poniedziałek, czerwca 07, 2004

:-)
...a nóż...widelec ;)blaaa
E, zaraz podły...nudny trochę. No i zawsze istnieje ta podniecająca możliwość, że a nuż coś się jeszcze wydarzy, że a nuż za węgłem czyha jakaś przygoda, że nuż przejawi się nagle jakiś realizm magiczny...Prawda? ;-)
Wytrzymał...
W ubiegłe wakacje zniósł moje próby z "Polly" Nirvany i od tego czasu zrobił się naprawdę twardy - przez cały wieczór udawał, że nie słyszy.

...:( mimo wszystko, jakiś podły jest ten dzień...
Ps. czy Abnuka szlag jednak trafił z powodów wyczynów gitarowych ??? Czy tylko w melancholiję popadł...;-)
Wodzu! witaj, witaj!

Wnioski z ostatniej lektury ("Jutro, w czas bitwy, o mnie myśl" Mariasa): wstyd jako zasada rządząca światem???
aaa, kotki dwa, szarobure obydwa...;)
Wnioski z ostatniej lektury (R. Zelazny): All ways lead to Amber ;-)
Wnioski z ostatniej lektury (R.Barthes): język się prostytuuje...
Pozdrowienia dla Wodza :) Dziwne, mam rodzinę w Kanadzie, ale zawsze sądziłam, że u nich już też jest internet ;):) :)

niedziela, czerwca 06, 2004

Cała przyjemność po mojej stronie...
Właściwie to ból istnienia mi nie doskwiera, chyba, że za takowy uznać nieudane próby rozpracowania "Hit me baby one more time" na gitarę. Swoją drogą, ciekawe ile czasu minie, zanim Abnuka szlag trafi w kuchni... ;-)
O kurde, Wodzu!
Jak miło znowu poczytać o tych nieustannych bólach istnienia i deprechach. Są jednak na tym marnym świecie jakieś constans:))
W sprawie stronki, filmu i ostatniego posta sora...

Abnuk: buehehehehe!

Wodzu: hihihi ;-)
Dobry wieczór wszystkim. Postanowiłem napisać w porywie natchnienia...siedzę u Abnuka w Warszawie, zmierzch zapada...on siedzi sobie obok: wygrywa frywolne melodyjki na gitarze i zanosi śmiechem przy każdej porażce uczestników jakiegoś dennego show na TVN...ja frustruję się, bo właśnie nie mogę zapisać się na program studiów na przyszły rok, co może mi nieźle namieszać w planach..."tajemniczeją myśli, fantastycznieją zdarzenia/i mówić coraz trudniej, i milczeć coraz boleśniej"...to chyba Słowacki...(fajny ten wielokropek)... Napisałbym coś więcej, ale nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy - pewnie zacząłbym wypisywać bzdury w stylu "O Wielka Naturo! Uśnij wraz ze mną!" bądź "O niewyrażalna grozo wszelkiego półbytu". Choć już nawet nie pamiętam, jak to się robi. Przyjemnie być znowu w Polsce, choć serwisy wiadomości i programy publicystyczne wpędzają w depresję. Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich z bloga.
Ech, wy !@#$$%%&*!... No tak, macie niezłą polewkę, łobuzy/łobuzice:) Rozumiem, też na waszym miejscu bym to robił.
Oto zatem zmodyfikowane PRAWA STAWA:):
Prawo nr 1 : "GOOGLE wie wszystko"
Prawo nr 2 :"Nie wierz we wszystko, co ci mówi GOOGLE. Jest prawdopodobne, że poza GOOGLE istnieje realny świat. Nikt tego nie sprawdził, ale niewątpliwie jest to możliwe do pomyślenia".
ech...piękny ten wieczór dzisiaj..jakiś fajny film by się obejrzało. O, Staw...a może Ty jakiś polecisz? Znasz się na tym ponoć ;) hihi
No i musiałem trochę zepsuć ten link, żeby dziatwa zanadto się nie gorszyła:) Niech to się nie otwiera tym, którzy nie chcą.
Ach ta rzeczywistość:) Kolejnym dowodem jej istnienia jest jej nieprzewidywalność. Swoją drogą ciekawe, kim jest ten mój sobowtór i jak znalazł tę robotę?:)
Żona pisze przemówienie na powitanie biskupa Wielgusa. Dialog:
Ż: Jan Bosco jest święty czy błogosławiony?
Ja: Wpisz do google, pewnie będzie.

Google wie wszystko. Mam nowy dowód na istnienie elementów rzeczywistości: "istnieje to, co jest wyszukiwalne".
Możecie się na mnie powoływać:)
A właśnie że z dnem... I z dniem. Każdym. Idziesz rano do sklepu, kupujesz pieczywo, gazetę, serek topiony, szlugi, papier toaletowy (niepotrzebne skreślić). I w tym jest to dno. Dno absolutnie niepejoratywne, tylko ostateczny konkret dnia.

Jak zawsze w czerwcu, nadszedł czas oglądania tego dnia od drugiej strony. Warszawa o tej porze jest najładniejsza - wszyscy zdążyli już wrócić nocnymi albo zalegają gdzieś po imprezach. Za wcześnie żeby iść do pracy. Polewaczki, sprzątacze, pocisk wycelowany w niedoszłego Romea czyli rozbita doniczka z fikusem na chodniku, ptaki drą ryja, kioskarka układa gazety. Telefon od znajomego, że nie może spać i w ramach akcji protestacyjnej będzie budził innych i jego cholerne rozczarowanie, że tym razem mu się nie udało. Czekanie na pierwszy dzienny autobus na Centralnym i pomysł, żeby wejść wreszcie na to 30 piętro Pałacu Kultury - ale niestety, ta przyjemność jest dla wycieczek rodzinno - popołudniowych, więc zostaje tylko podziwianie akacji na podwórku z balkonicznej perspektywy mojego drugiego piętra.
Tyż piknie. I tyż konkret.
ech...ta rzeczywistość bez dna...

środa, czerwca 02, 2004

Wrócę, wrócę...jeszcze tylko kilka okrążeń, kilka komisji egzaminacyjnych, kilka pisemek urzędowych niezbyt mądrych, kilkadziesiąt stron książek mądrzejszych o całe konstelacje, i jeszcze dorzuciłbym kilkadziesiąt godzin krzepiącego snu, wtedy na pewno wrócę, wrócę jak amen w pacierzu, jeszcze będziecie mnie mieli dosyć jak krew czerwieni.
"Krótko o zgubnych skutkach bycia bogiem"
- jeśli stracisz wiarę w siebie...stajesz się niewierzącym w pełnym znaczeniu tego słowa, poszerzonym o wszelką, wynikająca z jego istoty, wariantywność.
Dobrze więc, drogi Abnuku, że na długo ten "lustrzany teocentryzm" nie pomaga ;)
tego nie da się powiedzieć "obok" - STAW !!!- no wracaj już z tych "intermediów istnienia"....
Jakiś wyjątkowy ten dzień, więc go tu utrwalam - z minuty na minutę dostaję coraz większej głupawki...cisza przed burzą, czy burza przed ciszą...? sama nie wiem. Jutro będzie widać...Oto nadejdzie SĄDNY DZIEŃ...dzień podwójnego stanowienia...i dzień wielkiej ewaluacji...aaaaaa...

poniedziałek, maja 31, 2004

Oto co znalazłam dziś w tekstach do jednego z wielu tegorocznych egzaminów:
"Jak to sformułował pewien autor, metafora to idylla z nowym partnerem, który opiera się, a zarazem ulega"...hehe ;)
Abnuk, nie wyzywaj ludzi od humanistów, bo takim potworem może być każdy; według deficji mojego znajomego humanista to taki człowiek, co potrafi dyskutowac o książkach, których nie przeczytał. A poza tym faktycznie się ciesz, że nie musisz się (na razie ! na razie!)zmagać z oporną i narzuconą materią dyskursu naukowego w perspektywie napisania stu stron takiego badziewia - wczoraj około pięcdziesiątej strony (całości, nie rozdziału, bez obaw) odkryłam nagle, że tak w ogóle, to wolałabym pisać thrillery kulturowe (np.niemiecka emerytka jedzie do odległego afrykańskiego kraju pocykać fotki, a tam tłum tubylczy pakuje ją do piwnicy i ona tam siedzi taka nieszczęśliwa i atmosfera jest groźna, po czym okazuje się, że oni akurat obchodzą dwudnuiowe święto, którego baby w podeszłym wieku oglądać nie mogą i dlatego zafundowali jej zwiedzanie podziemi) albo zostać traktorzystką (ale to wymagałoby skonstruowania wehikułu czasu do powrotu do poprzedniego systemu).

A poza tym refleksja poranna - jak to jest, że im więcej wątpliwości, tym paradoksalnie więcej pewności - i to nie na zasadzie motywacji?

Staw, toniesz pod stertą klasówek, dzienników i pism urzędowych?
Wyślij przynajmniej krótkie "bul bul"!
Kiedy nie śpię przez kilka dni...czy zbliżam się do prawdy, czy się od niej oddalam? Czy kiedy mówię coś "pod wpływem" - jestem pod wpływem, czy już poza nim? Jak duże szkody może wyrządzić "uczynienie przyimka najważniejszą częścią zdania"...?

niedziela, maja 30, 2004

...bo to, co nas podnieca jest odchyleniem od odchylenia.Pozorem normalności, zawartym w chwili z każdego dnia.Pozorem pozorności, pokalana niewinność, strach, samotność niezrealizowana...cisza
uwolnić się od słów - i nadal się rozumieć...i dopiero zacząć się rozumieć...

sobota, maja 29, 2004

Aga! Jestem z Tobą! A Ty Abnuk ciesz się, póki możesz :) Ten "nierealny" czas nie trwa wiecznie :) Kiedyś w końcu padnie to pytanie, od którego włos się jeży... "To jak, ma Pan już ten konspekt pracy magisterskiej?" ;):):)

piątek, maja 28, 2004

Kiedyś chyba sobie o tym po cichu tu pisałam, ale co szkodzi jeszcze raz. Dorwijcie sobie "Życie. Instrukcję Obsługi" Pereca. Tam dopiero jest czym przesiąkać...

Abnuk, czyzbyś się stał szczęśliwym posiadaczem Dzienników Gombra w wersji dla ubogich studentów, czyli trzy tomy za 19.90 :-)? Chyba przełamię wrodzony wstręt do supermarketów i się wybiorę, żeby zobaczyć, czy i tam to kolportują. Gombrowicz w Carrefourze?

Ucząc się do sesji lub walcząc z krnąbrnymi licealistami, wspomnijcie czasami jednostki produkujące kolejne strony pracy magisterskiej, co? Jestem właśnie na 18 stronie IV rozdziału, cały pokój zawalony papierami, włos rozwiany, kryzys za kryzysem, mózg paruje uszami. Promotorka dzwoni co dwa dni i molestuje, kiedy cos dostanie, bo się na wakacje wybiera i mam się śpieszyć. A ja ciemność, ciemność widzę :-)


czwartek, maja 27, 2004

"...po cichu, po wielkiemu cichu...idu sobie i patrzu...i widzu..."

środa, maja 26, 2004

Franziska Nietzsche w Pobles
[Naumburg 3.3.1851]
" Kochana mamo,
Chciałbym z tobą porozmawiać, ale nie jestem z tobą, więc muszę pisać do ciebie liścik.Bardzo się ucieszyłem z szarlotki, dziękuję za nią pięknie.
Myślę ciągle o Tobie i Elisabeth, ale pisac już nie mogę, bo jestem zmęczony.
Twój
wierny syn
Fritz Nietzsche, "

Każdy był kiedyś dzieckiem :) ... jakiejś Mamy :)))
Żuki będą w Dziennikach Gombrowicza. Przy Twojej podatności na jego wizję świata można się spodziewać, że zarazisz się nastrojem niezgody na absurd i jednoczesnej bezradności. Więc ostrożnie, ostrożnie...:) Są bo na świecie lektury bardzo niebezpieczne.
abnuku, dawkuj sobie tego Gombra trochę ostrożniej;) Niedługo będziesz żuki ratował na plaży, ratował - bo zauważysz, że leżą bezradanie przebierając w powietrzu nóżkami i irracjonalnie się smażą. Więc będziesz je odrwracać, ale uświadomisz sobie w pewnym momencie, że przecież jest ich zbyt wiele... I nie pomożesz przecież wszystkim.
Jeśli nie dotarłeś jeszcze do tych partii Dziennika, to wiedz, że masz jeszcze szansę sie wycofać. Potem nie będzie odwrotu.

poniedziałek, maja 24, 2004

Wszystkim przeżywającym przedsesyjną albo sesyjną chandrę polecam ostatnią notę czerskiego. Miło czasem poczuć, że nie jest się samemu w swoich spleenach.
...dziękuję :)))
Pocieszam Cię, jako mogę:)
Zachód słońca widziany z siódmego piętra taki, że dech zapiera.
Jeśli przez długi czas było się najlepszym, to nawet krótka chwila bycia najgorszym strasznie boli...niech mnie ktoś przytuli....:'(

sobota, maja 22, 2004

Od dziś wiem już, że moja kora mózgowa jest najważniejsza. Braki dopaminy sprawią, że będę miała parkinsona, niedobór serotoniny i noradrenaliny wprowadzi mnie w stan dystymii ( w najgorszym przypadku), jeśli nie będę miała dość acetylocholiny - popadniecie w mą niełaskawą niepamięć (inna choroba z tym związana). Poza tym mój mózg powinien ważyć w granicach 1200 - 1400 gram :) Ciekawostka - mózgi mężczyzn są cięższe od mózgów kobiet...Pewnie dlatego, że muszą pomieścić więcej słów i jednocześnie wiedzieć, kiedy ich nie używać. Kobiety niestety zwykle nie gromadzą wiedzy tego drugiego rodzaju, co widać na załączonym obrazku ;) Pozdrowienia dla wszystkich tak ciężko dziś pracujących, jak ja :)
Abnuku: Archive rzeczywiście robi wrażenie. Dopiero teraz moja Kazaa ściągnęła jakąś reprezentatywną ilość utworów rzeczonej kapelki. Mam w tym rozgardiasz niemały, ale wyłania się z niego całkiem, całkiem niezła jakość.
Wy przed sesją, ja w trakcie matur, nuand pewnie łazi gdzieś po wiosennych polach Prowansji. Choć mam czasem wrażenie, że.
No właśnie. Cóż można powiedzieć o tego rodzaju obecności. Obecności tak intensywnej, że trudno o niej mówić, obecności, która się udziela najbliższym, którą się śni. Obecności i jednocześnie pustki, która chwyta za gardło i dławi, tłumi głos.
Nigdy nie deklarowałem tu absolutnej szczerości, nikt z nas nie deklarował. Ani powściągliwości. Więc wybaczajmy sobie nadmiar lub niedostatek słów.

piątek, maja 21, 2004

...źle się dzieje w państwie duńskim...:(...

czwartek, maja 20, 2004

Ja cyklicznie (kiedy go omawiam) padam na kolana przed Szekspirem. Nikt mnie nie przekona, że to był facet z Ziemi. Dick miałby swoją ulubioną odpowiedź: to była inkarnacja Palmera Eldritcha; albo emanacja systemu Ubika. Ha!
Ja padam na kolana :-). Ale nie przed Andronikusem, oczywiście (liczba telewizorów przypadających na gospodarstwo domowe - 0,0):-))))

poniedziałek, maja 17, 2004

łeeee, obrzydliwość!:)

piątek, maja 14, 2004

Też tak myślałem. Aż wylądowałem na intensywnej terapii:)

czwartek, maja 13, 2004

Nie wiem, czy czyta. Pewnie czyta, bo czeka na wyniki matury. Ale rezygnuję. Nie da się tu umieścić każdej recenzji. Ja też muszę kiedyś spać:)
Skoro o cytatach mowa, to mój ulubiony ostatnio pochodzi z debiutu przysłanego do wydawnictwa, w którym mam praktyki. Dostałam powieść do recenzji - autor sili się na science-fiction (w redakcji nazywane swojsko SyFem),trochę cyberpunka itd. Na drugiej stronie panna stoi w korku,jakiś koleś zajeżdża jej drogę, panna bluzga zatem na niego w duchu. Zaznaczone jest, że bluzga mocno, bo wyzwolona jest i tak dalej. I tu pada przykład mający stanowić kulminację sytuacji; "panierowany chłystek!!!" :-)))