poniedziałek, marca 13, 2006

Wszystkim, ktorzy kochaja zycie i nie boja sie jego nieco dziwacznych przejawow proponuje posluchac "Muzyki ze slowami" Voo Voo i Peszkow. To arcydzielo bedace wynikiem braku kompromisu pomiedzy naszymi przyzwyczajeniami a nieskrepowana natura ludzkiej mysli abstrakcyjnej nie przestaje mnie zachwycac. Powodzenia w poznawaniu nowych smaczkow! (tym, ktorzy to znaja polecam na poczatki wiosny - doskonale wspolgra z tym, co juz czuc w powietrzu a czego jeszcze nie czuc w jego temperaturze). Pozdrawiam!

wtorek, lutego 28, 2006

O kurczę, rzeczywiście nie chodzi:(. Abnuk do nich kiedyś pisał i wtedy obiecali, że strony nie ruszą. Poczekajmy. Jesli się nie pojawi, trzeba będzie działać, może odwieszą.

poniedziałek, lutego 27, 2006

Ty wiesz, jak wywołać burzliwą dyskusję:)
Ja jestem doświadczonym katarzystą, u mnie katar to koniec świata. Umieram i jestem bardzo biedny. Ostatnio dziewczynka z trzeciej h, zobaczywszy mnie obłożonego chusteczkami w gabinecie i zapłakanego do niemożliwości powiedziała: "ale słodko pan wygląda".
No tak. W takim kontekście przychodzą mi do głowy tylko nieobyczjane sposoby walki z grypą/przeziębieniem/katarem. Wszystkie o takim samym, czyli zerowym stopniu skuteczności. Wypróbowane: z e r o!

piątek, stycznia 20, 2006

Psujesz sie iamibi? ;-)
Przed czym?

czwartek, stycznia 19, 2006

Ja mam wrażenie, że ten mróz to dopiero początek. Ja, choć powinienem się urodzić gdzieś na greckich wyspach, doceniam rolę śniegu. Są dni, kiedy tylko szron może nas uratować.

sobota, stycznia 07, 2006

Eee tam Wodzu, jakies Quebeki nam tu serwujesz, a na Kaszubach kiedyś byłeś?:))Popatrzcie tylko, takie zimy tutaj mamy, jak widać na załączonym obrazku:

Co do atmosfery, to była taka, jaka odpowiada ludziom spokojnym, szukającym ciszy... czyli tańce, hulanki, swawole, wyprawy nocą nad jezioro ścięte cienkim lodem, wódka na śniegu, życzenia składane sąsiadom... nic nadzwyczajnego:) Potem sen.

piątek, stycznia 06, 2006

Moge sie pochwalic, ze spedzilem Sylwestra w Quebec City, stolicy francusko-jezycznej czesci Kanady. Fantastyczne miejsce - chyba jedyne w swoim rodzaju na tym kontynencie. Europa w pigulce.

środa, stycznia 04, 2006

"Stalker" to niezaprzeczalne mistrzostwo swiata. Ja od jakiegos czasu nie moge jednak uwolnic sie od "Mistrza". Film niby wspolczesny,choc niewspolmiernie do wspolczesnosci magiczny. Polecam tylko widzom cierpliwym.
Też widziałem, ale podobnie jak przedmówca, nie pamiętam końcowej sceny... Ciekawe, bo na mnie ostatnio również spore wrażenie zrobił "Stalker". Jest to chyba jedyny film (poza "Oldboy'em"), któremu się coś podobnego udało w przeciągu minionych paru miesięcy. Okropnie się zdołowałem przygotowując się do pracy na jego temat i, gwoli szczerości, do tej pory się z tego okresu nie otrząsnąłem.

Żeby się wypowiedzieć na temat "Pianistki", musiałbym do tego filmu wrócić, a nie za bardzo mam na to ochotę - obrzydził mnie ten film, kiedy widziałem go po raz pierwszy...

wtorek, stycznia 03, 2006

Qrczaki. "Pianistkę" widziałem, ale tej sceny nie pamiętam. Często tak mam, że nie pamiętam końca:).
Masz rację, są takie filmy, które łażą za człowiekiem, czasem niekoniecznie te najlepsze, te z górnej półki. Po prostu są i łażą. Za mną nieodmiennie chodzą "Stalker" i "Czas Apokalipsy". Wiem, nic oryginalnego. Tylko groza.

niedziela, grudnia 25, 2005

Zdrowych i Wesołych...bo to jednak najważniejsze :-) Pozdrowienia!

piątek, grudnia 23, 2005

zdziwilbys sie ;-)

(korzystajac z okazji)
Wesolych Swiat i Szczesliwego Nowego Roku moi kochani blogowicze! ;-)

sobota, grudnia 17, 2005

Ale była dzisiaj jaaaazda! Dosłownie:
Z Gdańska do Ciechanowa, nocą, a pod Ostródą koniec świata. Ściana śniegu: biel.
Biel i biel.

Kiedy samochód zwalnia do 40 na godzinę, zwalnia cały świat; zwalnia, ale się nie zatrzymuje, bo za tobą światła, które ponaglają i nie można przespać tej śnieżycy gdzieś na poboczu. Radio staje się najbliższym przyjacielem. Muzyka brzmi jak nigdy. Koniec czasu. Biel atakuje, droga się nieuchronnie zwęża.
Może tak właśnie wygląda wieczność?
Może.
Jak zgęstniały czas.

Wodzu, nawet w Kanadzie takiej jazdy nie ma.

poniedziałek, grudnia 12, 2005

Inna sprawa, ze z reguly paniom stosunkowo latwo jest skupic na siebie uwage rozgadanego meskiego towarzystwa, chocby i "zamknietego". A czy potraficie wyobrazic sobie odwrotna sytuacje? ;-)

niedziela, grudnia 11, 2005

Jakaś racja w tym jest;). Facet ma strukturę falową. Szybko się zapala, a potem pochłaniają go inne sprawy. A gdy pojawia się kobieta, wraz z nią pojawia się zagrożenie ciągłością i trwaniem. A tego facet się boi.
Ale cechą fali jest to, że powraca:)

środa, grudnia 07, 2005

Wyobrażam sobie jakieś szczęśliwe i bezpieczne miejsce poza czasem i przestrzenią. Na ogół jest to niewielkie mieszkanie gdzieś na granicy świata. Wypełnione książkami i muzyką.

sobota, grudnia 03, 2005

A ja czytam właśnie rzemieślnicze opowiadanka Dicka... skala naszych problemów z czasem nijak się ma do jego problemów z rzeczywistością. Uwielbiam ten rodzaj uporządkowanego szaleństwa!

poniedziałek, listopada 21, 2005

Prawda? ;-) Wydaje mi sie, ze to co najwyzej rok minal odkad wymaszerowalem w swiat z naszego liceum, a to juz cztery... Przeraza mnie to. Od niedawna zaczalem przezywac cos w rodzaju kryzysu poznego dojrzewania, tj. zdalem sobie sprawe z jak nieublagana predkoscia uplywa czas. Dla dzieciaka / nastolatka stoi nieustannie w miejscu, a gdy tylko dwudziestka na kark wskoczy, zaczyna wyrywac sie ostro do przodu...

No, to tyle refleksji. Zobaczymy sie w nadchodzace wakacje, a w miedzyczasie moze przedzwonie ktoregos dnia.

Pozdrowienia wsiom! ;-)

wtorek, listopada 08, 2005

Wodzooo... kopę lat, człowieku z drugiego końca świata;)
Tak to czasem bywa, że w tym samym czasie chce się odwiedzić stare śmiecie. Kiedy zawitasz w grodzie naszym, nad Łydynią rozciągnionym?
Howgh!

poniedziałek, listopada 07, 2005

Pozdrowienia dla wszystkich! Zagladam tu po raz pierwszy od ilustam miesiecy i postanowilem wyryc swoje inicjaly... ;-)

sobota, listopada 05, 2005

Mój Boże, jak dawno mnie tutaj nie było... czy ktoś jeszcze tu zagląda? Jeśli tak, to obiecuję być tu częściej.

piątek, września 30, 2005

Czasem nie widać korony...od razu. :-) "Wędrujący król"/ Gdynia. Pozdrawiam.

wtorek, lipca 12, 2005

No wiec i ja gratuluje :-) Powodzenia!!! Ja zostalam sluchaczka studiow podyplomowych. Czy to zwalnia mnie z obowiazku myslenia o tych wszystkich strasznych instytucjach, o ktorych piszesz? mam nadzieje, ze tak :-) To zawsze rok wiecej spokoju.
Gratulacje, pani magister ;-) Bycie magistrem (magisterką?) jest fajne, ale pod waunkiem, że nie ściga Cię od razu ZUS, II filary, Urzędy Skarbowe i inne takie paskudne instytucje, o których istnieniu się nie pamięta dopóki się nie przypomną. Do mnie się przypałętał ZUS dzień po obronie :-)
To ja tez się pochwalę, że w piątek skończyłam okres dwumiesięcznego bezrobocia...i znów zostałam studentką, tylko o grzędę wyżej i w bardziej luksusowym kurniku, czyli w Domu im. Franza Kafki zwanym także Polską Akademią Nauk (kto był tam choć raz, to wie, jak łatwo się tam zgubić w plątaninie korytarzy i zamiast do biblioteki trafić do szpitala - i to do najprawdziszego! a kto nie był, nie ma czego żałować).

środa, lipca 06, 2005

Dzięki!!! :-)
Drugi z pedagogiki.
Tobie też wspaniałych wakacji !!!
:)
Pozdrawiam wszystkich raz jeszcze i życzę powodzenia w zdobywaniu tego jakże przemiłego tytułu, jakim jest magister :)

wtorek, lipca 05, 2005

Niektorym to dobrze... Mnie jeszcze dwa lata zostaly do "Honorowego Kawalera Sztuk", o magistrze nawet nie wspominajac.
Gratuluje i fajnych wakacji zycze ;-)

(przy okazji - ten drugi magister to z czego?)

piątek, lipca 01, 2005

Wakacje!!! :-) I nowy okres się zaczął w moim życiu. Od niedawna jestem MAGISTREM FILOLOGII POLSKIEJ !!! :-) Możecie mi gratulować. Ogromne podziękowania dla tych wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób się do tego przyczynili :-)
A Tobie Staw dziękuję wyjątkowo bardzo mocno i w ogóle najbardziej, jak tylko potrafię. Bo ten magister akurat to tylko dlatego, ze potrafiłeś "zaszczepić" we mnie prawdziwą miłość do literatury.
Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie i życzę naprawdę udanych wakacji!!!
Ja od wrześnie wracam do pracy nad kolejnym magistrem. Życzcie mi powodzenia!!! :-)

niedziela, czerwca 05, 2005

to i ja zaintonuję - stooo (staaaw) laaat !

sobota, czerwca 04, 2005

Wodzu: Teoria wystarczalności to "chleb powszedni" 90% ludzi :-). Przecież w naszym "tymczasowym" odczuciu świat to nie odmetafizyczniony chaos, na którego końcu znajduje się BRAK. Przyjmujemy jego spójność, zakładamy, że - za wczesnym Heglem i wczesnym Husserlem - warto się tu zadomawiać, poznawać, a nawet szukać "eidosu". Po prostu czasami...kiedy np. taki Jakub D. zaczyna sobie myśleć - "kurde, coś dekonstruuje mi się jednak to wszystko", zaczynają się wątpliwości. No i zaczyna się wielka filozofia "rozpadu". Ale za tym wszystkim i tak kryje się wiara. Moim zdaniem bardzo głęboka. Myślę, że jednak są tacy, którym "prawda wystarczająca" jednak nie wystarcza. I dlatego zaczynają powoli wszystko rozkładać na części pierwsze. Dekonstruować nasz ziemski padół, aż się okaże NIC. :)
wzruszam się:)

piątek, czerwca 03, 2005

To ja tez sie dolacze. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego ;-)

czwartek, czerwca 02, 2005

Niech mi będzie wybaczone... Humanistyka zatrzymała się na Stawickim:)))) Dzięki!!!
Najlepszemu nauczycielowi, jaki mi się w życiu przytrafił - wszystkiego dziś absolutnie najlepszego na świecie i we wszechświecie życzę :-) dziękuję, że jesteś !!!
Czy humanistyka zatrzymala sie na Derridzie?
Być może daje mi się we znaki zabawa w informatykę, ale pluralisci, postmodernosci, dekonstrukcjonisci, i in. wydają się lekceważyć prostą naukowa regułę wystarczalnosci - jesli dany model naukowy trzyma się dostatecznie dobrze z punktu widzenia teorii i jest skuteczny w rozwiązywaniu problemów, dla których został stworzony, to tymczasowo można go spokojnie przyjąć za odpowiedni. Tak samo jest z filozofią, semiotyką i literaturoznawstwem, które przecież mają naukowe pretensje. Innymi słowy - nikogo nie obchodzi prawda ostateczna, której i tak nie dojdziemy, tylko prawda wystarczająca.

A co do polskich zachodów, to nie będzie mi dane ich oglądać w tym roku ;-(

środa, czerwca 01, 2005

Jak się mieszka wysoko, to muszą być z tego jakieś korzyści:). Zawsze chciałem mieszkać na orbicie.
Gadamer też nie lepszy. Też go już nie ma. Kto został?

wtorek, maja 31, 2005

Wodzu: no a któż tak naprawdę "WIE"? Nawet Gadamer w eseju "Cóż to jest prawda" uświadamia, jak różne są porządki, które ten świat budują, więc tym bardziej przy takiej ilości paradygmatów trudno byłoby ustalić jedną możliwą (czyt. prawdziwą) odpowiedź na cokolwiek.

A zachody słońca...ileż ja ich ostatnio przeoczyłam...przynajmniej na blogu sobie "pooglądam"... ;-)

Ostatnio coraz więcej paradoksów zatrzymuje moją uwagę. Świat ( w moim odczuciu) budują sprzeczności...( a i tego nie wiem na pewno, bo może gdzieś, na niewidocznym jeszcze końcu, jest jakieś sensowne rozwiązanie dla tych przeciwstawieństw), więc nie dziwne, że komus w głowie "Gott ist tot" albo "dekonstrukcja"...
I Ricoeur też pożeglował w zaświaty. Ten z kolei się od(do)czytał do końca. Dokonała się pełna hermeneutyka.
To „czytanie po swojemu” dotknęło bardzo wielu filozofów, choćby wspomnianego Nietzschego. Też mi się wydawało, że go rozumiem do momentu, aż mądrzejsi ode mnie uświadomili mi, że jest ojcem dekonstrukcji. Ale chyba jest, więc się nie spieram.
A za oknem chwilę temu zachód słońca, że aż strach. Dwadzieścia kilometrów stąd padał deszcz, widziałem.
No tak... tylko jak sie nie wie, to sie nie zabiera do pisania... Moze czepiam sie bez powodu, a moze to po prostu akademicko zaszczepione pragnienie konkretow. Bo i jak tu z takim Derrida dyskutowac, jesli kazdy czyta go na swoj sposob i najczestsza odpowiedzia na jakakolwiek krytyke jest wariacja na temat: "E, nic nie rozumiesz..."?
Ja też lubię takich, którzy mi powiedzą, jak jest, ale mówiąc szczerze znacznie bardziej wolę od nich tych, którzy nie udają, że wiedzą jak jest ... :-) Dlatego Markowski jest mi bliski :)

poniedziałek, maja 30, 2005

Jakis czas temu poczytywalem sobie ksiazke Markowskiego o Derridzie. Troche mnie przestraszylo, ze ten bardzo madry pan, ktory przeczytal 100+ pozycji na temat dekonstrukcji (Derrida i s-ka) potrzebuje az 50 stron na wyjasnienia i przeprosiny za to, iz nie potrafi wprost wyjasnic o co w tym wszystkim chodzi. chwilowo dalem sobie spokoj.
A z tym dekonstruowaniem samego siebie to czysta zlosliwosc. Przywodzi mi to na mysl biedaczka Nietzschego - tez dowcipy fruwaly o jego zejsciu...
Po zakończeniu kursu z Teorii Literatury miałam wciąż jeszcze dość pozytywne zdanie na temat derridiańskiej koncepcji rzeczywistości, ale jedne, zupełnie przypadkowo wybrane przeze mnie zajęcia z Filozoficznych perspektyw edukacji pozostawiły mnie z taką wizją świata według Derridy, która kompletnie nie daje w zamian nic po tym, jak już ów świat się zdekonstruuje. Szkoda...bo i Derrida zdekonstruował się w zeszłym roku ( a może to był już ten?).
Głęboko uduchowione pytanie: Obywatelu/-ko, czy wierzysz w dekonstrukcję? ;-)

niedziela, maja 29, 2005

Derrida się odezwał ;)
Nie ma żadnej struktury, jest tylko différance. ;-)

piątek, maja 27, 2005

"To, co pomyślał, było co najmniej cyniczne. Ale przecież sama niejako wzniosłość wewnętrznej struktury człowieka zwanej duszą niekiedy wręcz sprzyja rozwojowi cynizmu, chociażby tylko ze względu na wszechstronność tejże struktury".
BIESY
Fiodor Dostojewski.
;-)

poniedziałek, maja 23, 2005

Ty, Abi, nie mów... mam to samo. A już jak oglądam video, to czuję, jakby byl tuż obok...

niedziela, maja 01, 2005

Ty, Abi masz jak zwykle rację. Jak noga? Ja mam tylko lewą jako tako sprawną, mam nadzieję chociaż, że na rowerze, co jest wielce ok., pojeżdżę.
Bartek jest obecny - falami. Są chwile, kiedy odczuwam niemal namacalną jego obecność. Niezbyt częste. Intensywne.