niedziela, lipca 15, 2007
:)
Naszła mnie wena, żeby opisać koncert, na którym byłem ostatnio, ale... jest już strasznie późno, a czuję, że jak zacznę pisać, to do jutra nie zdążę...
Tak więc... dobrej nocy :)
wtorek, lipca 10, 2007
Spotkanie w Ciechanie cd.
Było i o polityce, o literaturze wysokiej i kulturze komiksu. O filmie. O planach na wakacje. Wkradło się także aktualne odwołanie Leppera. Pospolitość skrzeczy, pospolitość tłoczy. Ameryka, Francja, Polska, Europa. Stalker (Abi, zazdroszę tego komputera korporacyjnego!) A my płyniemy sobie odważnie i lekko - to w przeszłość, to w teraźniejszość (jak to w tym Krasiniaku jest teraz?), to w przyszłość - bliziutką - tuż.
Bywa tak, że na marginesie takich peregrynacji rodzą się ważkie pytania. Pozwolę sobie wymienić te, które pamiętam ja, resztę Wy dorzućcie:
Więc:
Babel (do obejrzenia i skomentowania);
Ukryte (ja nie widziałem, muszę nadrobić);
Zodiak - jak wyżej;
Szkoła Dukaja;
Lynch - ostatnie filmy...
i jeszcze - co chcecie;)
piątek, lipca 06, 2007
Spotkanie w Ciechanie
niedziela, lipca 01, 2007
:)
Ale po kolei:
1. "fantastyka". Pamiętam jak mój brat cioteczny wracał do domu i z iskrą w oczach patrzył w skrzynkę pocztową w poszukiwaniu kolejnego numeru owego periodyku :) Miał wtedy jakieś 15-16 lat :) Ja osobiście nie miałem żadnej styczności z rzeczonym czasopismem, ale okładki bywały śmieszne ;)
2. Życzę miłego spotkania :) Ja, póki co, nie czuję się jeszcze na tyle "blogowiczem", żeby się tam do Was pchać, ale kto wie, może za kilka lat, jeśli dożyję :)
3. Remonty. Mam pewien uraz, bo przez remont odszedł mój zwierzak. Biedaczyna nawąchał się farby i niestety było to dla niego zabójcze. Właściwie nigdy remontów nie lubiłem, bo a to komputer trzeba bło wynieść gdzieś, a to na polówce spać, a to u babci ;) No i przede wszystkim żaden ze mnie specjalista, czy choćby amator, jeśli chodzi o remonty ;)
4. Po maturze :)
czwartek, czerwca 28, 2007
Re: remonty
Wolałbym odbierać z mariuszstaw@gmail.com.
Co do remontów. Rzeczywiście, jakiś stary chyba jestem, bom "specjalistą" od technik ceglano-pustakowych, tudzież gładź gipsowa, ewentualnie tynki strukturalne. Jakieś płyty k-g? Tfu! Ale może i ja będę się musiał przekwalifikować, bo za parę lat... kolejna przeprowadzka na horyzoncie? Jak tak policzę mieszkania w Ciechanowie (bez okresu studiów), to razem z tymi z moimi rodzicami, to będzie... ile? ... 7? Na razie 7.
Co do prośby o konsultacje polonistyczne Abi - ok, po 5 lipca, kiedy chcesz. Rachunek wystawiam w lampkach wina;)
wtorek, czerwca 26, 2007
Ufff, fu
Stary już jesteś, staw :). Swoją drogą, odbierasz jeszcze maile z tego konta na WP z myślnikiem? Tylko ten adres znalazłem w swojej książce adresowej. :)
Dzisiaj pomagałem koledze remontować mieszkanie. Stwierdziłem, że to świetna zabawa :). Nauczyłem się robić ścianki gipsowo-kartonowe i nawet bardziej wymyślne konstrukcje :). No i jeszcze umiem ciąć płyty G-K, co w sumie jest banalne, ale daje dużo radości :). I ta demolka przy robieniu dziur itp. - czysta przyjemność :). Gdyby nadszedł gorszy czas dla informatyków, to już wiem, co będę robił :). Sorki za te ciągłe uśmieszki, ale mam dobry nastrój i czemu miałbym się nim z wami podzielić? ;)
Fantastyka
Czas liczony subiektywną miarą dorosłości jest jeszcze bardziej względny niż ten rzeczywisty. Przeczytajcie "Fantastykę 1982, nr 1" i sami oceńcie, czy to właściwa lektura dla dwunastolatka?
Jedno tylko wyjaśnienie: nie ja jestem autorem tego skanu, więc błędy z wyrozumiałością pomińcie. Ważna jest tzw. wymowa ogólna.
P.S. Wodzu już w Polsce, ale chyba bez netu:) W trakcie naszej parogodzinnej pogawędki podtrzymał propozycję spotkania blogowiczów. Orientacyjny termin ok. 8-12 lipca. Kto za? Ewentualne korekty?
wtorek, czerwca 12, 2007
piątek, maja 25, 2007
Rozbieranie Marii:)
Z różnych powodów czyta się powtórnie. Ja to robię z przyczyn zawodowych, ale nie narzekam, więcej, cieszę się, bo sięgam po teksty ważne na tyle, żeby do nich nieustannie wracać. Większość czytelników nie ma tego przywileju, więc dziękuję opatrzności i sobie, że zgodnie wybraliśmy los.
Rozbieramy „Marię”. Robimy to wieczorem, w gronie, które być może kiedyś tu się określi (nawet nie wiem, czy tu zagląda:)). W tekście trochę śmiesznie (ktoś tu ciągle jak opętany zasuwa przez step) i trochę straszno (bo jeśli „Ah! Na tym świecie Śmierć wszystko zmiecie,/ Robak się lęgnie i w bujnym kwiecie”, to tylko rozpacz, rozpacz). „Maria” to taki słowiański „Mit Syzyfa”, wszystko jest nicością lub za chwilę się nią stanie, z rzeczywistości opadają maski, odkrywając ponurą prawdę o złu i nieobecności dobra.
Mnie tym razem urzekła fraza:
„Ale na pola nie chodź, gdy serce zbolało;”
Banalne? Niezupełnie, zważywszy, że pejzaż tej części Europy, czy to ukraiński step, czy mazowiecka równina, jest płaski do nieprzytomności i wyostrzony jak powierzchnia noża. Sami to pewnie znacie: po dalekiej podróży powrót do zapachów, jedynej tego rodzaju zieleni, wilgoci, obłoków, mijanych twarzy, poczucia bycia u siebie – a jednak nie u siebie. I na to doświadczenie Malczewski wynalazł słowa - Pacholę mówi:
„Oh! Nie – ja wszystkim obcy wśrzód mojej ojczyzny –
I Śmierć mi zostawiła czarne w piersiach blizny” –
„Na pola nie chodź” – więc nie chodzę, ale na rowerze – i owszem;) . Kiedy już zjedziecie do Ciechanowa, może by jakąś ekskursję przedsięwziął na bicyklach? Myślę raczej o wypadzie sobotnio-niedzielnym pod koniec czerwca lub na początku lipca, bo w tygodniu praca związana z rekrutacją. I jak ci kozacy przez step, tak my przez mazowieckie drogi... !?
Sen nas zastanie, jeśli nas spotka:)
czwartek, maja 24, 2007
Iamibi, twoja opinia o Francuzach w pelni pokrywa sie z obserwacjami moich znajomych, ktorzy pomieszkiwali we Francji i moimi wlasnymi, poczynionymi podczas bardzo krotkiego pobytu w Paryzu pare lat temu. Dobrze takim. Ja im dluzej mam do czynienia z polonia kanadyjska i im wiecej czytam polskiej prasy, tym bardziej sie utwierdzam w przekonaniu, ze Polacy sa jednak obciachowym narodem. Na nasze szczescie, nie jedynym.
PS. Przylatuje 13 czerwca. Poniewaz nie ma komu mnie przewiezc do Ciechca, zostane u siostry ciotecznej w Wa-wie przynajmniej do konca weekendu.
wtorek, maja 22, 2007
kraina winem i musztardą płynąca
Przeczytałam gdzieś ostatnio, że lek na Alzheimera wynaleziony przez Polaków będą sprzedawać Amerykanie... Gdyby wynaleźli go Francuzi, nie tylko sprzedawaliby go sami, ale pewnie też tylko na terenie Francji.
Pozdrawiam wszystkich.
Vive la Pologne! Somehow...
niedziela, maja 20, 2007
leń
Teraz czekają mnie najdłuższe wakacje w życiu i na pewno nie spędzie ich tak, jak w zeszłym roku. Już w najblższy weekend mazurskie jeziora, następnie Kraków i koncert z zespołem :) Zaraz potem Zakopiańskie Szaleństwo i w lipcu Stadion Śląski w Chorzowie :) Mam nadzieję, że na tym nie koniec ;)
sobota, maja 19, 2007
Mijaczka
No i mija kolejny tydzień. Ten akurat spędziłem pod logiem SGB, które zjadło mi nerwy. Zeszłotygodniowy przypadek Banku Spółdzielczego w Kościerzynie potwierdza regułę, że najmniejsze psy najgłośniej szczekają. Dzięki niemu zaliczyłem także wyprawę do wcześniej nieznanej Kościerzyny, mając nadzieję na bliższe spotkanie z gwarą Kaszubów, ale się niestety zawiodłem :). Przy okazji odwiedziłem Gdańsk o zachodzie słońca (baaardzo krwistym) i ciekawy obrazek remontu kamienicy, z której zostawiono tylko fasadę, a cały tył wyburzono i budowano od nowa ;). Potem jeszcze tragiczna nocna przejażdżka krętą siódemką w deszczu i gąszczu tirów. Nie są to wymarzone warunki do jazdy, zwłaszcza dla tak ślepego kierowcy jak ja :).
Na resztę tygodnia miałem mnóstwo planów, ale skończyło się na wieeelkim leniu :) I chyba mi z tym dobrze :). A co u was misiaczki? :)
czwartek, maja 10, 2007
Pozdrowienia zza oceanu
Przestalem zagladac na starego bloga, bo albo nic sie nie dzialo dlugimi miesiacami, albo jak cos sie zadzialo i ochoczo sie udzialilem, natychmiast zalegala cisza na kolejne miesiace...
Skonczylem w tym roku akademickim swoje piecioletnie (jak na razie) studia, jednak zamiast na ceremonie wreczenia dyplomow w Convocation Hall w Toronto, stawie sie na lotnisku Okecie w Wa-wie. W zwiazku z tym mysle, ze wypadaloby urzadzic tego lata badz to jakis zorganizowany wypad, badz to kameralna impreze dla weteranow naszego bloga. Co wy na to?
środa, maja 09, 2007
Rozstania i powroty
tak nieśmiało...
Ja zazwyczaj jestem cholernie zły i przewalam się z boku na bok. A zły tym bardziej, że zapewne następnego dnia muszę wstać baardzo wcześnie albo po prostu mam coś ważnego do zrobienia. Ale nie dziś. Dziś jest inaczej. Siedzę, odpoczywam po męczącym psychicznie tygodniu, który był bardziej męczący niż całe te 3 lata w tej szkole.
No właśnie - TA szkoła. Dzisiaj, zaraz po moim wyjściu z matury z WOSu podbiegła do mnie koleżanka z młodszej klasy, cyknęła mi fotkę i włączyła dyktafon. Po pytaniach typowo maturalnych rzuciła: "Czy gdybyś mógł zadecydować teraz o swoim wcześniejszym wyborze: wybrałbyś inną szkołę?" I w tym momencie przez głowę przeleciały mi setki różnych wspomnień. Miłych i tych raczej nieprzyjemnych.I wiem, jakże bananie to wszystko brzmi, ale odpowiedź na pytanie od razu cisnęła się na usta: nigdy w życiu. Nigdy nie sądziłem, że mógłbym w LO przeżyć TAKIE chwile. Niesamowici ludzie - wcześniej nie miałem do czynienia nawet z im podobnymi i myślałem, że tak już zostanie. Dyrekcja - inna niż wszystkie. Wymiany płyt, dyskusje na forum, nawet taki blog... Gdzie indziej ktoś z Was spotkał się z czymś takim?
Zaczynam bełkotać...
Może by się jakoś skontaktować ze "starymi" bloggerami?
Pozdrawiam ciepło!
samm
ps. no.. w końcu się odważyłem...
Przeklęte zmiany:)
środa, kwietnia 25, 2007
Czas, czas, czas...
P.S.
Szukałem linków do stron Bartka. Z netu znikamy dłużej niż z rzeczywistości, jednak równie nieodwracalnie.
czwartek, marca 15, 2007
Informacje
środa, marca 14, 2007
Współczesna powieść
Zmiany, zmiany, zmiany...
Co do tła i grafiki - na razie proszę nie zgłaszać zastrzeżeń, wybrałem wzór w miarę neutralny, taka Grecja trochę, trochę nieba i morza, nie wiem dlaczego, ale tak właśnie mi się kojarzy. Najważniejsze, że udało mi się ocalić archiwa, choć był moment, kiedy myślałem, że i one przepadły. Byłoby żałka:(
No. Jeszcze istniejemy:)!
P.S.
Gdybyście nie mogli sie zalogować ew. pisać: dajcie znać!
Czytanie, czytanie, czytanie. Przede wszystkim Świetlicki z jego frazą: posiwiał, przytył i spuchł:). Potem Michalski, rozczarowujący. Nieśmiertelni Leśmian i Rymkiewicz. W kinie posucha, Babel zasmuca, ale jakoś nie porusza; może ktoś coś podrzuci? Bo jeśli nie, to po raz kolejny "Czas Apokalipsy".
Aaaa! Mam napisy do rosyjskiej wersji "Mistrza i Małgorzaty", jeszcze nie obejrzane do końca, ale myślę, że to będzie i tak najlepsze, co można zobaczyć.
wtorek, marca 13, 2007
czwartek, grudnia 21, 2006
środa, grudnia 20, 2006
środa, listopada 08, 2006
Od czerskiego pożyczam, chociaż Lenin mnie razi, a katolickie obżarstwo jest mi bliskie, bo tylko głupcy przeczą własnej naturze. Reszta jednak jest poruszająca. Pierwsza część na plus, druga do bani, trzecia do snu (dobrego). Artystów trzeba słuchać wybiórczo, gadają co im ślina na język przyniesie, czasem gadają prawdziwie. Sami zresztą sprawdźcie:
środa, września 06, 2006
Co do Huellebecqa, to z powyzszych wzgledow warstwa "ideowa" tych jego powiesci jest spozniona o co najmniej 40 lat: krazyla w nieco mniej oszlifowanej postaci nad Europa i Ameryka (rowniez w literaturze) juz w czasach, kiedy rodzilo sie jego ulubione pokolenie '68. Wiadomo, ze dobra powiesc to cos wiecej, ale przy lekturze Huellebecqua nie moge sie opedzic od wrazenia, ze caly jego warsztat literacki ma za zadanie przeksztalcic te leciwe postmodernisticzne tezy w cos w rodzaju Harry'ego Pottera dla doroslych. Taka symulacja, albo "mozliwosc powiesci" ;-)
(wiem, ze dosc ostro sobie poczynam, ale wynika to z zalu, jaki mam do wspolczesnej literatury w ogole; dlugo by o tym rozprawiac...)
niedziela, września 03, 2006
Wolę pisarzy postmodernistów niż filozofów, ci pierwsi traktują o (witkacowskich) bebechach, ci drudzy chcą się kiczowato podobać, konkurs piękności po prostu, typu ja contra heidegger.
Mam takie wrażenie Wodzu, że tylko porządna powieść ratuje jeszcze jakoś ten świat. A tej powieści coraz mniej.
piątek, września 01, 2006
czwartek, sierpnia 17, 2006
środa, sierpnia 16, 2006
poniedziałek, czerwca 12, 2006
Przeczytalem ostatnio w "Polityce", ze lek przed impotencja, choroba i smiercia to typowe formy meskiego stresu. I jak tu rak nie zalamac? Nie dosc, ze sie czlowiek meczy z tymi wszystkimi fobiami, to jeszcze ma zyc swiadomy swojej statystycznej przecietnosci...
poniedziałek, maja 15, 2006
poniedziałek, maja 08, 2006
poniedziałek, marca 13, 2006
wtorek, lutego 28, 2006
poniedziałek, lutego 27, 2006
Ja jestem doświadczonym katarzystą, u mnie katar to koniec świata. Umieram i jestem bardzo biedny. Ostatnio dziewczynka z trzeciej h, zobaczywszy mnie obłożonego chusteczkami w gabinecie i zapłakanego do niemożliwości powiedziała: "ale słodko pan wygląda".
No tak. W takim kontekście przychodzą mi do głowy tylko nieobyczjane sposoby walki z grypą/przeziębieniem/katarem. Wszystkie o takim samym, czyli zerowym stopniu skuteczności. Wypróbowane: z e r o!
piątek, stycznia 20, 2006
czwartek, stycznia 19, 2006
sobota, stycznia 07, 2006
Co do atmosfery, to była taka, jaka odpowiada ludziom spokojnym, szukającym ciszy... czyli tańce, hulanki, swawole, wyprawy nocą nad jezioro ścięte cienkim lodem, wódka na śniegu, życzenia składane sąsiadom... nic nadzwyczajnego:) Potem sen.
piątek, stycznia 06, 2006
środa, stycznia 04, 2006
Żeby się wypowiedzieć na temat "Pianistki", musiałbym do tego filmu wrócić, a nie za bardzo mam na to ochotę - obrzydził mnie ten film, kiedy widziałem go po raz pierwszy...
wtorek, stycznia 03, 2006
Masz rację, są takie filmy, które łażą za człowiekiem, czasem niekoniecznie te najlepsze, te z górnej półki. Po prostu są i łażą. Za mną nieodmiennie chodzą "Stalker" i "Czas Apokalipsy". Wiem, nic oryginalnego. Tylko groza.
