudzysłów. Wkroczyłem na pole minowe i potrzebuję publiczności. Hejku!
Aaaaaa, słyszałem, że w Rumunii oprócz dzieci gryzą także psy bezdomne;) głupi żarcik, a tak na serio, to co z Millsem?
I zapraszam do budy(nku) I LO. Mam już swój - jak to nazwać? - chyba gabinet, na biurku dumnie pręży się mój prywatny dziesięcioletni komputerek 386 DX 40, 220MB HD, można oprowadzać wycieczki jak po muzeum techniki i myśli pedagogicznej, to ostatnie biorę w wielki ironiczny cudzysłów. Wkroczyłem na pole minowe i potrzebuję publiczności. Hejku!
wtorek, sierpnia 19, 2003
Blogi na blog.pl trafił szlagblaster (ciekawe jak długo?), a my trwamy! Kosheen to taka imprezowa muzyczka, bez szczególnych pretensji czy ambicji. Ja w ogóle jestem na etapie dzielenia muzyki na "męczącą" i "dla zmęczonych", przy czym obie cenię jednakowo, aczkolwiek częściej słucham tej drugiej. I Kosheen jest dla tych b a r d z o zmęczonych.
Jak tak dalej pójdzie, to koło 40 będę słuchał tylko Jarreta, a koło 50 nagranej w ultrawysokiej jakości i odsłuchiwanej w takiejże - ciszy!:)
Jak tak dalej pójdzie, to koło 40 będę słuchał tylko Jarreta, a koło 50 nagranej w ultrawysokiej jakości i odsłuchiwanej w takiejże - ciszy!:)
sobota, sierpnia 16, 2003
środa, sierpnia 13, 2003
czwartek, sierpnia 07, 2003
piątek, sierpnia 01, 2003
wtorek, lipca 15, 2003
Panowie (i Panie), mam proste pytanie: ile nauczyciel ma urlopu? Odpowiecie pewnie jak wszyscy: duuuuuuużo - ferie, Wielkanoc, wakacje itd... I tu się mylicie. Karta Nauczyciela stanowi, że belfer ma 8 tygodni urlopu (pierwszy absurd: urlop jest liczony z sobotami i niedzielami!). A zatem, po wykorzystaniu 2 tygodni urlopu w ferie zimowe nauczycielowi zostaje 6 tygodni ulopu w wakacje (z sobotami i niedzielami włącznie!). Teoretycznie zatem ~ 10 sierpnia ( w zależności od daty końca roku szkolnego) nauczyciel powinien zakończyć urlop. Ale ferie letnie trwają do 31 sierpnia. Może zatem jakieś prace w szkole, pisanie programów, inwentaryzacja, Rady Pedagogiczne? Nic z tego, ustawa stanowi, że dyrektor może w czasie ferii zagospodarować nauczycielom w ten sposób tylko 7 dni. Dodajmy do 10 sierpnia 7 dni, jesteśmy jeszcze przed 20... i co dalej? Czym są pozostałe 2 tygodnie? Nie jest to już urlop, ale jeszcze nie można pracować (limit wykorzystany) - mamy zatem czarną dziurę urlopową, brakujące miliony w polskim budżecie. Absurd goni absurd i nikt jakoś tym się nie przejmuje. Nie chodzi mi o skrócenie bądź wydłużenie urlopu, ale o elementarne zasady logiki!
Uprzedzam Waszą odpowiedź:
Oj, Stawicki, Stawicki, nie za dużo ty wymagasz od urzędników?
Uprzedzam Waszą odpowiedź:
Oj, Stawicki, Stawicki, nie za dużo ty wymagasz od urzędników?
sobota, lipca 12, 2003
Wypuścili mnie wreszcie, ale jestem jeszcze słaby jak polska piłka nożna. Nawet przy komputerze nie mogę długo posiedzieć. Zgroza! Zgroza! - jak mawiał niejaki Kurtz.
Z Conectem jest chyba tak jak z mottem: o motcie, a więc raczej o Conneccie, chociaż wygląda to koszmarnie. Albo tak: wyraz jeszcze się nie spolszczył, więc można go po prostu nie odmieniać.
Co porabiacie wakacyjną porą? Abnuk, jak już pojedziecie do tej Turcji, to proszę o reporterskie doniesienia z trasy. Może będzie z Was jakiś nowy Kapuściński? W Bułgarii i Rumunii są chyba jakies kawiarenki internetowe? Ja mogę co najwyżej prowadzić dziennik choroby, ale nie sądzę, że zapisy typu: "dziś mnie ciągnie trzeci szew, a z dziury po drenie sączy się jakby mniej" były apetyczne tudzież interesujące. Ale jeśli chcecie...
Z Conectem jest chyba tak jak z mottem: o motcie, a więc raczej o Conneccie, chociaż wygląda to koszmarnie. Albo tak: wyraz jeszcze się nie spolszczył, więc można go po prostu nie odmieniać.
Co porabiacie wakacyjną porą? Abnuk, jak już pojedziecie do tej Turcji, to proszę o reporterskie doniesienia z trasy. Może będzie z Was jakiś nowy Kapuściński? W Bułgarii i Rumunii są chyba jakies kawiarenki internetowe? Ja mogę co najwyżej prowadzić dziennik choroby, ale nie sądzę, że zapisy typu: "dziś mnie ciągnie trzeci szew, a z dziury po drenie sączy się jakby mniej" były apetyczne tudzież interesujące. Ale jeśli chcecie...
środa, lipca 09, 2003
sobota, lipca 05, 2003
Ale ktoś jest sprytny: mała literówka i proszę: http://krasiniak.blogsopt.com/.
Z tej samej serii: http://www.microsfot.com/ - kiedyś była jeszcze lepsza, bo pojawiał się piękny linuxowski pingwin!
Z tej samej serii: http://www.microsfot.com/ - kiedyś była jeszcze lepsza, bo pojawiał się piękny linuxowski pingwin!
wtorek, lipca 01, 2003
W imieniu Stawa - żona Kasia S. Niestety mąż wylądował w szpitalu i cierpi bardzo. Wycięli mu pomyłke Pna Boga - wyrostek robaczkowy. Nie obeszło się bez komplikacji. Pod znakiem zapytania stoi zatem wyprawa do Francji. Niech Wodzu i Bartek bardzo się do tej myśli nie przywiązują, zwłaszcza jeśli mają inne plany. Wprawdzie mąż wyjdzie za jakieś 10 dni, ale potem czeka go przykry okres rekonwalescencji, bo wyrostek był rozlany jak Zalew Szczeciński. Gdybyście chcieli go odwiedzić, to znajdziecie go na Chirurgii Ogólnej (IV piętro) sala 15. Podyktowane przez Staw (spiane przez Kasia)
piątek, czerwca 27, 2003
sie robi, sie zaraz wraca do katorżniczej roboty. Z księgą miałeś rację, ale ciut angielszczyzny może chyba zostać - a może zmienić na francuski? Albo łacinę? A może czeski? Zresztą pomyślę - jak będę miał czas na myślenie, bo teraz to ja tylko pracuję, jak chłop pańszczyźniany jaki. A wy już macie wakacje, why ducky!!!:)
poniedziałek, czerwca 23, 2003
niedziela, czerwca 22, 2003
Ja juz mam wodę z mózgu, ale Wy? Był Abnuk, wpadł i wypadł, i powiedział, że woli do Bułgarii i Rumunii niż do Francji ;), a poza tym cisza! że hej. I tylko Macieku jakieś miny podkłada.
A ja wracam, tam gdzie paragrafy i cyrografy. I jedyna korzyść z tego taka, że miałem chwilę, żeby przejrzeć stare "Sharacki". Miodzio!
A ja wracam, tam gdzie paragrafy i cyrografy. I jedyna korzyść z tego taka, że miałem chwilę, żeby przejrzeć stare "Sharacki". Miodzio!
piątek, czerwca 20, 2003
czwartek, czerwca 19, 2003
aaa, i kolejny raz zajrzałem do "Zbrodni i kary", czego efekty znajdziecie na mojej stronce w postaci konspektu... wiem, wiem, nawet szukać nie będzie wam się chciało:). Drętwy konspekt, wszystko i tak zależy od wykonania.
Ale Dostojewski - tego nam potrzeba dziś, żeby poczuć ciężar bytu. Na naszą mdławą polską miarę jest zaś Miłosz, przez którego czasem gadają duchy:
"Zjawisko wódki jest ciekawe,
Warto poświęcić mu rozprawę, Ze wszystkich trunków ona jedna
Dymom zagłady jest pokrewna.
W niej miast płonących widać migot,
Przez cienkie szkło skazańcy idą,
A kiedy w nocy domy syczą
I w oknach pożar jest źrenicą,
Nad litrem z osowiałą twarzą
Zasiedli bracia Karamazow".
Ale Dostojewski - tego nam potrzeba dziś, żeby poczuć ciężar bytu. Na naszą mdławą polską miarę jest zaś Miłosz, przez którego czasem gadają duchy:
"Zjawisko wódki jest ciekawe,
Warto poświęcić mu rozprawę, Ze wszystkich trunków ona jedna
Dymom zagłady jest pokrewna.
W niej miast płonących widać migot,
Przez cienkie szkło skazańcy idą,
A kiedy w nocy domy syczą
I w oknach pożar jest źrenicą,
Nad litrem z osowiałą twarzą
Zasiedli bracia Karamazow".
A zespół Clinic? Czy zespół Clinic znany wam jest? [składnia z "Ferdy"]
Co do Jerofiejewa, to przedstawienie Moskwa-Pietuszki z Opanią w roli głównej kiedyś dawno temu zrobiło na mnie duże wrażenie. Reszty nie znaju.
Za to, Wodzu, przewaliłem się wreszcie do końca przez Pielewina i myślę sobie tak jak Ty, że nowa proza światowa cierpi na nadmiar dobrych pomysłów na początki, a niedobór jakichkolwiek pomysłów na zakończenia.
Wszystko jest shortem!
:: myśli by staw ::
:)
Co do Jerofiejewa, to przedstawienie Moskwa-Pietuszki z Opanią w roli głównej kiedyś dawno temu zrobiło na mnie duże wrażenie. Reszty nie znaju.
Za to, Wodzu, przewaliłem się wreszcie do końca przez Pielewina i myślę sobie tak jak Ty, że nowa proza światowa cierpi na nadmiar dobrych pomysłów na początki, a niedobór jakichkolwiek pomysłów na zakończenia.
Wszystko jest shortem!
:: myśli by staw ::
:)
środa, czerwca 18, 2003
wtorek, czerwca 17, 2003
Cóż, de gustibus non est disputandum. Mnie się Jerofiejew podoba, choć przyznaję - za pierwszym razem też nie spodobała mi się ta ksiażka. Ale po lekturze "Moskwy-Pietuszek" (z tego jest najbardziej znany) wróciłem do "Zapisków..." - zupełnie inaczej się je czyta. Niemniej ten pierwszy raz...
Odno¶nie recenzji, krytyków, itp. Czuję się oszukany. Rozczarowany. Zły. Powodem mojego niezadowolenia jest nic innego jak najnowsza płyta Metalliki "St. Anger". Żyłem premier± tej płyty przez ponad półtora miesi±ca. Wszystkimi przeciekami, nowinkami, ochłapami informacji dotycz±cej grupy i samej płyty. Byłem w skowronkach, kiedy recenzenci "fachowych" (teraz już w cudzysłowiu) czasopism muzycznych zaproszeni na przedpremierowe odsłuchania tej płyty piali z zachwytu na temat nowego materiału. Zachwytu, cholera! Metallica i powrót do korzeni, najlepszy materiał od czasów "Czarnego Albumu"! Ech...
Kupiłem płytę. Przesłuchałem. Do końca. Z trudem mi to przyszło. Po przesłuchaniu ze smutkiem odłożyłem na półkę. Raczej nie będę często do niej wracał. Ale zm±drzałem. To jaki¶ plus, nie? ;-(
Odno¶nie recenzji, krytyków, itp. Czuję się oszukany. Rozczarowany. Zły. Powodem mojego niezadowolenia jest nic innego jak najnowsza płyta Metalliki "St. Anger". Żyłem premier± tej płyty przez ponad półtora miesi±ca. Wszystkimi przeciekami, nowinkami, ochłapami informacji dotycz±cej grupy i samej płyty. Byłem w skowronkach, kiedy recenzenci "fachowych" (teraz już w cudzysłowiu) czasopism muzycznych zaproszeni na przedpremierowe odsłuchania tej płyty piali z zachwytu na temat nowego materiału. Zachwytu, cholera! Metallica i powrót do korzeni, najlepszy materiał od czasów "Czarnego Albumu"! Ech...
Kupiłem płytę. Przesłuchałem. Do końca. Z trudem mi to przyszło. Po przesłuchaniu ze smutkiem odłożyłem na półkę. Raczej nie będę często do niej wracał. Ale zm±drzałem. To jaki¶ plus, nie? ;-(
poniedziałek, czerwca 16, 2003
Skoro jest taki szaleńczy odzew na moje wklejanki Grzegorza Janusza, zamieszczam kolejne, sprzed wielu lat:
"Watykan 2007"
Uwaga! Podajemy najnowsze wyniki Akademii Badań Cyfrowych. Ustalono, że liczba Osób Boskich wynosi nie 3, lecz 3,14159265359. Zezwala się by liczbę Osób Boskich zaokrąglać do 3,14. Termin ,,Trójca Święta", jako zakorzeniony w tradycji, nadal obowiązuje.
"Wiadro jako naczynie krwionośne"
Do wsi przyszła zaraza.
Ludzie dostali gorączki, potem czerwonych plam i po paru dniach umierali. Znachor powiedział, że jedyne lekarstwo to sok skrzatów. Ale skąd takiego skrzata wziąć?
Pewnie żyją w lesie.
Poszliśmy szukać w pięciu: ja, kowal z chłopakami i pastuch. Wzięliśmy siekiery, widły i wiadro. Błąkaliśmy się trzy dni. I nic. Ubiliśmy tylko jaszczurkę i dwie ropuchy.
Trzeba było wracać do wsi z pustymi rękami. Już byliśmy przy samej wsi, a tu nagle na polanie przy podwójnym dębie coś się rusza. Podeszliśmy bliżej. Patrzymy, a tu w trawie tańczą małe stwory. Pięć ich było, całe gołe, włosy jak smoła i wianki na głowach. Nic tylko skrzaty. Wszystkie chwyciliśmy. Strasznie się szarpały, gryzły i krzyczały. Ale nie puściliśmy. Daliśmy obuchem po łbach, nie za mocno, żeby czerepów nie rozwalić i dalej toczymy z nich sok! Każdego małego za nogi na głaz i nożem po gardle. Ciekła z nich jucha czerwona jak u człowieka, prosto do wiadra. Aż się całe uzbierało. Trupy zostawiliśmy koło mrowiska, a potem szybko do wsi, żeby nie skrzepło. To się ludziska ucieszyły! Wszyscy się zbiegli. Pili lekarstwo łykami i smarowali nim gęby. A co zostało to zanosili tym, co z łóżek nie mogli się podnieść. Wtedy przyleciał znachor i zaczął wrzeszczeć, że nie mówił ,,sok skrzatów" tylko ,,sok z chrzanu". Któryś się musiał przesłyszeć. A potem się wydało, że to nie były skrzaty, tylko dzieciaki gajowego.
To nie jest wielka literatura. Ale jakie sny po niej!
"Watykan 2007"
Uwaga! Podajemy najnowsze wyniki Akademii Badań Cyfrowych. Ustalono, że liczba Osób Boskich wynosi nie 3, lecz 3,14159265359. Zezwala się by liczbę Osób Boskich zaokrąglać do 3,14. Termin ,,Trójca Święta", jako zakorzeniony w tradycji, nadal obowiązuje.
"Wiadro jako naczynie krwionośne"
Do wsi przyszła zaraza.
Ludzie dostali gorączki, potem czerwonych plam i po paru dniach umierali. Znachor powiedział, że jedyne lekarstwo to sok skrzatów. Ale skąd takiego skrzata wziąć?
Pewnie żyją w lesie.
Poszliśmy szukać w pięciu: ja, kowal z chłopakami i pastuch. Wzięliśmy siekiery, widły i wiadro. Błąkaliśmy się trzy dni. I nic. Ubiliśmy tylko jaszczurkę i dwie ropuchy.
Trzeba było wracać do wsi z pustymi rękami. Już byliśmy przy samej wsi, a tu nagle na polanie przy podwójnym dębie coś się rusza. Podeszliśmy bliżej. Patrzymy, a tu w trawie tańczą małe stwory. Pięć ich było, całe gołe, włosy jak smoła i wianki na głowach. Nic tylko skrzaty. Wszystkie chwyciliśmy. Strasznie się szarpały, gryzły i krzyczały. Ale nie puściliśmy. Daliśmy obuchem po łbach, nie za mocno, żeby czerepów nie rozwalić i dalej toczymy z nich sok! Każdego małego za nogi na głaz i nożem po gardle. Ciekła z nich jucha czerwona jak u człowieka, prosto do wiadra. Aż się całe uzbierało. Trupy zostawiliśmy koło mrowiska, a potem szybko do wsi, żeby nie skrzepło. To się ludziska ucieszyły! Wszyscy się zbiegli. Pili lekarstwo łykami i smarowali nim gęby. A co zostało to zanosili tym, co z łóżek nie mogli się podnieść. Wtedy przyleciał znachor i zaczął wrzeszczeć, że nie mówił ,,sok skrzatów" tylko ,,sok z chrzanu". Któryś się musiał przesłyszeć. A potem się wydało, że to nie były skrzaty, tylko dzieciaki gajowego.
To nie jest wielka literatura. Ale jakie sny po niej!
niedziela, czerwca 15, 2003
piątek, czerwca 13, 2003
środa, czerwca 11, 2003
No a ja dziś wstałem o dziewiątej.... tzn. obudziłem się o dziewiątej, jakoś tak się stało że wstałem z pół godziny później, sprawdziłem pocztę - ale nic ciekawego nie przyszło, zjadłem coś, pojechałem po wpis z Granic Racjonalności. Bałem się że nie zdążę ale się przeciągnęły wpisy i nie było problemu. Potem czekałem na wpisy z Podstaw Elektroniki przez godzinę.... Ech.... I na obiad a potem do akademika... No i teraz siedzię i piszę na bloga.
nuand:Co mam zrobić jeśli chciałbym sobie zrobić nadruk na koszulkę?? I czy to jest w miarę trwałe? Co? I ile kosztuje?
Sorki za grad pytań, ale ja już od jakiegoś czasu zastanawiam się jak zrobić sobie napis na koszulce...
nuand:Co mam zrobić jeśli chciałbym sobie zrobić nadruk na koszulkę?? I czy to jest w miarę trwałe? Co? I ile kosztuje?
Sorki za grad pytań, ale ja już od jakiegoś czasu zastanawiam się jak zrobić sobie napis na koszulce...
poniedziałek, czerwca 09, 2003
niedziela, czerwca 08, 2003
Eeeeee tam, ja jestem z natury optymistą, studenteria ma sesję, belferstwo koniec roku tudzież wycieczki, sztubactwo się nie odzywa, bo się boi, stąd takie pustki tutaj. Mnie tu teraz bardzo nie będzie, kierunek biorę na południe Polski, kolejny raz w tym roku, Świeradów Zdrój, Śnieżka, Praga czeska oto moje najbliższe cele. Radźcie sobie beze mnie, od czasu do czasu się pokłóćcie, bo bez tego blog rzeczywsiście i nieodwołalnie zdechnie. Albo przejdzie w stan ubika.
Wodzu i Nuandu! Dziś raz jeszcze "Dzień świra". I wpłynąłem na suchego przestwór oceanu... :)
Wodzu i Nuandu! Dziś raz jeszcze "Dzień świra". I wpłynąłem na suchego przestwór oceanu... :)
czwartek, czerwca 05, 2003
Przypominam jeszcze, że Thalia ma wyporność 4 chude osobniki plus kierowca (z naciskiem na chude). Zatem decyduje kolejność zgłoszeń, jak rozumiem. O bagażniku już pisałem, wlezie tam cały wszechświat. Ale poza tym samochodzikiem może być być całkiem, całkiem - amerykańskie kino drogi się kłania. Więc jak?
środa, czerwca 04, 2003
Ty, Nuand, to politykiem raczej nie będziesz. Roztrwonić takie poparcie... :). A niewiele brakowała i to Europa by nas o wolność prosiła, a nie my ją. Kilka spraw, nieestetycznie to wypunktuję:
1. Do Paryża jechać nie muszę, byłem tam już parę razy, nawet mi się podoba żeby Molocha minąć;
2. Stopem podróżuje się świetnie (trasę Polska - Paryż w obie strony zrobiłem trzy razy). Ale jestem już chyba na to za stary, człowiekowi z wiekiem oprócz siwych włosów przybywa poczucia odpowiedzialności - przede wszystkim za innych.
3. Wyjazd na wariackich papierach - może być, ale ... termin wolałbym jednak znać ciut wcześniej - przypominam, że ja mogę raczej po 25 lipca.
4. Transport - najtaniej i najwygodniej w takim układzie (ech, starość) byłoby pewnie Thalią. Cóż, była w Dubrowniku, była w Helsinkach, to czemu nie w Marsylii? (upierałbym się, bo choć miasto ma ponurą sławę, to coś mnie tam ciągnie). Ja jednak wprawdzie nie muszę rozmawiać z rodzicami, ale z żoną - owszem:)
I to by było na razie wszystko, co do głowy mi przychodzi.
1. Do Paryża jechać nie muszę, byłem tam już parę razy, nawet mi się podoba żeby Molocha minąć;
2. Stopem podróżuje się świetnie (trasę Polska - Paryż w obie strony zrobiłem trzy razy). Ale jestem już chyba na to za stary, człowiekowi z wiekiem oprócz siwych włosów przybywa poczucia odpowiedzialności - przede wszystkim za innych.
3. Wyjazd na wariackich papierach - może być, ale ... termin wolałbym jednak znać ciut wcześniej - przypominam, że ja mogę raczej po 25 lipca.
4. Transport - najtaniej i najwygodniej w takim układzie (ech, starość) byłoby pewnie Thalią. Cóż, była w Dubrowniku, była w Helsinkach, to czemu nie w Marsylii? (upierałbym się, bo choć miasto ma ponurą sławę, to coś mnie tam ciągnie). Ja jednak wprawdzie nie muszę rozmawiać z rodzicami, ale z żoną - owszem:)
I to by było na razie wszystko, co do głowy mi przychodzi.
niedziela, czerwca 01, 2003
Subskrybuj:
Posty (Atom)
