zabrzmiało to jakbys komus...hm...niewazne
owszem, czuje sie staro. smutne, nie? ;-)
piątek, grudnia 17, 2004
czwartek, grudnia 16, 2004
wtorek, grudnia 14, 2004
niedziela, grudnia 12, 2004
niedziela, grudnia 05, 2004
sobota, grudnia 04, 2004
czwartek, grudnia 02, 2004
Znacie? Jeśli nie, to popatrzcie:). Kiedyś gadaliśmy z abnukiem o stylu pokemoenowym i oto stało się to, co musiało się kiedyś stać: nasz blog przyjmie taką oto postać: www.krasiniak.blogpietnastki.hej
Jak się zapatrujecie na nasz nowy image:)))?
Co do śniegu to racja. Poranki w słońcu i w śniegu są zupełnie nierzeczywiste, pewnie dlatego tak rzadkie. Była u nas w szkole Amerykanka, Penelopa, nie wiem czy pamiętacie. Otóż ona zachwycała się drogą przez kładkę (tzw. dolina Łydyni), kiedy spadł śnieg, a do tego pojawiła się szadź. Mówiła, że wtedy rozpościerają się tam widoki jak z Bruegla.
Z Bruegla? Więc okazuje się, że to, co absurdalne, może być tak sugestywne? Pewnie tak.
Jak się zapatrujecie na nasz nowy image:)))?
Co do śniegu to racja. Poranki w słońcu i w śniegu są zupełnie nierzeczywiste, pewnie dlatego tak rzadkie. Była u nas w szkole Amerykanka, Penelopa, nie wiem czy pamiętacie. Otóż ona zachwycała się drogą przez kładkę (tzw. dolina Łydyni), kiedy spadł śnieg, a do tego pojawiła się szadź. Mówiła, że wtedy rozpościerają się tam widoki jak z Bruegla.
Z Bruegla? Więc okazuje się, że to, co absurdalne, może być tak sugestywne? Pewnie tak.
czwartek, listopada 25, 2004
Mnie tez brakuje, wszystkiego po trochu... a czuje, ze z kazdym tygodniem coraz wiecej trace, trace cos cennego, a nie wiem co (bez banalow o mlodosci, please). Dziwny taki marazm. Mam pomysl - moze by tak zalozyc jakiegos art-bloga, gdzie mozna by sie dzielic swoimi myslami, uwagami i miniaturami tworczymi w waskim gronie, he? Wiem jak to z entuzjazmem, gdy sie ma sto innych rzeczy na glowie, ale ja sie jakos niezrealizowany czuje i chyba nie tylko ja...
wtorek, listopada 23, 2004
poniedziałek, listopada 22, 2004
czwartek, listopada 18, 2004
Wodzu, powtórzę się, ale...jak Ciebie mozna nie uwielbiać za takie teksty? :D No ja po prostu nie wiem :)))) Więc jakbys kiedys miał chwilę zwątpienia, jakie ludziom przeciez czasem się zdarzają - zerknij na moje pytanie o odpowiedz sobie szczerze: "nie mozna po prostu!" :)))
Pozdrawiam Ciebie i wszelkich ludzi na tej planecie, którym pozostała jeszcze krztynka poczucia humoru :)
Pozdrawiam Ciebie i wszelkich ludzi na tej planecie, którym pozostała jeszcze krztynka poczucia humoru :)
Stanisław Grochowiak
Gdy już nic nie zostanie
Kiedyś usadzę cię nagą wśród przepychu
Będą tam suknie ciężkie jak woda
Będą pończochy o zapachu jabłek
Będą na głowę nakrycia szerokie
I będzie metal
Chcę mieć cię nagą w krajobrazie ciemnym
Gęstym od brązów świeczników waz
Z których niech dymi waniliowy poncz
W rozdęte chrapy nieruchomych dogów
Czuł tę potrzebę Rembrandt kiedy Saskię
Malował coraz w śmierć swą odchodzącą
Jakby chciał wstrzymać ją wagą winogron
Przygnieść świeczników drogocennych światłem
Gdy już nic nie zostanie
Kiedyś usadzę cię nagą wśród przepychu
Będą tam suknie ciężkie jak woda
Będą pończochy o zapachu jabłek
Będą na głowę nakrycia szerokie
I będzie metal
Chcę mieć cię nagą w krajobrazie ciemnym
Gęstym od brązów świeczników waz
Z których niech dymi waniliowy poncz
W rozdęte chrapy nieruchomych dogów
Czuł tę potrzebę Rembrandt kiedy Saskię
Malował coraz w śmierć swą odchodzącą
Jakby chciał wstrzymać ją wagą winogron
Przygnieść świeczników drogocennych światłem
wtorek, listopada 16, 2004
Czołem Wodzostwo!
Przed snem wreszcie przypomniałem sobie. Sprawa wygląda mi na konfabulację Austera: mocno to podejrzane i (bo) postmodernistyczne. Co nie zmienia faktu, że można się w ten sposób bawić interpretacją.
Co do Bartha, to znam go tylko z omówień. Za wyjątkiem powieści Sabbatical, którą kupiłem w jakiejś taniej książce i próbuję co pół roku zacząć czytać, ale się nie da. Furmuła „literatura wyczerpania” jest na tyle nośna i zrozumiała, że chyba nie trzeba sięgać do źródeł. Gombrowicz mówił tak o Kafce: nie trzeba go czytać, żeby rozumieć. Coś w tym jest.
Przed snem wreszcie przypomniałem sobie. Sprawa wygląda mi na konfabulację Austera: mocno to podejrzane i (bo) postmodernistyczne. Co nie zmienia faktu, że można się w ten sposób bawić interpretacją.
Co do Bartha, to znam go tylko z omówień. Za wyjątkiem powieści Sabbatical, którą kupiłem w jakiejś taniej książce i próbuję co pół roku zacząć czytać, ale się nie da. Furmuła „literatura wyczerpania” jest na tyle nośna i zrozumiała, że chyba nie trzeba sięgać do źródeł. Gombrowicz mówił tak o Kafce: nie trzeba go czytać, żeby rozumieć. Coś w tym jest.
sobota, listopada 13, 2004
Tak. Dziś właśnie i tu i teraz. Oto postanowiłam urządzić sobie noc werbalnej wystawy moich wewnętrznych – zewnętrznych epifanii, ciemnych błądzeń w ciemnych dolinach, gdzie jednak zła się lękałam, choć „się nie ulęknę...”. Teraz, bo potem będzie za późno, powiem o tym, o czym potem chyba ( bo nie wiem jeszcze) nie będzie wolno. Bo kiedy staje się już, kim się staje, droga, którą się przyszło przestaje, ustaje i ...znika. Więc powiem tylko, skoro już stojąc patrzę na was wszystkich, nie widząc was jednocześnie, że się trochę boję i trochę cieszę. Że zamykam oczy i zamyślam oczy i wiem, że kiedy je otworzę zobaczę tych nowych. Tych, do których będę mówić, o których będę mówić i za których z czasem też chyba się wypowiem. Bo chodzi o to, że teraz wciąż do nich mówię. Idę do sklepu, idę do domu, nie idę, myślę, że idę...i wciąż mówię, mówię, uczę, mówię, przestaję, znów mówię. A boję się, bo myślę...za dużo. Bo gdyby wszystko można było zatrzymać na chwilę. Świat na chwilę i powiedzieć szybko wszystko....wtedy bym zdążyła. A tak – płynie i płynie...i upływa, a tu trzeba komentować o tym, co zostaje. Oto mój dialog, wewnętrzny, w którym ja i mój uczeń nie-rozpoczęty, nie-rozpakowany, nie-zły, wciąż mój...
I tego momentu, kiedy powiem – „bo tak” i tego, w którym pojawi się zniecierpliwienie, znudzenie...i tego, w którym w ogóle cokolwiek przestanie się pojawiać...boję się....
I tego momentu, kiedy powiem – „bo tak” i tego, w którym pojawi się zniecierpliwienie, znudzenie...i tego, w którym w ogóle cokolwiek przestanie się pojawiać...boję się....
Do Wodza: eeee...a ja wiedzialam tylko (do chwili przeczytania Twojego posta), ze ten Pan "Bakunowy faktor" (nie mam zielonego pojecia jak to w oryginale) napisal... ale wiedza sie bede mogla podzielic, jak przeczytam, bo to jedna z tych ksiązek, które strasznie mi polecano, a teraz czeka grzecznie na swoją kolej...
piątek, listopada 12, 2004
Ty mi tu nie czaruj prozą, tylko odpowiedz na pytanie! ;-)
Ten dialog o Don Kichocie jest w drugiej polowie "Miasta ze szkła", a dokladniej w trakcie rozmowy Quinna z Austerem w mieszkaniu tego drugiego. Bardzo fajny pomysl na czytanie Cervantesa, w wolnej chwili chcę to zestawić z wykładami Nabokova i samą treścią ksiązki.
A na marginesie: jesli ktos cos wie o panu imieniem John Barth, szczególnie o jego eseju pt. "Literatura wyczerpania" (moje tlumaczenie oryginału: "Literature of Exhaustion"), zapraszam do wyczerpującego dzielenia się ową wiedzą ;-)
Ten dialog o Don Kichocie jest w drugiej polowie "Miasta ze szkła", a dokladniej w trakcie rozmowy Quinna z Austerem w mieszkaniu tego drugiego. Bardzo fajny pomysl na czytanie Cervantesa, w wolnej chwili chcę to zestawić z wykładami Nabokova i samą treścią ksiązki.
A na marginesie: jesli ktos cos wie o panu imieniem John Barth, szczególnie o jego eseju pt. "Literatura wyczerpania" (moje tlumaczenie oryginału: "Literature of Exhaustion"), zapraszam do wyczerpującego dzielenia się ową wiedzą ;-)
Wodzu, wybaczenia... Tego dnia otworzyłem, ale nie doczytałem... może teraz?
Jest taka godzina, że do łóżka z książką wpadam, ciekawe, ile zapamiętam, ile zrozumiem, a najciekawsze będzie to, ile z tego będzie Austera, a ile mojej w sen zapadającej, na krawędzi dnia/nocy/ranka balansującej... już, już spada:)... świadomości. Hę?
Jest taka godzina, że do łóżka z książką wpadam, ciekawe, ile zapamiętam, ile zrozumiem, a najciekawsze będzie to, ile z tego będzie Austera, a ile mojej w sen zapadającej, na krawędzi dnia/nocy/ranka balansującej... już, już spada:)... świadomości. Hę?
czwartek, listopada 11, 2004
Ciekawe, jak spędzacie wolne dni?
Ja postanowiłam nigdzie nie wyjeżdżać i porzucając wszelkie poczynione uprzednio na ten czas plany zostać w domu, ucząc się i odpoczywając. Ponieważ właśnie mija pierwsza połowa pierwszego dnia a ja zdążyłam na razie jedynie odpocząć, podzielę się z Wami tym, co z tego odpoczywania się urodziło. Otóż zrozumiałam bardzo istotną rzecz. Kiedy jest naprawdę smutno i wszystko zaczyna powoli nabierać tych samych, ciemnych odcieni i przypominać tę samą, kompletną beznadzieję i wydaje się, że już nic się nie zmieni i że wszystko w ogóle jest coraz gorsze i bez sensu, okazuje się, że mała, naprawdę drobna i jakże prozaiczna rzecz może ten stan odmienić. Kilka godzin temu znalazłam w Internecie zdjęcie pięknego, pokrytego rosą, mlecza. Jest tak świeży, pełen koloru i wygląda tak żywo, że od razu ustawiłam go na pulpicie komputera. Teraz cały czas patrzę sobie na tego mlecza i mam wrażenie, że jest lato, wszystko pięknie pachnie i jest ciepło i wesoło. I okazało się, że wystarczy jeden mlecz jesienią i wszystko się zmienia. To tak niezwykłe i nieprawdopodobne, że chyba zacznę wierzyć w cuda, bo jeśli ciemność i mrok kilku dni może rozjaśnić blask kilku chwil...to ja się nie poddam tak łatwo!
:) Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dużo ciepła na całą jesień z początkami zimy. Potem poszukamy następnego mlecza :)
Ja postanowiłam nigdzie nie wyjeżdżać i porzucając wszelkie poczynione uprzednio na ten czas plany zostać w domu, ucząc się i odpoczywając. Ponieważ właśnie mija pierwsza połowa pierwszego dnia a ja zdążyłam na razie jedynie odpocząć, podzielę się z Wami tym, co z tego odpoczywania się urodziło. Otóż zrozumiałam bardzo istotną rzecz. Kiedy jest naprawdę smutno i wszystko zaczyna powoli nabierać tych samych, ciemnych odcieni i przypominać tę samą, kompletną beznadzieję i wydaje się, że już nic się nie zmieni i że wszystko w ogóle jest coraz gorsze i bez sensu, okazuje się, że mała, naprawdę drobna i jakże prozaiczna rzecz może ten stan odmienić. Kilka godzin temu znalazłam w Internecie zdjęcie pięknego, pokrytego rosą, mlecza. Jest tak świeży, pełen koloru i wygląda tak żywo, że od razu ustawiłam go na pulpicie komputera. Teraz cały czas patrzę sobie na tego mlecza i mam wrażenie, że jest lato, wszystko pięknie pachnie i jest ciepło i wesoło. I okazało się, że wystarczy jeden mlecz jesienią i wszystko się zmienia. To tak niezwykłe i nieprawdopodobne, że chyba zacznę wierzyć w cuda, bo jeśli ciemność i mrok kilku dni może rozjaśnić blask kilku chwil...to ja się nie poddam tak łatwo!
:) Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dużo ciepła na całą jesień z początkami zimy. Potem poszukamy następnego mlecza :)
niedziela, listopada 07, 2004
piątek, listopada 05, 2004
czwartek, listopada 04, 2004
Druga sprawa, a wlasciwie dwie drugie sprawy: goraco polecam najnowszy album A Perfect Circle "eMotive" - swietne, mroczne i ciekawie zaspiewane wersje klasykow piosenki "zaangazowanej" ("Imagine" w wykonaniu Maynarda Keenana!). Poza tym odkrylem ostatnio bardzo fajny polski zespol folkowy (no, moze nie taki do konca folkowy...), ktorego brzmienie kojarzy mi sie ze sciezkami dzwiekowymi Bregovica do filmow Kusturicy. Kapela Ze Wsi Warszawa, album "Wiosna Ludu" - sluchac najlepiej w systemie stereo przy odpowiedniej glosnosci...
Staw, mam pytanie - pamietasz "Trylogie nowojorska" Austera? Jest tam fragment z bardzo fajna interpretacja "Don Kichota", nie pamietam dokladnie w ktorej historyjce. Nie wiesz moze, czy to Austera pomysl wlasny, czy tez zaczerpnal to z jakiejs ciekawszej pracy na ten temat, a jesli to drugie - z jakiej?
wtorek, listopada 02, 2004
poniedziałek, listopada 01, 2004
Zarzynanie Herberta. Właśnie w telewizji (program 1) trwa, jeśli kogoś interesuje widowisko, proszę bardzo. Gilotynę obsługuje Pan Turnau. To, co było kamieniem i stalą podszytą aksamitem, staje się mdłą kołysanką, usypiającą gawiedź. Tak można śpiewać Pawlikowską, mili Państwo, ale nie Herberta, do jasnej cholery. Gdzie twardy ton, który nie wyklucza wzruszenia? Gdzie wyrazista fraza, brzmiąca przeciwko nicości?
Eh, Kaczmarski w grobie się przewraca.
Panowie piosenkarze, wara wam od poezji!
Eh, Kaczmarski w grobie się przewraca.
Panowie piosenkarze, wara wam od poezji!
niedziela, października 31, 2004
Jest mi bardzo dobrze. Po prostu, ze wszystkim, we wszystkim. I co ja tu robię z tymi pozytywnosciami, dobrami moimi....moim wnętrzem?...A moze dobrze wlasnie...moze tak trzeba, a nie inaczej, ze kiedy zycie takie piekne po prostu - trzeba je tu chwytac, trzeba je takim wciaz odkrywac i wciaz w nim sie zanurzac tak wlasnie....
:-)...
Wszystkim Wam zycze, abyscie kiedys, choc przez chwile tak czuli sie dobrze, jak ja teraz, zwlaszcza, ze powodem jest zwykle bycie...zwykle istnienie...moze paradoksalnie i przewrotnie dzis...takie moje Wam zyczenia...z okazji Wielkiej Okazji Bycia...
:-)...
Wszystkim Wam zycze, abyscie kiedys, choc przez chwile tak czuli sie dobrze, jak ja teraz, zwlaszcza, ze powodem jest zwykle bycie...zwykle istnienie...moze paradoksalnie i przewrotnie dzis...takie moje Wam zyczenia...z okazji Wielkiej Okazji Bycia...
piątek, października 29, 2004
czwartek, października 28, 2004
Pidżama Porno: synteza estetyki barokowej (takiej od księdza Baki) i postpunkowej, do tego jakiś radosny surrealizm pożeniony z rymowaniem i rytmem tuwimowskim, podszyty całkiem przenikliwą publicystyka, z którą nie musisz się zgadzać, ale wywołuje tzw. szacun:). Zresztą facet (Grabaż) ma na karku lata rzadko się mylące. A w głosie i melodii ma coś ciągle szczeniackiego i zaczepnego. Świetny melanż.
środa, października 27, 2004
wtorek, października 26, 2004
poniedziałek, października 25, 2004
Wodzu Kochanieńki, o Transatlantyku Ja i – suponuję - Inni Waszmościowie – do powiedzenia mamy Wiele, wszelako Czerń nas okrutnie Zahacza. Zahacza, niech ją franca Zwlecze! Nadzieję żywię, że Pamiętasz nasze rozmowy ponad Czernią, to jest Czasem, z naszym prrrrrrraaaaaaadziadem J.Ch.Paskiem ,od sznura spodnie dzirżącego zwanym, wiedzione. Więc. Pomnij na On Chaos nieprzebrany i Bebechy na stół wywleczone, a do oglądu wobec Majestacji Najwyższej dane, że o innych Gwiazdach Niebieskich nie pomnę. I pominij jeszcze druhu, że ByTu (heidegger szalbierz dasein to, rozum i język łamiąc nazwał!) inaczej przedstawić nie można. ByTu znaczy, że Tatara na Żywo zżerasz, będąc Polakiem. ByTu to znaczy, Wodzeńku, Transatlantyk, taki co to uciekasz, nie uciekając – Zawsze.
niedziela, października 24, 2004
piątek, października 22, 2004
czwartek, października 21, 2004
Wodzu! Mam!!!Kiedys to chyba publikowałem na którejś z początkowych wersji mojej strony, wtedy właśnie pozmieniałem pseudonimy. Ale pozmieniałem:)! I tak zainteresowanym wiadomo, o kogo chodzi. No to wklejam. Uwaga, tekst będzie długi, ale zabawa przednia, jeśli ją sobie przypomnieć. No to pora na wspomnienia.
[Tak to się zaczęło. Pedros przysłał następujący wierszyk i jego „interpretację”:]
Surfując po bezkresach Internetu natknąłem się na coś, co powinno na chwilę przykuć waszą uwagę. :)))))))
Za treść nie odpowiadam. :)
----------------------------------------------------------------------------
-----------
"SŁOŃCE SOBIE ŚWIECI Z DALA,
W GÓRZE PTASZEK ZAPIERDALA,
ŻABA DUPĘ W WODZIE MOCZY,
KURWA! CO ZA DZIEŃ UROCZY."
ANALIZA WIERSZA
Wiersz jednozwrotkowy, czterowersowy z rymem sylabowym, z równomiernie rozłożonym akcentem. Podmiot liryczny wyraża swoje głębokie zadowolenie z otaczającego go świata, przepełnia go kwitnący stoicyzm i szczęście, które człowiekowi żyjącemu we współczesnym zamęcie może dać tylko otaczająca przyroda. Dla podmiotu lirycznego nawet zanurzona w błękicie wody dupa żaby jest pretekstem do euforii. Zapierdalające inne stworzenia sugerują wczesne lato, kiedy
świat zwierzęcy obudzi się z otchłani zimy. Puenta liryku jest jednoznaczna
i łatwo odczytywalna.
pedros
[A potem poszła już lawina:]
Dodajmy tylko, że jest to wiersz sylabotoniczny, czterostopowiec trocheiczny, o rymach żeńskich, opartych na akcencie paroksytonicznym. Podkreślić należy brak średniówki oraz przerzutni klauzulowych. Wprawdzie podmiot liryczny nie uobecnia się za pośrednictwem form 1 os. l.poj., jednak jego stanowisko ujawnia się w ostatnim wersie w formie ekspresyjnej eksklamacji oraz wypowiedzenia w formie równoważnika zdania ("co za dzień uroczy"). Można by zaryzykować zatem tezę, że utwór ten należy do niezdefiniowanej jeszcze dotychczas odmiany liryki, którą tu roboczo nazwiemy liryką pozornie pośrednią.
:)
jezioro
Analizując zawartość merytoryczną wiersza możemy odnaleźć w nim refleksję nad kondycją współczesnego świata i człowieka, który jego część stanowi. Podobnie jak w bajkach także tu postaci zwierząt mogą być uosobieniem typowych cech ludzkich (aczkolwiek utwór ten bajką nie jest, przede wszystkim ze względu na brak płynącego zeń widocznego morału). Zarówno żaba, jak i ptaszek symbolizują dwie skrajne postawy współczesnych ludzi. I tak w żabie możemy odnaleźć postać człowieka konformisty, skupionego na konsumpcyjnym stylu życia, który nie przedstawia swoim postępowaniem żadnych wyższych wartości. W opozycji do tej postaci został ukazany ptaszek, który "w górze zapierdala". Zwróćmy uwagę na dosadność ostatniego słowa, która sugeruje nam, że ów zwierzątko jest przykładem człowieka ciężko pracującego
w życiu. To właśnie dzięki niemu żaba może "dupę w wodzie moczyć", czyli korzystać z uroków życia. Dodatkowo należy zauważyć, że ptaszek "lata w górze", a płaz znajduje się "na dole" (nie jest to wyrażone w sposób bezpośredni, ale możemy domyślać się, że w powietrzu raczej nie ma stawów i jezior). W ten sposób podmiot liryczny sugeruje nam, że ciężko "zapierdalający" człowiek jest wart więcej niż ten, prowadzący wygodnicki tryb życia. Zatem ludzie oddający się swojej pracy są w pewien sposób sakralizowani, gdyż to oni są bliżej słońca, a więc i Boga. Jednak słońce świeci "z dala". Zwróćmy uwagę na to ostatnie stwierdzenie, gdyż jest ono kluczem do interpretacji wiersza. Może ono sugerować dystans, jaki dzieli nasze wyobrażenie o pięknie współczesnego świata a smutną rzeczywistością. Zarówno
ptaszek, skupiony na swojej pracy, jak i żaba oddająca się przyjemnościom, zapominają o prawdziwych wartościach, które symbolizują piękno i dają spokój
ducha, czyli tych metafizycznych. Podmiot w pewien sposób daje nam do zrozumienia, że Słońcem w naszym życiu może być sztuka! I tylko dzięki jej
kontemplacji jesteśmy w stanie dosięgnąć prawdziwego szczęścia. Patrząc z
tej strony na sytuację liryczną zwierzątek, możemy stwierdzić, że ich życie jest
tylko pozorne, gdyż brakuje w nim poezji. Dodatkowym argumentem potwierdzającym moją tezę, może być ostatni wers, który stanowi puentę utworu. Dzięki wyrazistej eksklamacji ("Kurwa!") możemy znaleźć w niej dozę ironii, która sugeruje nam dysonans pomiędzy epikurejską (ba, wręcz panteistyczną!) wizją rzeczywistości, a jej faktycznym stanem.
Mimo że (jak się domyślam) autor wiersza jest mi współczesny, to zawarta
przez niego myśl ma charakter uniwersalny, gdyż każde pokolenie cierpi na
swoisty kryzys wartości. Evivva l'arte!
gruszkowski
Przerażacie mnie....:-)
cugliński
Powinieneś napisać "Przerażacie mi" z oczywistych powodów. :-)
gruszkowski
nic dodać, nic ująć. wszelkie inne domysły będę jedynie jałowymi,
naciąganymi spekulacjami. będę wredny i dodam tylko, ze zwierzątko jest
"owo", nie "ów" :-)
anduan
No racja :)
gruszkowski
Mój drogi Marianie, Twoja interpretacja jest niewątpliwie poprawna i do
przyjęcia, aczkolwiek wydaje mi się, że "przejechałeś się" po nim dość
powierzchownie. Słusznie dostrzegłeś ukrytą warstwę symboliczną wiersza,
jednak nie odwołałeś się do jej rzucającej się w oczy dwuznaczności.
Zacznijmy więc od początku.
W pierwszym wersie pada określenie "świeci sobie" - nie zauważyłeś, że
określenie to można zinterpretować dwojako: z jednej strony wyraża ono
powszechność, codzienność zjawiska, a także, obym nie przesadził, obojętność
podmiotu lirycznego ("ot! świeci sobie i tyle" ). Z drugiej natomiast,
orzeczenie to kieruje naszą uwagę w stronę samego Słońca - bo przecież
"świeci SOBIE". Jeśli przyjąć alegoryczny charakter utworu, od razu nasuwa
się nam na myśl skojarzenie z istotą ludzką i jej egzystencjalną
charakterystyką. Słońce świeci sobie, a więc jest niejako zamknięte w
odosobnionym układzie, którego stanowi jedyny element. Wrażenie samotności,
jakiejś głębokiej izolacji potęguje określenie "z dala" - jest zatem odległe
od samego siebie, między podmiotem (Słońcem, człowiekiem) a przedmiotem
(światłem, ludzką osobowością) jest nieprzebyta przepaść, pogłębiona tym
bardziej, że stanowią dwa aspekty tego samego bytu. Z kolei w drugiej strofie pojawia się równie pesymistyczna wizja. Ptaszek "w górze zapierdala" może równie dobrze oznaczać "zapierdala na niebie" jak też, i to kluczowy symbol tego wersu, "zapierdala W GÓRZE", czyli, potocznie mówiąc "będąc zamkniętym wewnątrz góry". Nie muszę chyba przytaczać bogactwa semiotycznego symbolu "góry", gdyż w przedstawionej wizji pełni ona jednoznacznie funkcję więzienia, i to więzienia najgorszego z możliwych, bo technicznie rzecz biorąc - niezniszczalnego. Korzystając z przyjętej
wcześniej drogi interpretacyjnej, można stwierdzić, iż jest to tragiczna sytuacja człowieka "zaklętego w kamień", a więc znajdującego się w więzieniu, z którego nie ma ucieczki. Apogeum egzystencjalnej niewoli, jak bym to ujął, nieco trywializując zagadnienie. Skazani jesteśmy na "zapierdalanie" w poczuciu wiecznej niewoli, nigdy nie będąc w stanie zasmakować prawdziwej wolności, cokolwiek by ona w złożonej myśli autora znaczyła. Trzeci wers otwiera wiele dróg, jakimi analityk literacki może się poruszać. Niektóre z nich mają zabarwienie silnie seksualne, przeto nie będę się
szczegółowo nad tym rozwodził i przyjmę tę część Twojej interpretacji za
wyczerpującą. Zaznaczę jednakowoż, że w dalszym ciągu odnosi się ów wers do
egzystencjalnej sytuacji człowieka jako jednostki, a więc pozostawionego samemu sobie w otaczającym go świecie bez wartości. Czy człowieka bez wartości można jednoznacznie określić w wysoce kolokwialnej poetyce utworu? Ależ oczywiście - "kurwa". Człowiek nie podejmuje walki z wrogą jego ideałom rzeczywistością - zamiast tego zaprzedaje swój system wartości dla pozyskania dóbr czysto materialnych, zamieniających jego byt w jałową wegetację. Jest to zarazem okrzyk wyrzutu podmiotu lirycznego, który nie może dłużej znieść obserwowanego stanu
rzeczy. Zdanie "Co za dzień uroczy" jest jawną ironią, krytykującą obojętność, marazm społeczeństwa wobec kryzysu człowieka jako jednostki - uznaje on bowiem, że wszystkie zjawiska opisane w trzech pierwszych wersach są jak
najbardziej na miejscu i wszystko jest w porządku, a nawet -"urocze"...
cugliński
jestem z Was dumny ;)))))))
jezioro
Zgadzam się Łukaszu z Twoją interpretacją. Dodatkowo uważam, że wiersz
ten jest nie tylko dwuznaczny. Można go interpretować trojako (biorąc pod
uwagę przytoczoną przez kolegę pedrosa interpretację), a nawet jestem
skłonny stwierdzić, że liczba możliwych analiz dąży do nieskończoności.
Krążąc po bezkresnych polach semantyczych tego utworu odkryłem kolejną
głęboką myśl w nim zawartą. Odnosi się ona do Twojej interpretacji (a
właściwie połączenia Twojej i Mojej). Jeśliby przyjąć, że zarówno ptaszek,
jak i żabka żyją w poczuciu izolacji (bądź co bądź - całkiem nieświadomi) i
przyjmując, że stanowią one przedstawicieli typowych grup społecznych, ten
pierwszy symbolizuje zapewne warstwę mieszczańską, która "zapierdala" w
życiu, a drugi natomiast - arystokrację, obojętną na sprawy innych. Po
używanych przez podmiot dosadnych stwierdzeniach ("zapierdala", "dupę w
wodzie moczy"), wyrażających pogardę do obu wspomnianych reprezentantów,
dochodzę do wniosku, że identyfikuje się on z trzecią częścią społeczeństwa,
a mianowicie - chłopstwem. Pozwól, że znowu się odniosę do ironii zawartej w
czwartym wersie i użytej w nim eksklamacji. Osoba opisująca swojską
rzeczywistość wygląda na zmęczoną aktualnym stanem rzeczy, co widać bardzo
wyraźnie we wcześniej wymienionym wykrzyknieniu ("Kurwa!") i ukrytym
sarkazmie, który sugeruje niezadowolenie z zastanej rzeczywistości, która
żabie i ptaszkowi może się wydawać "urocza". Zatem uważam, że podmiot
liryczny cierpi na kompleks langusty, a jego myśli mogą wydawać się co
najmniej niepokojące, a więc miejmy się na baczności! Wróg czyha!
gruszkowski
Kolego cugliński! a propos twojej interpretacji pragnę zauważyć pewien fakt, potwierdzający być może jej słuszność, mianowicie: dosłownie pojęte wyrażenie "w górze" ma sens jedynie wówczas, gdy górą nazwiemy metaforycznie kurhan (to taki kopiec z grobowcem - tolosem - w środku, który budowało wiele plemion już w neolicie, np. Etruskowie - groby tumulusowe - i późniejsi Scytowie; były też chyba we "władcy pierścienic"?). teraz dopiero możesz pointerpretować - kiedy ptaszek zapierdala po kurhanie, mauzoleum wielkiego przodka, w świetle (lub też w zapomnieniu) jego minionej chwały...
cokolwiek nie mówić o waszych interpretacjach - są naciągane i tyle. po co szukać tak daleko? czy do szczerych, prostych słów zachwytu potrzeba jeszcze dorabiać jakąś filozofię...? to tak jak z "kuropatwami na śniegu" Chełmońskiego: dlaczego nikt nie widzi, ze to jednak SĄ kuropatwy biegnące po śniegu, nie żaden zagubiony naród polski? przypomnij sobie, jakie ten obraz robi wrażenie, oczyszczony z ideologii...
zbliżając do nieskończoności liczb interpretacji wiersza "o jeden", pokuszę
się o własną, krótszą interpretację, a właściwie szkic do niej, bo nie chce mi się pisać, poza tym nie mam na to czasu. a wiec pokrótce: trzy pierwsze wersy to opis przyrody, którego dominantą (jak i całego wiersza) są dosadne wulgaryzmy zaczerpnięte z języka potocznego, pełniące role zgrubień, wyolbrzymień. autor starał się maksymalnie uprościć opis piękna otaczającego go świata poprzez krótkie szkice odczuć sfery pozaziemskiej (słońce), wrażenie piękna nieba (ptaszek), ziemi i wody (żaba). atmosfera, hydrosfera, biosfera i geosfera - rozszerzone przez przestrzeń kosmiczna - składają się na pełny, skondensowany opis świata, w którym człowiek jawi się nam jako istota nie tyle zagubiona, co po prostu niego do przynależna. wobec wrażeniajedności z kosmosem podmiot westchnąć może jedynie "o, kurwa, jak pięknie" i nie ma bardziej ekspresyjnego sposobu, by wyrazić ów zachwyt. w tym momencie dochodzimy do głębszej (ale wcale nie naciąganej, bo przecież oczywistej)
wymowy wiersza: oto następuje koniec poezji, wyczerpanie się słowa. podmiot-poeta traci wiarę w sens posługiwania się słowami, które nie są w stanie oddać dokładnie jego myśli, wiec - używając słów potocznych - brata się niejako z ludem, powraca na łono natury i związanych z nią prymitywów, by kontemplować w odosobnieniu doskonałość dzieła stworzenia, przy czym nadal brak mu jest słów na podzielenie się doznaniami. słowo marnej istoty ludzkiej nie może konkurować z bogiem - nie jest w stanie oddać złożoności świata - dlatego człowiek musi maksymalnie uprościć swoje słownictwo, odwołać się do podstawowych uczuć i emocji, zaufać zmysłom innych i poprzez słowa-sygnały sugerować tylko wrażenia, których doznaje w nadziei, ze zostanie przez współczesnych zrozumiany. jest piękny i wzruszający zarazem ten neofranciszkanizm. kryjąca się niewątpliwie w utworze myśl filozofów wschodnich, poprzez pogodę ducha, spokój i zgodę ze światem wytycza współczesnemu człowiekowi nowe drogi do pojednania się z bogiem...
tak mi się wydaje. przepraszam. tak mnie się wydaje.
anduan
anduan! Czasami potrafisz naprawdę denerwować ludzi - robisz to celowo, czy
jak? Tłumaczyć mi, co to jest kurhan! Hmpf! Przemierzałem bezkresne labirynty w podziemiach tych starożytnych kopców w grach takich jak "Magia i Miecz" bądź "Śmiertelna Pułapka" zanim te podręczniki sztuki zostały w ogóle napisane (zakładam, ze posiadasz stosunkowo nowe wydanie :-)
Co zaś do naszych interpretacji, to masz jakiś kompleks złośliwca – grupa interpretatorów poezji podejmuje złożone studia nad naturą danego utworu, więc najlepiej zrobić im na złość i powiedzieć, że to wszystko bzdury i naciąganie. A poezję generalnie brać dosłownie i jak taki Miłosz pisze o podmiocie kroczącym po schodach z powietrza ku "niebiańskim pokojom" to ma na myśli Supermana, tak? Jasne, czemu nie.. ale ja się z tym nie zgodzę i tyle. A poza tym sam podrzucasz myśli, co do których związku z istotą wiersza można mieć duuuuuuuuuuże zastrzeżenia. :-)))
cugliński
Dzięki za nieustanne poprawianie mi humoru. Bo gdybym w stylistyce komentowanego tekstu miał określić mój stan ducha, to powiedziałbym (weźcie pod uwagę, że to stylizacja!), że podły mam, kurwa, nastrój.
Może to wina ciśnienia?
jezioro
co do kurhanów - nie wątpię, ze wiesz, czym są. sam jeszcze w podstawówce grałem w magię i miecz, wiec pamiętam... wytłumaczyłem, bo ciekawa jest chyba prawda, nie? kiedy za ileś - tam lat twoje dziecko zapyta cię: "tatusiu, co to kurhan?", to czy odpowiesz mu "to taki labirynt w "might&magic", gdzie grasują groźne potwory i gdzie trzeba mieć sporo czarów, żeby je przejść"?
:-)
co do reszty - mówiłem ci już, że przestajesz dostrzegać ironię... czy ten wiersz ma coś wspólnego z miłoszem? człowieku, trochę opamiętania! a może jeszcze zaczniesz szukać głębszego przesłania w "babie, co chłopa w jajca nie chciała całować" mikołaja reja!? spokojnie! :-D
anduan
A moim zdaniem po prostu jesteś prymitywny i nie potrafisz dostrzec głębokiej warstwy semantycznej wiersza. Przecież to interpretatorzy tacy jak ja, czy Wodzu zawsze wiedzą, co chciał powiedzieć autor
gruszkowski
Jesteście wielcy :) i macie szczęście ze wylądowaliście tam gdzie wylądowaliście... :) ... Ja dodam tylko tyle: skoro ptak to także symbol przemijania... ("Przeminęło to wszystko jak cień i jak poseł przebiegający(...) albo jak ptak, lecący przez powietrze..." – Księga Mądrości) - to oczywiście ze słownika symboli... możemy potraktować ten "wiersz" jako wyraz desperackiej próby uchwycenia chwili, głośnego wołania: carpe diem... W dodatku ptak ten wcale nie leci, jeno zapierdala, co
zdecydowanie potęguje wrażenie, spełniając doskonale funkcje impresywna... Z drugiej jednak strony... ptak bywa także uznawany za symbol denuncjatorstwa i zdrady... I dla takiej interpretacji znajdzie się zapewne potwierdzenie w naszym(właściwie waszym) bogatym znaczeniowo tekście... Żaba sobie... wiadomo co robi... słonce sobie świeci... i wydawać by się mogło: jak idealnie! jak uroczo! A tymczasem... Ptaszek... czyli jasne: memento mori... Niestety... Piękno wiosennego dzionka jest pięknem zdradliwym... Matka natura ujawnia w tym wypadku swoje wybitnie szatańskie oblicze: za wszelką cenę usiłuje odwieść człowieka, zajmującego niewygodne miejsce na drabinie bytów, od wszelkich myśli o Absolucie, pozbawia go perspektywy wieczności... Prowadzi do upodlenia, zezwierzęcenia, kieruje uwagę ku temu, co "Tu i teraz", a nie "tam i wtedy", czego jaskrawym dowodem... wulgaryzmy...
Nie bądźmy jednak tak pesymistyczni... Jeśli komuś ta interpretacja nie odpowiada... może zawsze uczepić się wyrażenia: "z dala"... Najwyraźniej nie jest jeszcze za poóźno... Ptaszek wciąż daleko, choć działać należy szybko, bo to złowróżbne stworzenie - podkreślmy to raz jeszcze - zapierdala... Na razie jest to czynność wciąż trwająca i pozostawiająca jakąś nadzieje... Ale pewnego dnia ptaszek "zapierdoli" (wybaczcie, usiłuję odnaleźć jakąś właściwą formę)... a świat zostanie "bez duszy"...
Paradoksalnie (żeby już totalnie zamącić) słownik podaje także jeszcze jedną "definicję":
"Wejrzyjcie na ptaki niebieskie, że nie sieja ani żną, ani zbierają do
gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je"
Ptak to również symbol ufności w opatrzność... Jak tak obserwuję tegorocznych maturzystów i czytam "płody" ich cennego czasu, dochodzę do wniosku, iż tę właśnie interpretację obdarzyć możecie szczególnym sentymentem...
szczęśliwa
"...Ale pewnego dnia ptaszek >>zapierdoli<<..."
nas wszystkich? jakie to okrutne!
ale miałem ubaw przy tym zdaniu (czy prymitywnieję?)! nie wpadłbym na to...
anduan
[Tak to się zaczęło. Pedros przysłał następujący wierszyk i jego „interpretację”:]
Surfując po bezkresach Internetu natknąłem się na coś, co powinno na chwilę przykuć waszą uwagę. :)))))))
Za treść nie odpowiadam. :)
----------------------------------------------------------------------------
-----------
"SŁOŃCE SOBIE ŚWIECI Z DALA,
W GÓRZE PTASZEK ZAPIERDALA,
ŻABA DUPĘ W WODZIE MOCZY,
KURWA! CO ZA DZIEŃ UROCZY."
ANALIZA WIERSZA
Wiersz jednozwrotkowy, czterowersowy z rymem sylabowym, z równomiernie rozłożonym akcentem. Podmiot liryczny wyraża swoje głębokie zadowolenie z otaczającego go świata, przepełnia go kwitnący stoicyzm i szczęście, które człowiekowi żyjącemu we współczesnym zamęcie może dać tylko otaczająca przyroda. Dla podmiotu lirycznego nawet zanurzona w błękicie wody dupa żaby jest pretekstem do euforii. Zapierdalające inne stworzenia sugerują wczesne lato, kiedy
świat zwierzęcy obudzi się z otchłani zimy. Puenta liryku jest jednoznaczna
i łatwo odczytywalna.
pedros
[A potem poszła już lawina:]
Dodajmy tylko, że jest to wiersz sylabotoniczny, czterostopowiec trocheiczny, o rymach żeńskich, opartych na akcencie paroksytonicznym. Podkreślić należy brak średniówki oraz przerzutni klauzulowych. Wprawdzie podmiot liryczny nie uobecnia się za pośrednictwem form 1 os. l.poj., jednak jego stanowisko ujawnia się w ostatnim wersie w formie ekspresyjnej eksklamacji oraz wypowiedzenia w formie równoważnika zdania ("co za dzień uroczy"). Można by zaryzykować zatem tezę, że utwór ten należy do niezdefiniowanej jeszcze dotychczas odmiany liryki, którą tu roboczo nazwiemy liryką pozornie pośrednią.
:)
jezioro
Analizując zawartość merytoryczną wiersza możemy odnaleźć w nim refleksję nad kondycją współczesnego świata i człowieka, który jego część stanowi. Podobnie jak w bajkach także tu postaci zwierząt mogą być uosobieniem typowych cech ludzkich (aczkolwiek utwór ten bajką nie jest, przede wszystkim ze względu na brak płynącego zeń widocznego morału). Zarówno żaba, jak i ptaszek symbolizują dwie skrajne postawy współczesnych ludzi. I tak w żabie możemy odnaleźć postać człowieka konformisty, skupionego na konsumpcyjnym stylu życia, który nie przedstawia swoim postępowaniem żadnych wyższych wartości. W opozycji do tej postaci został ukazany ptaszek, który "w górze zapierdala". Zwróćmy uwagę na dosadność ostatniego słowa, która sugeruje nam, że ów zwierzątko jest przykładem człowieka ciężko pracującego
w życiu. To właśnie dzięki niemu żaba może "dupę w wodzie moczyć", czyli korzystać z uroków życia. Dodatkowo należy zauważyć, że ptaszek "lata w górze", a płaz znajduje się "na dole" (nie jest to wyrażone w sposób bezpośredni, ale możemy domyślać się, że w powietrzu raczej nie ma stawów i jezior). W ten sposób podmiot liryczny sugeruje nam, że ciężko "zapierdalający" człowiek jest wart więcej niż ten, prowadzący wygodnicki tryb życia. Zatem ludzie oddający się swojej pracy są w pewien sposób sakralizowani, gdyż to oni są bliżej słońca, a więc i Boga. Jednak słońce świeci "z dala". Zwróćmy uwagę na to ostatnie stwierdzenie, gdyż jest ono kluczem do interpretacji wiersza. Może ono sugerować dystans, jaki dzieli nasze wyobrażenie o pięknie współczesnego świata a smutną rzeczywistością. Zarówno
ptaszek, skupiony na swojej pracy, jak i żaba oddająca się przyjemnościom, zapominają o prawdziwych wartościach, które symbolizują piękno i dają spokój
ducha, czyli tych metafizycznych. Podmiot w pewien sposób daje nam do zrozumienia, że Słońcem w naszym życiu może być sztuka! I tylko dzięki jej
kontemplacji jesteśmy w stanie dosięgnąć prawdziwego szczęścia. Patrząc z
tej strony na sytuację liryczną zwierzątek, możemy stwierdzić, że ich życie jest
tylko pozorne, gdyż brakuje w nim poezji. Dodatkowym argumentem potwierdzającym moją tezę, może być ostatni wers, który stanowi puentę utworu. Dzięki wyrazistej eksklamacji ("Kurwa!") możemy znaleźć w niej dozę ironii, która sugeruje nam dysonans pomiędzy epikurejską (ba, wręcz panteistyczną!) wizją rzeczywistości, a jej faktycznym stanem.
Mimo że (jak się domyślam) autor wiersza jest mi współczesny, to zawarta
przez niego myśl ma charakter uniwersalny, gdyż każde pokolenie cierpi na
swoisty kryzys wartości. Evivva l'arte!
gruszkowski
Przerażacie mnie....:-)
cugliński
Powinieneś napisać "Przerażacie mi" z oczywistych powodów. :-)
gruszkowski
nic dodać, nic ująć. wszelkie inne domysły będę jedynie jałowymi,
naciąganymi spekulacjami. będę wredny i dodam tylko, ze zwierzątko jest
"owo", nie "ów" :-)
anduan
No racja :)
gruszkowski
Mój drogi Marianie, Twoja interpretacja jest niewątpliwie poprawna i do
przyjęcia, aczkolwiek wydaje mi się, że "przejechałeś się" po nim dość
powierzchownie. Słusznie dostrzegłeś ukrytą warstwę symboliczną wiersza,
jednak nie odwołałeś się do jej rzucającej się w oczy dwuznaczności.
Zacznijmy więc od początku.
W pierwszym wersie pada określenie "świeci sobie" - nie zauważyłeś, że
określenie to można zinterpretować dwojako: z jednej strony wyraża ono
powszechność, codzienność zjawiska, a także, obym nie przesadził, obojętność
podmiotu lirycznego ("ot! świeci sobie i tyle" ). Z drugiej natomiast,
orzeczenie to kieruje naszą uwagę w stronę samego Słońca - bo przecież
"świeci SOBIE". Jeśli przyjąć alegoryczny charakter utworu, od razu nasuwa
się nam na myśl skojarzenie z istotą ludzką i jej egzystencjalną
charakterystyką. Słońce świeci sobie, a więc jest niejako zamknięte w
odosobnionym układzie, którego stanowi jedyny element. Wrażenie samotności,
jakiejś głębokiej izolacji potęguje określenie "z dala" - jest zatem odległe
od samego siebie, między podmiotem (Słońcem, człowiekiem) a przedmiotem
(światłem, ludzką osobowością) jest nieprzebyta przepaść, pogłębiona tym
bardziej, że stanowią dwa aspekty tego samego bytu. Z kolei w drugiej strofie pojawia się równie pesymistyczna wizja. Ptaszek "w górze zapierdala" może równie dobrze oznaczać "zapierdala na niebie" jak też, i to kluczowy symbol tego wersu, "zapierdala W GÓRZE", czyli, potocznie mówiąc "będąc zamkniętym wewnątrz góry". Nie muszę chyba przytaczać bogactwa semiotycznego symbolu "góry", gdyż w przedstawionej wizji pełni ona jednoznacznie funkcję więzienia, i to więzienia najgorszego z możliwych, bo technicznie rzecz biorąc - niezniszczalnego. Korzystając z przyjętej
wcześniej drogi interpretacyjnej, można stwierdzić, iż jest to tragiczna sytuacja człowieka "zaklętego w kamień", a więc znajdującego się w więzieniu, z którego nie ma ucieczki. Apogeum egzystencjalnej niewoli, jak bym to ujął, nieco trywializując zagadnienie. Skazani jesteśmy na "zapierdalanie" w poczuciu wiecznej niewoli, nigdy nie będąc w stanie zasmakować prawdziwej wolności, cokolwiek by ona w złożonej myśli autora znaczyła. Trzeci wers otwiera wiele dróg, jakimi analityk literacki może się poruszać. Niektóre z nich mają zabarwienie silnie seksualne, przeto nie będę się
szczegółowo nad tym rozwodził i przyjmę tę część Twojej interpretacji za
wyczerpującą. Zaznaczę jednakowoż, że w dalszym ciągu odnosi się ów wers do
egzystencjalnej sytuacji człowieka jako jednostki, a więc pozostawionego samemu sobie w otaczającym go świecie bez wartości. Czy człowieka bez wartości można jednoznacznie określić w wysoce kolokwialnej poetyce utworu? Ależ oczywiście - "kurwa". Człowiek nie podejmuje walki z wrogą jego ideałom rzeczywistością - zamiast tego zaprzedaje swój system wartości dla pozyskania dóbr czysto materialnych, zamieniających jego byt w jałową wegetację. Jest to zarazem okrzyk wyrzutu podmiotu lirycznego, który nie może dłużej znieść obserwowanego stanu
rzeczy. Zdanie "Co za dzień uroczy" jest jawną ironią, krytykującą obojętność, marazm społeczeństwa wobec kryzysu człowieka jako jednostki - uznaje on bowiem, że wszystkie zjawiska opisane w trzech pierwszych wersach są jak
najbardziej na miejscu i wszystko jest w porządku, a nawet -"urocze"...
cugliński
jestem z Was dumny ;)))))))
jezioro
Zgadzam się Łukaszu z Twoją interpretacją. Dodatkowo uważam, że wiersz
ten jest nie tylko dwuznaczny. Można go interpretować trojako (biorąc pod
uwagę przytoczoną przez kolegę pedrosa interpretację), a nawet jestem
skłonny stwierdzić, że liczba możliwych analiz dąży do nieskończoności.
Krążąc po bezkresnych polach semantyczych tego utworu odkryłem kolejną
głęboką myśl w nim zawartą. Odnosi się ona do Twojej interpretacji (a
właściwie połączenia Twojej i Mojej). Jeśliby przyjąć, że zarówno ptaszek,
jak i żabka żyją w poczuciu izolacji (bądź co bądź - całkiem nieświadomi) i
przyjmując, że stanowią one przedstawicieli typowych grup społecznych, ten
pierwszy symbolizuje zapewne warstwę mieszczańską, która "zapierdala" w
życiu, a drugi natomiast - arystokrację, obojętną na sprawy innych. Po
używanych przez podmiot dosadnych stwierdzeniach ("zapierdala", "dupę w
wodzie moczy"), wyrażających pogardę do obu wspomnianych reprezentantów,
dochodzę do wniosku, że identyfikuje się on z trzecią częścią społeczeństwa,
a mianowicie - chłopstwem. Pozwól, że znowu się odniosę do ironii zawartej w
czwartym wersie i użytej w nim eksklamacji. Osoba opisująca swojską
rzeczywistość wygląda na zmęczoną aktualnym stanem rzeczy, co widać bardzo
wyraźnie we wcześniej wymienionym wykrzyknieniu ("Kurwa!") i ukrytym
sarkazmie, który sugeruje niezadowolenie z zastanej rzeczywistości, która
żabie i ptaszkowi może się wydawać "urocza". Zatem uważam, że podmiot
liryczny cierpi na kompleks langusty, a jego myśli mogą wydawać się co
najmniej niepokojące, a więc miejmy się na baczności! Wróg czyha!
gruszkowski
Kolego cugliński! a propos twojej interpretacji pragnę zauważyć pewien fakt, potwierdzający być może jej słuszność, mianowicie: dosłownie pojęte wyrażenie "w górze" ma sens jedynie wówczas, gdy górą nazwiemy metaforycznie kurhan (to taki kopiec z grobowcem - tolosem - w środku, który budowało wiele plemion już w neolicie, np. Etruskowie - groby tumulusowe - i późniejsi Scytowie; były też chyba we "władcy pierścienic"?). teraz dopiero możesz pointerpretować - kiedy ptaszek zapierdala po kurhanie, mauzoleum wielkiego przodka, w świetle (lub też w zapomnieniu) jego minionej chwały...
cokolwiek nie mówić o waszych interpretacjach - są naciągane i tyle. po co szukać tak daleko? czy do szczerych, prostych słów zachwytu potrzeba jeszcze dorabiać jakąś filozofię...? to tak jak z "kuropatwami na śniegu" Chełmońskiego: dlaczego nikt nie widzi, ze to jednak SĄ kuropatwy biegnące po śniegu, nie żaden zagubiony naród polski? przypomnij sobie, jakie ten obraz robi wrażenie, oczyszczony z ideologii...
zbliżając do nieskończoności liczb interpretacji wiersza "o jeden", pokuszę
się o własną, krótszą interpretację, a właściwie szkic do niej, bo nie chce mi się pisać, poza tym nie mam na to czasu. a wiec pokrótce: trzy pierwsze wersy to opis przyrody, którego dominantą (jak i całego wiersza) są dosadne wulgaryzmy zaczerpnięte z języka potocznego, pełniące role zgrubień, wyolbrzymień. autor starał się maksymalnie uprościć opis piękna otaczającego go świata poprzez krótkie szkice odczuć sfery pozaziemskiej (słońce), wrażenie piękna nieba (ptaszek), ziemi i wody (żaba). atmosfera, hydrosfera, biosfera i geosfera - rozszerzone przez przestrzeń kosmiczna - składają się na pełny, skondensowany opis świata, w którym człowiek jawi się nam jako istota nie tyle zagubiona, co po prostu niego do przynależna. wobec wrażeniajedności z kosmosem podmiot westchnąć może jedynie "o, kurwa, jak pięknie" i nie ma bardziej ekspresyjnego sposobu, by wyrazić ów zachwyt. w tym momencie dochodzimy do głębszej (ale wcale nie naciąganej, bo przecież oczywistej)
wymowy wiersza: oto następuje koniec poezji, wyczerpanie się słowa. podmiot-poeta traci wiarę w sens posługiwania się słowami, które nie są w stanie oddać dokładnie jego myśli, wiec - używając słów potocznych - brata się niejako z ludem, powraca na łono natury i związanych z nią prymitywów, by kontemplować w odosobnieniu doskonałość dzieła stworzenia, przy czym nadal brak mu jest słów na podzielenie się doznaniami. słowo marnej istoty ludzkiej nie może konkurować z bogiem - nie jest w stanie oddać złożoności świata - dlatego człowiek musi maksymalnie uprościć swoje słownictwo, odwołać się do podstawowych uczuć i emocji, zaufać zmysłom innych i poprzez słowa-sygnały sugerować tylko wrażenia, których doznaje w nadziei, ze zostanie przez współczesnych zrozumiany. jest piękny i wzruszający zarazem ten neofranciszkanizm. kryjąca się niewątpliwie w utworze myśl filozofów wschodnich, poprzez pogodę ducha, spokój i zgodę ze światem wytycza współczesnemu człowiekowi nowe drogi do pojednania się z bogiem...
tak mi się wydaje. przepraszam. tak mnie się wydaje.
anduan
anduan! Czasami potrafisz naprawdę denerwować ludzi - robisz to celowo, czy
jak? Tłumaczyć mi, co to jest kurhan! Hmpf! Przemierzałem bezkresne labirynty w podziemiach tych starożytnych kopców w grach takich jak "Magia i Miecz" bądź "Śmiertelna Pułapka" zanim te podręczniki sztuki zostały w ogóle napisane (zakładam, ze posiadasz stosunkowo nowe wydanie :-)
Co zaś do naszych interpretacji, to masz jakiś kompleks złośliwca – grupa interpretatorów poezji podejmuje złożone studia nad naturą danego utworu, więc najlepiej zrobić im na złość i powiedzieć, że to wszystko bzdury i naciąganie. A poezję generalnie brać dosłownie i jak taki Miłosz pisze o podmiocie kroczącym po schodach z powietrza ku "niebiańskim pokojom" to ma na myśli Supermana, tak? Jasne, czemu nie.. ale ja się z tym nie zgodzę i tyle. A poza tym sam podrzucasz myśli, co do których związku z istotą wiersza można mieć duuuuuuuuuuże zastrzeżenia. :-)))
cugliński
Dzięki za nieustanne poprawianie mi humoru. Bo gdybym w stylistyce komentowanego tekstu miał określić mój stan ducha, to powiedziałbym (weźcie pod uwagę, że to stylizacja!), że podły mam, kurwa, nastrój.
Może to wina ciśnienia?
jezioro
co do kurhanów - nie wątpię, ze wiesz, czym są. sam jeszcze w podstawówce grałem w magię i miecz, wiec pamiętam... wytłumaczyłem, bo ciekawa jest chyba prawda, nie? kiedy za ileś - tam lat twoje dziecko zapyta cię: "tatusiu, co to kurhan?", to czy odpowiesz mu "to taki labirynt w "might&magic", gdzie grasują groźne potwory i gdzie trzeba mieć sporo czarów, żeby je przejść"?
:-)
co do reszty - mówiłem ci już, że przestajesz dostrzegać ironię... czy ten wiersz ma coś wspólnego z miłoszem? człowieku, trochę opamiętania! a może jeszcze zaczniesz szukać głębszego przesłania w "babie, co chłopa w jajca nie chciała całować" mikołaja reja!? spokojnie! :-D
anduan
A moim zdaniem po prostu jesteś prymitywny i nie potrafisz dostrzec głębokiej warstwy semantycznej wiersza. Przecież to interpretatorzy tacy jak ja, czy Wodzu zawsze wiedzą, co chciał powiedzieć autor
gruszkowski
Jesteście wielcy :) i macie szczęście ze wylądowaliście tam gdzie wylądowaliście... :) ... Ja dodam tylko tyle: skoro ptak to także symbol przemijania... ("Przeminęło to wszystko jak cień i jak poseł przebiegający(...) albo jak ptak, lecący przez powietrze..." – Księga Mądrości) - to oczywiście ze słownika symboli... możemy potraktować ten "wiersz" jako wyraz desperackiej próby uchwycenia chwili, głośnego wołania: carpe diem... W dodatku ptak ten wcale nie leci, jeno zapierdala, co
zdecydowanie potęguje wrażenie, spełniając doskonale funkcje impresywna... Z drugiej jednak strony... ptak bywa także uznawany za symbol denuncjatorstwa i zdrady... I dla takiej interpretacji znajdzie się zapewne potwierdzenie w naszym(właściwie waszym) bogatym znaczeniowo tekście... Żaba sobie... wiadomo co robi... słonce sobie świeci... i wydawać by się mogło: jak idealnie! jak uroczo! A tymczasem... Ptaszek... czyli jasne: memento mori... Niestety... Piękno wiosennego dzionka jest pięknem zdradliwym... Matka natura ujawnia w tym wypadku swoje wybitnie szatańskie oblicze: za wszelką cenę usiłuje odwieść człowieka, zajmującego niewygodne miejsce na drabinie bytów, od wszelkich myśli o Absolucie, pozbawia go perspektywy wieczności... Prowadzi do upodlenia, zezwierzęcenia, kieruje uwagę ku temu, co "Tu i teraz", a nie "tam i wtedy", czego jaskrawym dowodem... wulgaryzmy...
Nie bądźmy jednak tak pesymistyczni... Jeśli komuś ta interpretacja nie odpowiada... może zawsze uczepić się wyrażenia: "z dala"... Najwyraźniej nie jest jeszcze za poóźno... Ptaszek wciąż daleko, choć działać należy szybko, bo to złowróżbne stworzenie - podkreślmy to raz jeszcze - zapierdala... Na razie jest to czynność wciąż trwająca i pozostawiająca jakąś nadzieje... Ale pewnego dnia ptaszek "zapierdoli" (wybaczcie, usiłuję odnaleźć jakąś właściwą formę)... a świat zostanie "bez duszy"...
Paradoksalnie (żeby już totalnie zamącić) słownik podaje także jeszcze jedną "definicję":
"Wejrzyjcie na ptaki niebieskie, że nie sieja ani żną, ani zbierają do
gumien, a Ojciec wasz niebieski żywi je"
Ptak to również symbol ufności w opatrzność... Jak tak obserwuję tegorocznych maturzystów i czytam "płody" ich cennego czasu, dochodzę do wniosku, iż tę właśnie interpretację obdarzyć możecie szczególnym sentymentem...
szczęśliwa
"...Ale pewnego dnia ptaszek >>zapierdoli<<..."
nas wszystkich? jakie to okrutne!
ale miałem ubaw przy tym zdaniu (czy prymitywnieję?)! nie wpadłbym na to...
anduan
wtorek, października 19, 2004
Subskrybuj:
Posty (Atom)
