Staw, Abnuk! Jesli któryś z was ma jakims cudem na twardzielu starą klasową liste dyskusyjną - potrzebne mi są posty: a) durny wierszyk + analiza b) rozwinięcie analizy stawa c) rozwinięcie abnuka d) moje rozwinięcie. Slicznie prosze ;-)
wtorek, października 12, 2004
poniedziałek, października 11, 2004
Eeee, Wodzu, nie piekl się. Taki złoto-polsko-jesienny letarg ma w sobie coś ujmującego, coś, co za serce chwyta i nie puszcza. Nie puszcza, bo zaraz po słońcu deszcz i spać się chce. Ty za morzem nie czujesz zapachu gnijących liści pomieszanego z dymem zniczy, nie oglądasz w telewizji przebłysków zbiorowej (nie)pamięci, w których barykady się wznoszą i barykady padają. Bo trzeba tu być, żeby nawet w necie dopadła cię cisza, choć to przecież prawie niemożliwe, w tym zgiełku potwornym. Ale stąd jesteśmy, czy chcemy tego czy nie, buntować się możemy, ale co nam po tym buncie, skoro bez tych pól wymalowanych we mgły jesteśmy tylko nie aniołami, ale szarymi zjadaczami hamburgerów w jakimś przydrożnym donaldzie.
A wiesz, co będzie dalej, po tym letargu? Będzie grypa. A potem gwiazdka. Potem sanna. Potem...
Potem znowu będą jakieś holidays, jakieś śmieszne tropiki, a jesienią staw znów napisze swój polski comfiteor.
!
P.S. Wodzuńku kochany, a nie wiesz Ty, że dance macabre, czyli podrygiwania umarlaka, to najbardziej żywotny (o ironio, matko bogów!) motyw naszej, żal się Boże, kultury?:)
A wiesz, co będzie dalej, po tym letargu? Będzie grypa. A potem gwiazdka. Potem sanna. Potem...
Potem znowu będą jakieś holidays, jakieś śmieszne tropiki, a jesienią staw znów napisze swój polski comfiteor.
!
P.S. Wodzuńku kochany, a nie wiesz Ty, że dance macabre, czyli podrygiwania umarlaka, to najbardziej żywotny (o ironio, matko bogów!) motyw naszej, żal się Boże, kultury?:)
sobota, października 09, 2004
Teraz ja się podzielę swoją refleksją. W przyszłym tygodniu na zajęciach z XIX-wiecznej prozy rosyjskiej zaczynamy omawiać "A Hero Of Our Time" (Bohaer naszych czasów) Lermonowa. Z tej okazji poszperałem trochę po półkach uniwersyteckiej biblioteki. Znalazłem angielskie tłumaczenie tej powieści z 1947, ale to mniej istotne. Między rzędami anglojęzycznych biografii wyszukałem tomik pt. "Michał Lermonotow. Dramatyczny los poety" niejakiego Semczuka. Ksiazka została napisana w 1986. Wydana przez oficynę UW w 1992. Z pieczątki na wewnetrznej stronie okładki mam informację, ze trafila pod skrzydła Robarts Library w 1994. Mamy 2004, a zatem tkwi tam juz co najmniej 10 lat. Żeby ją przeczytać musiałem tu i ówdzie pobawic się nozykiem do papieru, gdyz część stron była źle rozcięta po wydruku. Wniosek: jestem pierwszym, który ją przeczyta na przestrzeni 12 lat jej istnienia. Który wyprowadzi ją z ciemnosci literackiego niebytu w światło dnia. Czuję się po trochu jak pierwszy kochanek, po trochu jak ojciec tego egzemplarza.
Powinienem mieć swój wpis w nienapisanej "Historii seksualnosci literatów", nie? ;-)
Powinienem mieć swój wpis w nienapisanej "Historii seksualnosci literatów", nie? ;-)
piątek, października 08, 2004
Definicja egzystencji made by Wodzu. Piękna.:)
A ja teraz pocę się nad wypocinami licealistek i licealistów. Niech to jasna cholera...! Jak z trzech lat zrobić cztery?
Ja wiem, że najulubieńszym przedmiotem narzekań „sorów” jest gimnazjum. Ale wyście chyba tam naprawdę tylko spali na lekcjach, czyż nie? Kto odważny, niech się broni!
Nuand się mi śnił. Miał robić wystawę w Krasiniaku. Gadaliśmy tak, jakbyśmy wiedzieli, że tylko dni nam zostały, tygodnie już na pewno nie. Uśmiechał się.
Obudziłem się. I złapałem ten moment, kiedy nie wiesz, gdzie i kiedy jesteś, co jest, a co powinno być. Ten moment najlepszy. Mam go
A ja teraz pocę się nad wypocinami licealistek i licealistów. Niech to jasna cholera...! Jak z trzech lat zrobić cztery?
Ja wiem, że najulubieńszym przedmiotem narzekań „sorów” jest gimnazjum. Ale wyście chyba tam naprawdę tylko spali na lekcjach, czyż nie? Kto odważny, niech się broni!
Nuand się mi śnił. Miał robić wystawę w Krasiniaku. Gadaliśmy tak, jakbyśmy wiedzieli, że tylko dni nam zostały, tygodnie już na pewno nie. Uśmiechał się.
Obudziłem się. I złapałem ten moment, kiedy nie wiesz, gdzie i kiedy jesteś, co jest, a co powinno być. Ten moment najlepszy. Mam go
czwartek, października 07, 2004
środa, października 06, 2004
wtorek, października 05, 2004
poniedziałek, października 04, 2004
sobota, października 02, 2004
piątek, października 01, 2004
czwartek, września 30, 2004
czwartek, września 23, 2004
czwartek, września 16, 2004
Ciekawe, jak z bloggerem poradzi sobie OpenOffice.org1.1.0:)? Czy będzie tolerował nasze znaczki? Nasze, piszę to w pełni świadomie, na przekór obywatel(k)om świata, bo ja jestem cały z pokolenia kibiców, jeśli takie istnieje... Mam w domu arsenał (szaliki, koszulki, czapeczki) i jeśli trzeba, oczyszczam to wszystko z kurzu:) I pewnie byłbym w Chorzowie, żeby pomstować na Janasa, gdyby nie gips na nodze, a potem rehabilitacja, rehabilitacja...
Ale nie o tym miało być.
Nie bardzo wierzę w sny. Sny nas mamią, sny mówią nam to, co chcemy od nich usłyszeć, wołamy w pustkę o sny prosząc. Każdy z was pewnie przeżył moment zaklinania snów: niech mi się przyśni dalszy ciąg, niech ten sen trwa jeszcze chwilę, kiedy przestanie dzwonić budzik...
Coraz młodsi ludzie mnie słuchają na lekcjach, ale chyba coś podobnego ostatnio mówiłem, o ograniczonej mocy poznawczej snów, więc jeśli Ci młodzi ludzie tu bywają, wiedzą, o czym mówię.
I znowu nie o tym, ad rem, staw, ad rem.
Więc śniło mi się, że jestem uczniem/nauczycielem (dokładnie tak!) w liceum plastycznym. W Gdańsku. Organizujemy happening: malowanie ścian, asfaltu, okien, wszystkiego. Nie ma farb – i nagle są! Nie ma wina – jest!!! I to trwa tygodnie całe, a ja muszę zdecydować, czy przeprowadzić się do Gdańska. Na razie (tym razem nauczyciel) – codzienne dojazdy, Ale może w Gdyni mieszkanie? Kilka noclegów na Starówce w Gdańsku, wśród przyjaciół, nocne spacery trasami znanymi ze studiów, ale już rodzinę (współczesną!) trzeba w samochód i - jesteśmy! Poplątanie czasów, sen – jawa, poduszka na głowę, do kuchni po wodę, kołdra jak rozgwieżdżone niebo.
Liceum plastyczne? Ja!?
Kto mi ten sen zesłał? Kto mi go zadał? Od kilku dni nie mogę się od tej myśli uwolnić.
Nie wierzę?
w sny
Ale nie o tym miało być.
Nie bardzo wierzę w sny. Sny nas mamią, sny mówią nam to, co chcemy od nich usłyszeć, wołamy w pustkę o sny prosząc. Każdy z was pewnie przeżył moment zaklinania snów: niech mi się przyśni dalszy ciąg, niech ten sen trwa jeszcze chwilę, kiedy przestanie dzwonić budzik...
Coraz młodsi ludzie mnie słuchają na lekcjach, ale chyba coś podobnego ostatnio mówiłem, o ograniczonej mocy poznawczej snów, więc jeśli Ci młodzi ludzie tu bywają, wiedzą, o czym mówię.
I znowu nie o tym, ad rem, staw, ad rem.
Więc śniło mi się, że jestem uczniem/nauczycielem (dokładnie tak!) w liceum plastycznym. W Gdańsku. Organizujemy happening: malowanie ścian, asfaltu, okien, wszystkiego. Nie ma farb – i nagle są! Nie ma wina – jest!!! I to trwa tygodnie całe, a ja muszę zdecydować, czy przeprowadzić się do Gdańska. Na razie (tym razem nauczyciel) – codzienne dojazdy, Ale może w Gdyni mieszkanie? Kilka noclegów na Starówce w Gdańsku, wśród przyjaciół, nocne spacery trasami znanymi ze studiów, ale już rodzinę (współczesną!) trzeba w samochód i - jesteśmy! Poplątanie czasów, sen – jawa, poduszka na głowę, do kuchni po wodę, kołdra jak rozgwieżdżone niebo.
Liceum plastyczne? Ja!?
Kto mi ten sen zesłał? Kto mi go zadał? Od kilku dni nie mogę się od tej myśli uwolnić.
Nie wierzę?
w sny
środa, września 15, 2004
Ciekawa jest to pora w Internecie. Otwieram kolejno wszystkie „drzwi” i czuję się, jak ktoś, kto został po balu. Jeszcze słychać śmiech i gwar, jeszcze gdzieś, zawieszone na ostatnią chwilę, brzmią takty melodii na dobranoc, a już pusto, już nikogo nie ma. I wiem, że większość z tych osób śpi teraz zwyczajnie i że gdybym weszła do nich, zobaczyłabym, jak bezbronnie zawinięci są w kołdry, jak spokojnie oddychają. Mam nadzieję, że nikt nie siedzi teraz samotnie i nie wspomina czasów, kiedy było lepiej, albo nie płacze cicho, próbując ukołysać się w ten sposób do snu, bo przecież i tak czasem bywa. Mam nadzieję, że ta cisza „sal balowych”, cisza pokojów na czatach, cisza komunikatorów, to wszystko cisza śpiących dorosłych – dzieci. Moment zawieszenia, zanim znów będzie gwarno i tłoczno i nawet trochę nieprzyjemnie...kiedy będzie zwyczajnie i dziennie.
Podpisuję się wszystkimi łapami!!! Bo jak teraz siedze na takim pseudo - urlopie (robienie wszystkiego, tylko nie tego, co sie powinno) i nie mam na to papierka, to wszyscy mi leb suszą, ze przecie powinnam sie wziąć do roboty... Z tym SPA tez niegłupio - algi i inne wodorosty... Do wód! Do wód!
Betty, witaj!
Betty, witaj!
czwartek, września 09, 2004
Nie odmówię sobie tej przyjemności: uśmiałem się do łez, czytając komentarze kibiców po meczu z Anglią. Jeśli ktoś nie oglądał meczu, to kontekst będzie miał trochę rozmazany, ale jeśli ktoś wie, kto to jest Janas, Mila, Rasiak czy Lewandowski, będzie miał ubaw. Cytuję w pisowni oryginalnej:
mila jest obiecującym młodym piłkarzem który się rozwija aż się zwinie
po wybicu rożnego: "Bąk frunie w powietrzu"
Szpaku rzadzi...
Miki! Ty to widzisz, ja to widzę i reszta kibiców też to widzi. Tylko Paweł
Fajans ma oczy w dwunastnicy.
Gdyby Rasiak dostał czerwoną kartkę, byłoby więcej miejsca do oddania strzału.
Ten pierwszy kontakt z piłką Dudka
(oczywiście był to niepierwszy jego kontakt, nawet w tym meczu niepierwszy) dał
szpakowi jak zwykle okazję do psychologicznego przynudzenia -jak zgrana płyta-
o psychologicznych kojących właściwościach pierwszego kontaktu z piłką. Nędza.
Nieprawda, ze gra naszej reprezentacji przypomina totolotek. W totolotka komus
zdarzylo sie wygrac ;-)
No coz, przynajmniej strzelilismy o jedna bramke wiecej niz przeciwnik, a o to
przeciez w futbolu zawsze chodzilo. Szkoda tylko, ze chlopaki nie doczytali, ze
nie chodzi o bramki samobojcze.
Podobał mi się Lewandowski, jak tylko dostał piłkę to zaraz oddawał ją
z powrotem, albo do tyłu, nawet gdy nikt go nie atakował, bardzo pomysłowy
piłkarz.
Brawo dla mega trenera za wystawienie mega gwiazdy Rasiak i lewandowskiego -
wojownika z bagien ...
Rasiak, Lewandowski i Głowacki powninni solidarnie zrezygnować z gry w
reprezentacji. Pierwszy nie zrobił absolutnie nic przez cały mecz. Poza głupimi
minami, faktycznie usta otwiera bardzo profesjonalnie. Lewandowski to jakaś
pomyłka, widać było, że zachlany (plamy na policzkach, czerwony nos) i nawet
przeciwnika nie był w stanie kopnąć celnie. O piłce nie warto nawet wspominać.
Za to Głowacki bardzo mnie rozczarował, gdyż do tej pory myślałem, że to dobry
zawodnik. Chociaż i tu się popisał- strzelił bramkę z całkiem trudnej pozycji,
na leżąco i to udem. Brawo. Za to przy pierwszej dokonał czegoś równie
trudnego, dał się przedryblować Defoe'wi nie zmuszając tamtego do wykonania
zwodu.
mila jest obiecującym młodym piłkarzem który się rozwija aż się zwinie
po wybicu rożnego: "Bąk frunie w powietrzu"
Szpaku rzadzi...
Miki! Ty to widzisz, ja to widzę i reszta kibiców też to widzi. Tylko Paweł
Fajans ma oczy w dwunastnicy.
Gdyby Rasiak dostał czerwoną kartkę, byłoby więcej miejsca do oddania strzału.
Ten pierwszy kontakt z piłką Dudka
(oczywiście był to niepierwszy jego kontakt, nawet w tym meczu niepierwszy) dał
szpakowi jak zwykle okazję do psychologicznego przynudzenia -jak zgrana płyta-
o psychologicznych kojących właściwościach pierwszego kontaktu z piłką. Nędza.
Nieprawda, ze gra naszej reprezentacji przypomina totolotek. W totolotka komus
zdarzylo sie wygrac ;-)
No coz, przynajmniej strzelilismy o jedna bramke wiecej niz przeciwnik, a o to
przeciez w futbolu zawsze chodzilo. Szkoda tylko, ze chlopaki nie doczytali, ze
nie chodzi o bramki samobojcze.
Podobał mi się Lewandowski, jak tylko dostał piłkę to zaraz oddawał ją
z powrotem, albo do tyłu, nawet gdy nikt go nie atakował, bardzo pomysłowy
piłkarz.
Brawo dla mega trenera za wystawienie mega gwiazdy Rasiak i lewandowskiego -
wojownika z bagien ...
Rasiak, Lewandowski i Głowacki powninni solidarnie zrezygnować z gry w
reprezentacji. Pierwszy nie zrobił absolutnie nic przez cały mecz. Poza głupimi
minami, faktycznie usta otwiera bardzo profesjonalnie. Lewandowski to jakaś
pomyłka, widać było, że zachlany (plamy na policzkach, czerwony nos) i nawet
przeciwnika nie był w stanie kopnąć celnie. O piłce nie warto nawet wspominać.
Za to Głowacki bardzo mnie rozczarował, gdyż do tej pory myślałem, że to dobry
zawodnik. Chociaż i tu się popisał- strzelił bramkę z całkiem trudnej pozycji,
na leżąco i to udem. Brawo. Za to przy pierwszej dokonał czegoś równie
trudnego, dał się przedryblować Defoe'wi nie zmuszając tamtego do wykonania
zwodu.
wtorek, września 07, 2004
Wiecie, co jest największym przekleństwem tego zawodu? Zawodu, na który nie śmiałem nigdy wyrzekać, uznawszy to za nazbyt małostkowe i w gruncie rzeczy niegodne człowieka, który był świadomy siebie i – jako tako – swojej przyszłości, kiedy wyboru studiów dokonywał? No więc przekleństwem belferstwa jest odpowiedzialność. Bo to ona każe myśleć przede wszystkim o lekcjach, które przepadną, kiedy nas nie ma, słowach, których nie zdąży się wypowiedzieć, choć się powinno, żeby dziatwa chcąca - i niechcąca – do matury jako tako przysposobiona była... Przede wszystkim myśli się o dzieciakach (wiem, że się obrażą, bo lat naście już z górką mają:)), nie o kolanie, w którym woda się zbiera, w którym coś ruchy wszelakie blokuje, w którym wszystko chrobocze dopominając się interwencji chirurga... O tej interwencji głupi człek nie myśli: czy się powiedzie, tylko: kiedy to się skończy!
Ech, głupi człek głupim pozostanie, bo jednocześnie wie, jak wielu ludzi wokół ma jego dylematy w dupie po prostu!
Hola!
Ale!
Ale ja bez tej mojej belferskiej głupoty po prostu obejść się nie mogę, za bardzo ją polubiłem, za bardzo ona jest mną:) HOWGH!
Ech, głupi człek głupim pozostanie, bo jednocześnie wie, jak wielu ludzi wokół ma jego dylematy w dupie po prostu!
Hola!
Ale!
Ale ja bez tej mojej belferskiej głupoty po prostu obejść się nie mogę, za bardzo ją polubiłem, za bardzo ona jest mną:) HOWGH!
poniedziałek, września 06, 2004
piątek, września 03, 2004
czwartek, września 02, 2004
Subskrybuj:
Posty (Atom)
