Pakujemy walizy i jutro raniutko na wydmy!!!
Dziś dostałem od maturzystki książkę z dedykacją "W podziękowaniu za rozmowy o literaturze >>od zgniłych śledzi po gwiazdę na granicach świata<<". Narcyz we mnie ma się coraz lepiej;)
środa, czerwca 09, 2004
wtorek, czerwca 08, 2004
Zagadnienie problematyczne, że mucha nie siada. Można, ale nie zawsze warto. Poza tym nie za bardzo wiadomo, o czym pisać, bo jakieś to takie ogólne - rzeczywistość, zdystansowanie, my, dotykanie rzeczywistości. Na trzeźwo i tak nie da rady dojść do prawdy ostatecznej, wobec czego jeśli idzie o mnie - pas ;-)
poniedziałek, czerwca 07, 2004
Czy można zachować dystans wobec rzeczywistości, która dotyczy nas samych, a także wobec nas samych, którzy dotykamy tej rzeczywistości?
Krótkie, ale problematyczne. Mam nadzieję,że na dyskusję się nadaje. Mnie osobiście bardzo ten problem zastanawia, swoje zdanie jednak wypowiem na końcu.
"ZagRajmy" hehehe ;) (Kto wie, skąd pochodzi ten cytat?)
Krótkie, ale problematyczne. Mam nadzieję,że na dyskusję się nadaje. Mnie osobiście bardzo ten problem zastanawia, swoje zdanie jednak wypowiem na końcu.
"ZagRajmy" hehehe ;) (Kto wie, skąd pochodzi ten cytat?)
...a poza tym ten dzień rzeczywiście nie jest podły, bo jest... beznadziejny. Przez swoją pustkę znaczeniową, dziurę w porządku dnia i nocy, stał się kolejnym, namacalnym przykładem jakiejś przedziwnej bezczasowości, bezsensowności. Skąd się w ogóle biorą takie dni? Kto je produkuje? Ja się nie zgadzam, ja protestuję...!!!
niedziela, czerwca 06, 2004
Dobry wieczór wszystkim. Postanowiłem napisać w porywie natchnienia...siedzę u Abnuka w Warszawie, zmierzch zapada...on siedzi sobie obok: wygrywa frywolne melodyjki na gitarze i zanosi śmiechem przy każdej porażce uczestników jakiegoś dennego show na TVN...ja frustruję się, bo właśnie nie mogę zapisać się na program studiów na przyszły rok, co może mi nieźle namieszać w planach..."tajemniczeją myśli, fantastycznieją zdarzenia/i mówić coraz trudniej, i milczeć coraz boleśniej"...to chyba Słowacki...(fajny ten wielokropek)... Napisałbym coś więcej, ale nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy - pewnie zacząłbym wypisywać bzdury w stylu "O Wielka Naturo! Uśnij wraz ze mną!" bądź "O niewyrażalna grozo wszelkiego półbytu". Choć już nawet nie pamiętam, jak to się robi. Przyjemnie być znowu w Polsce, choć serwisy wiadomości i programy publicystyczne wpędzają w depresję. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich z bloga.
Ech, wy !@#$$%%&*!... No tak, macie niezłą polewkę, łobuzy/łobuzice:) Rozumiem, też na waszym miejscu bym to robił.
Oto zatem zmodyfikowane PRAWA STAWA:):
Prawo nr 1 : "GOOGLE wie wszystko"
Prawo nr 2 :"Nie wierz we wszystko, co ci mówi GOOGLE. Jest prawdopodobne, że poza GOOGLE istnieje realny świat. Nikt tego nie sprawdził, ale niewątpliwie jest to możliwe do pomyślenia".
Oto zatem zmodyfikowane PRAWA STAWA:):
Prawo nr 1 : "GOOGLE wie wszystko"
Prawo nr 2 :"Nie wierz we wszystko, co ci mówi GOOGLE. Jest prawdopodobne, że poza GOOGLE istnieje realny świat. Nikt tego nie sprawdził, ale niewątpliwie jest to możliwe do pomyślenia".
A właśnie że z dnem... I z dniem. Każdym. Idziesz rano do sklepu, kupujesz pieczywo, gazetę, serek topiony, szlugi, papier toaletowy (niepotrzebne skreślić). I w tym jest to dno. Dno absolutnie niepejoratywne, tylko ostateczny konkret dnia.
Jak zawsze w czerwcu, nadszedł czas oglądania tego dnia od drugiej strony. Warszawa o tej porze jest najładniejsza - wszyscy zdążyli już wrócić nocnymi albo zalegają gdzieś po imprezach. Za wcześnie żeby iść do pracy. Polewaczki, sprzątacze, pocisk wycelowany w niedoszłego Romea czyli rozbita doniczka z fikusem na chodniku, ptaki drą ryja, kioskarka układa gazety. Telefon od znajomego, że nie może spać i w ramach akcji protestacyjnej będzie budził innych i jego cholerne rozczarowanie, że tym razem mu się nie udało. Czekanie na pierwszy dzienny autobus na Centralnym i pomysł, żeby wejść wreszcie na to 30 piętro Pałacu Kultury - ale niestety, ta przyjemność jest dla wycieczek rodzinno - popołudniowych, więc zostaje tylko podziwianie akacji na podwórku z balkonicznej perspektywy mojego drugiego piętra.
Tyż piknie. I tyż konkret.
Jak zawsze w czerwcu, nadszedł czas oglądania tego dnia od drugiej strony. Warszawa o tej porze jest najładniejsza - wszyscy zdążyli już wrócić nocnymi albo zalegają gdzieś po imprezach. Za wcześnie żeby iść do pracy. Polewaczki, sprzątacze, pocisk wycelowany w niedoszłego Romea czyli rozbita doniczka z fikusem na chodniku, ptaki drą ryja, kioskarka układa gazety. Telefon od znajomego, że nie może spać i w ramach akcji protestacyjnej będzie budził innych i jego cholerne rozczarowanie, że tym razem mu się nie udało. Czekanie na pierwszy dzienny autobus na Centralnym i pomysł, żeby wejść wreszcie na to 30 piętro Pałacu Kultury - ale niestety, ta przyjemność jest dla wycieczek rodzinno - popołudniowych, więc zostaje tylko podziwianie akacji na podwórku z balkonicznej perspektywy mojego drugiego piętra.
Tyż piknie. I tyż konkret.
środa, czerwca 02, 2004
Wrócę, wrócę...jeszcze tylko kilka okrążeń, kilka komisji egzaminacyjnych, kilka pisemek urzędowych niezbyt mądrych, kilkadziesiąt stron książek mądrzejszych o całe konstelacje, i jeszcze dorzuciłbym kilkadziesiąt godzin krzepiącego snu, wtedy na pewno wrócę, wrócę jak amen w pacierzu, jeszcze będziecie mnie mieli dosyć jak krew czerwieni.
poniedziałek, maja 31, 2004
Abnuk, nie wyzywaj ludzi od humanistów, bo takim potworem może być każdy; według deficji mojego znajomego humanista to taki człowiek, co potrafi dyskutowac o książkach, których nie przeczytał. A poza tym faktycznie się ciesz, że nie musisz się (na razie ! na razie!)zmagać z oporną i narzuconą materią dyskursu naukowego w perspektywie napisania stu stron takiego badziewia - wczoraj około pięcdziesiątej strony (całości, nie rozdziału, bez obaw) odkryłam nagle, że tak w ogóle, to wolałabym pisać thrillery kulturowe (np.niemiecka emerytka jedzie do odległego afrykańskiego kraju pocykać fotki, a tam tłum tubylczy pakuje ją do piwnicy i ona tam siedzi taka nieszczęśliwa i atmosfera jest groźna, po czym okazuje się, że oni akurat obchodzą dwudnuiowe święto, którego baby w podeszłym wieku oglądać nie mogą i dlatego zafundowali jej zwiedzanie podziemi) albo zostać traktorzystką (ale to wymagałoby skonstruowania wehikułu czasu do powrotu do poprzedniego systemu).
A poza tym refleksja poranna - jak to jest, że im więcej wątpliwości, tym paradoksalnie więcej pewności - i to nie na zasadzie motywacji?
Staw, toniesz pod stertą klasówek, dzienników i pism urzędowych?
Wyślij przynajmniej krótkie "bul bul"!
A poza tym refleksja poranna - jak to jest, że im więcej wątpliwości, tym paradoksalnie więcej pewności - i to nie na zasadzie motywacji?
Staw, toniesz pod stertą klasówek, dzienników i pism urzędowych?
Wyślij przynajmniej krótkie "bul bul"!
niedziela, maja 30, 2004
sobota, maja 29, 2004
piątek, maja 28, 2004
Kiedyś chyba sobie o tym po cichu tu pisałam, ale co szkodzi jeszcze raz. Dorwijcie sobie "Życie. Instrukcję Obsługi" Pereca. Tam dopiero jest czym przesiąkać...
Abnuk, czyzbyś się stał szczęśliwym posiadaczem Dzienników Gombra w wersji dla ubogich studentów, czyli trzy tomy za 19.90 :-)? Chyba przełamię wrodzony wstręt do supermarketów i się wybiorę, żeby zobaczyć, czy i tam to kolportują. Gombrowicz w Carrefourze?
Ucząc się do sesji lub walcząc z krnąbrnymi licealistami, wspomnijcie czasami jednostki produkujące kolejne strony pracy magisterskiej, co? Jestem właśnie na 18 stronie IV rozdziału, cały pokój zawalony papierami, włos rozwiany, kryzys za kryzysem, mózg paruje uszami. Promotorka dzwoni co dwa dni i molestuje, kiedy cos dostanie, bo się na wakacje wybiera i mam się śpieszyć. A ja ciemność, ciemność widzę :-)
Abnuk, czyzbyś się stał szczęśliwym posiadaczem Dzienników Gombra w wersji dla ubogich studentów, czyli trzy tomy za 19.90 :-)? Chyba przełamię wrodzony wstręt do supermarketów i się wybiorę, żeby zobaczyć, czy i tam to kolportują. Gombrowicz w Carrefourze?
Ucząc się do sesji lub walcząc z krnąbrnymi licealistami, wspomnijcie czasami jednostki produkujące kolejne strony pracy magisterskiej, co? Jestem właśnie na 18 stronie IV rozdziału, cały pokój zawalony papierami, włos rozwiany, kryzys za kryzysem, mózg paruje uszami. Promotorka dzwoni co dwa dni i molestuje, kiedy cos dostanie, bo się na wakacje wybiera i mam się śpieszyć. A ja ciemność, ciemność widzę :-)
środa, maja 26, 2004
Franziska Nietzsche w Pobles
[Naumburg 3.3.1851]
" Kochana mamo,
Chciałbym z tobą porozmawiać, ale nie jestem z tobą, więc muszę pisać do ciebie liścik.Bardzo się ucieszyłem z szarlotki, dziękuję za nią pięknie.
Myślę ciągle o Tobie i Elisabeth, ale pisac już nie mogę, bo jestem zmęczony.
Twój
wierny syn
Fritz Nietzsche, "
Każdy był kiedyś dzieckiem :) ... jakiejś Mamy :)))
[Naumburg 3.3.1851]
" Kochana mamo,
Chciałbym z tobą porozmawiać, ale nie jestem z tobą, więc muszę pisać do ciebie liścik.Bardzo się ucieszyłem z szarlotki, dziękuję za nią pięknie.
Myślę ciągle o Tobie i Elisabeth, ale pisac już nie mogę, bo jestem zmęczony.
Twój
wierny syn
Fritz Nietzsche, "
Każdy był kiedyś dzieckiem :) ... jakiejś Mamy :)))
abnuku, dawkuj sobie tego Gombra trochę ostrożniej;) Niedługo będziesz żuki ratował na plaży, ratował - bo zauważysz, że leżą bezradanie przebierając w powietrzu nóżkami i irracjonalnie się smażą. Więc będziesz je odrwracać, ale uświadomisz sobie w pewnym momencie, że przecież jest ich zbyt wiele... I nie pomożesz przecież wszystkim.
Jeśli nie dotarłeś jeszcze do tych partii Dziennika, to wiedz, że masz jeszcze szansę sie wycofać. Potem nie będzie odwrotu.
Jeśli nie dotarłeś jeszcze do tych partii Dziennika, to wiedz, że masz jeszcze szansę sie wycofać. Potem nie będzie odwrotu.
poniedziałek, maja 24, 2004
Subskrybuj:
Posty (Atom)
