sobota, maja 22, 2004

Od dziś wiem już, że moja kora mózgowa jest najważniejsza. Braki dopaminy sprawią, że będę miała parkinsona, niedobór serotoniny i noradrenaliny wprowadzi mnie w stan dystymii ( w najgorszym przypadku), jeśli nie będę miała dość acetylocholiny - popadniecie w mą niełaskawą niepamięć (inna choroba z tym związana). Poza tym mój mózg powinien ważyć w granicach 1200 - 1400 gram :) Ciekawostka - mózgi mężczyzn są cięższe od mózgów kobiet...Pewnie dlatego, że muszą pomieścić więcej słów i jednocześnie wiedzieć, kiedy ich nie używać. Kobiety niestety zwykle nie gromadzą wiedzy tego drugiego rodzaju, co widać na załączonym obrazku ;) Pozdrowienia dla wszystkich tak ciężko dziś pracujących, jak ja :)
Abnuku: Archive rzeczywiście robi wrażenie. Dopiero teraz moja Kazaa ściągnęła jakąś reprezentatywną ilość utworów rzeczonej kapelki. Mam w tym rozgardiasz niemały, ale wyłania się z niego całkiem, całkiem niezła jakość.
Wy przed sesją, ja w trakcie matur, nuand pewnie łazi gdzieś po wiosennych polach Prowansji. Choć mam czasem wrażenie, że.
No właśnie. Cóż można powiedzieć o tego rodzaju obecności. Obecności tak intensywnej, że trudno o niej mówić, obecności, która się udziela najbliższym, którą się śni. Obecności i jednocześnie pustki, która chwyta za gardło i dławi, tłumi głos.
Nigdy nie deklarowałem tu absolutnej szczerości, nikt z nas nie deklarował. Ani powściągliwości. Więc wybaczajmy sobie nadmiar lub niedostatek słów.

piątek, maja 21, 2004

...źle się dzieje w państwie duńskim...:(...

czwartek, maja 20, 2004

Ja cyklicznie (kiedy go omawiam) padam na kolana przed Szekspirem. Nikt mnie nie przekona, że to był facet z Ziemi. Dick miałby swoją ulubioną odpowiedź: to była inkarnacja Palmera Eldritcha; albo emanacja systemu Ubika. Ha!
Ja padam na kolana :-). Ale nie przed Andronikusem, oczywiście (liczba telewizorów przypadających na gospodarstwo domowe - 0,0):-))))

poniedziałek, maja 17, 2004

łeeee, obrzydliwość!:)

piątek, maja 14, 2004

Też tak myślałem. Aż wylądowałem na intensywnej terapii:)

czwartek, maja 13, 2004

Nie wiem, czy czyta. Pewnie czyta, bo czeka na wyniki matury. Ale rezygnuję. Nie da się tu umieścić każdej recenzji. Ja też muszę kiedyś spać:)
Skoro o cytatach mowa, to mój ulubiony ostatnio pochodzi z debiutu przysłanego do wydawnictwa, w którym mam praktyki. Dostałam powieść do recenzji - autor sili się na science-fiction (w redakcji nazywane swojsko SyFem),trochę cyberpunka itd. Na drugiej stronie panna stoi w korku,jakiś koleś zajeżdża jej drogę, panna bluzga zatem na niego w duchu. Zaznaczone jest, że bluzga mocno, bo wyzwolona jest i tak dalej. I tu pada przykład mający stanowić kulminację sytuacji; "panierowany chłystek!!!" :-)))
To była taka prowokacja intelektualna. Trzeba było widzieć moich adwersarzy, którzy prześcigali się w argumentacji, jak to jesteśmy zdeterminowni przez wszystko. To przecież oczywiste, że geny i hormony istnieją. Ale czy kto widział takiego hormona, na ten przykład?:)
Na kilku dyskusjo-imprezach wściekle broniłem tezy: "nie wierzę w hormony i geny, one nie istnieją", broniac tym samym tezy o podmiotowym i wolicjonalnym charakterze ludzkiej aktywności. Oczywiście nie miałem racji, ale moja porażka była piękna:)
Tak naprawdę, to całe te bogactwo przyrody, wytwory cywilizacji, wszystko to jest manipulowane o sterowane przez geny, które chcą sobie zapewnić najlepsze warunki do przetrwania :P

środa, maja 12, 2004

Profesor, z którym mam zajęcia o mechanice kwantowej i innych czarnych dziurach (tak!tak!kulturoznawców też się zmusza do rozszerzenia światopoglądów, choć zgodnie z tym, czego nas normalnie uczą, skłonna jestem zaklasyfikować te zajęcia jako wstęp do czarnej magii) rzucił kiedyś taką złotą myśl, że życie to taka cholera, że pleni się gdzie tylko może.
Czemu ma służyć produkowanie? A tak, żeby nudno nie było:-)

wtorek, maja 11, 2004

Ha!zaglądam i widzę, że przestałam być jedyną babą, co tu się produkuje niekiedy...Choć nieustająco mam wrażenie, żem tu lekko od czapy...
Sensy? Bezsensy? Nie doświadczanie paradoksów, ale produkowanie. Nieustanne. A te większe paradoksy to po prostu wynik przyrodniczego rozmnażania przez pączkowanie tych mniejszych.
I to na razie tyle.

poniedziałek, maja 10, 2004

A może tu zawiera się sens...W doświadczaniu coraz to nowych paradoksów istnienia. Bo czyż nie one, tak naprawdę, stanowią istotę świata?

I pozostanie po nas Wielki Deus Ridens...:)))
Nareszcie ktoś napisał. Już zaczynałam się obawiać, że blog też zwątpił w sens i odszedł w sfery niebytu i niepamięci:)
Kac istnienia, powiadasz... Niezłe.
Zmieniłem tytuł bloga, bo tamten był nieco na wyrost. Niech będzie skromniej: "klasa", wszak pisze tu tylko parę osób.

niedziela, maja 09, 2004

widzę, że z sensem istnienia się nie uporamy...no to już pozostaje tylko walczyć z kacem istnienia :))

środa, maja 05, 2004

sens istnienia...wiesz abnuku...ja go tak sobie obserwuję i zastanawiam się nad nim i doszłam do wniosku, że on chyba ma to do siebie, że się tak gubi od czasu do czasu...Najdłużej jednak nie ma go, kiedy zaczynam przeczuwać, że jakiś ważny etap mojego życia...właśnie się kończy...i to dość brutalnie :(( Ale wróci chyba...nie? Ten sens. Powiedz abnuk, jak Ci Twoje obserwacje podpowiadają...Jaki on w końcu jest?

wtorek, maja 04, 2004

Machekku :) witam i ja Ciebie i też pozdrawiam!
Masz ZIELONE tło?! Fakt, bawiłem się tłem, ale u mnie jest w tle nadal buda, a pod tekstem postów tło powinno być transparentne. Kliknij odświeżanie!
To może ja też coś napiszę :)
Witam i pozdrawiam tajemniczą katharsis.

A tak przy okazji: czy te zielone tło to tak wiosennie? Trzeba też zmienić kolor dla delimitera dni, bo na tym zielonym to go prawie nie widać.

poniedziałek, maja 03, 2004

A czy ja dostałem jakiegoś mejla ostatnio od Wodza? Kurde, nie pomniu. Może gdzieś się zapodział. No, a jeśli dostałem i nie odpisałem, to składam samokrytykę. Hej, jest tam kto w tej Kanadzie?
Wodzu...napisz do nas ... :))!!!
no dobrze staw...tylko teraz sama muszę uważać :)) ale nie złoszczę się, bo jak można się na Ciebie złościć :)) hihi ... Pozdrawiam Was wszystkich!!! I Witam serdecznie i wesoło w ten słoneczno - burzowy dzionek :))

niedziela, maja 02, 2004

Się nie złość, katharsis! Musiałem ostrzec nieświadomych zagrożenia;)!
I jeszcze jedno pytanko, może wiecie, co się z Wodzem dzieje?
nie ma to jak miły, uczynny człowiek, który przyjdzie i powie wszystko, czego my nie chcieliśmy mówić...ech Ty...
Ja się uśmiecham, abnuku. Bo co robić?
katharsis jest studentką polonistyki, więc uważajcie panowie na interpunkcję. Sam muszę uważać;)
Jestem...kobietą...jestem młoda...i ...jestem z Wami...Poniekąd mamy wspólne korzenie intelektualne.
Tempus fugit, staw...
Wiosna tej wiosny nie musiała się pojawiać. Może lepiej, gdyby jej w ogóle nie było... Niech będzie zima. Jeszcze przez jakiś czas.

sobota, maja 01, 2004

Pierwsza wiosna w Unii :)))

sobota, kwietnia 24, 2004

Czytam od trzech godzin i końca nie widać... Ileż nuandy w mojej skrzynce! Nie czytałbym, gdybym się nie uśmiechał.
W ramach rozmowy z Bartkiem przejrzałem archiwum bloga. Ostatnie posty od nuandy były z października 2003, wysyłane jeszcze przed wypadem do Hamburga. Warto je czytać! Lektura jego listów (a także tych, które mamy na twardych dyskach poza blogiem) to spotkanie szczególne... co ja zresztą będę Wam tłumaczył...
Piszę z trudem, ale kilka rzeczy trzeba powiedzieć. Zresztą nie wiem, czy post ten wyślę, bo zawsze pozostaje możliwość: napisz, zniszcz. Więc:
Po pierwsze trzeba streścić post Matusa, który gdzieś przepadł. Matus pytał o to, co łączy naszą klasę poza piętnem śmierci.
Po drugie uświadomiłem sobie dzisiaj, czym jest głęboka wiara. To moc mówienia, kiedy mówić się nie da. Słyszałem dziś tę wiarę. Myślę o Was: Panie Leszku, Pani Gabrysiu, Marzenko.
Po trzecie wreszcie - muszę przygotować się na nieobecność Bartka. Nieobecność fizyczną, bo w pamięci jest stale. Pomyślcie: ile rzeczy robiliście i robicie nadal wobec Bartka, wobec myśli o Nim. Przyzwyczaił nas do tego, że jest z Nim źle, że znika gdzieś w szpitalu, w świecie, którego nie rozumiemy, i nagle pojawia się - uśmiechnięty, autoironiczny, z miną, która mówi: nie dam się! Nie można było mu nie wierzyć, mimo że wiedzieliśmy, że jest coraz gorzej. Bo ta wiara: "nie dasz się" to był jedyny sposób walki z bezradnością - Jego i nasz.
Takiego Bartka zobaczyłem dziś na zdjęciach i takiego chciałbym zapamiętać. A jednocześnie muszę przyjąć fakt, że po trudnych chwilach nie napisze mejla, nie odezwie się z Krakowa, że Go nie będzie.

Chociaż, jeśli Bogu założy wreszcie Internet - to kto wie?
[niech ktoś wreszcie wymyśli emotikon: uśmiech przez łzy!]
13.30. Kościół.

piątek, kwietnia 23, 2004

No i Msza jest w kościele, a nie w kaplicy.
Przed chwilą rozmawiałem z mamą Bartka. Powiedziała, że Bartek zaprasza po pogrzebie na mały poczęstunek w szkole w Glinojecku. Z cmentarza odjedzie specjalny autobus. No to się trzymajmy!

poniedziałek, kwietnia 19, 2004

witam milczeniem...i nocą...

sobota, kwietnia 17, 2004

jeszcze parę godzin temu oddychał. Jeszcze paręnaście godzin temu dawał znaki, że rozumie, że wie, o czym i z kim rozmawia. Mówił mi o koncercie Radiohead w Hamburgu (mówił gestem raczej niż słowem, ale mówił). A ja głupiec niewiele rozumiałem. I żegnał się skinięciem ręki... Uśmiechał się ...
Mój Boże, jakież jest niestosowne to pisanie moje tutaj...
A może właśnie stosowne. Może właśnie tak trzeba, żeby było wiadomym... żeby inni wiedzieli, jak to jest...
Więc jest tak, że gaśnie się powoli. I sam siebie przekonuję, że to nie boli, że nie masz świadomości, że usypiasz, że stajesz jak się jak dziecko, które bawi się zabawką z domu dzieciństwa. Pijesz jak dziecko, cieszysz się jak dziecko.... i niech to nie bardzo boli...
Ale jednocześnie boli wszystko inne, cały świat boli, ten świat, który pozostaje, on boli nade wszystko.
Łzy ciekną po rozmowie z Marzeną, i jeszcze Jego Mama, która mówi, że jest szczęśliwa, bo była z Nim, kiedy odchodził. I Tata który próbuje się godzić...
Bęczę jak bóbr. Bartek pewnie by się uśmiał.
Przepraszam tych, którzy wybierają milczenie.

wtorek, kwietnia 13, 2004

Bartek jest w szpitalu w Ciechanowie. Oddział wewnętrzny-specjalistyczny (budynek za bramą), drugie piętro, pokój 204.
...nie mogę pisać...

niedziela, kwietnia 11, 2004

Umierają ludzie ważni. Odchodzą w nicość albo w coś, ale tu ich więcej nie będzie. Splatają się nasze losy bardzo dziwnie, może nasze słowa rezonują to, co gdzieś jest zapisane, bo przecież parę dni temu mówiłem o odchodzeniu i o tym, jak mało uważni jesteśmy, nie widząc odchodzących aż do momentu, kiedy znikną.
Teraz Jacek Kaczmarski. Nie lubię patetycznego nastroju akademii wspomnieniowych, internetowe "świeczki" budzą mój estetyczny opór, ale milczeć w takiej sytuacji? Może to byłoby najlepsze...
Nie wiem.
Wiem tylko, że kilka utworów Kaczmarskiego było dla mnie szczególnie ważnych, a wśród nich ten, który zaraz zamieszczę. Nie będzie to starannie wyselekcjonowany cytat, ostra a celna myśl, ale tekst może zbyt często wykonywany przy ognisku, zbyt często drukowany w harceskich śpiewnikach, a zbyt rzadko słuchany uważnie. Tekst w jakimś stopniu natchniony - trzeba go jeszcze słyszeć, więc poszperajcie w płytotece lub na twardych dyskach.

Epitafium dla Włodzimierza Wysockiego

To moja droga z piekła do piekła
W dół na złamanie karku gnam
Nikt mnie nie trzyma, nikt nie prześwietla,
Nie zrywa mostów, nie stawia bram.
Po grani! Po grani!
Bez łańcuchów nad przepaścią, bez wahania!
Tu na trzeźwo diabli wezmą
Zdradzi mnie rozsądek - drań
W wilczy dół wspomnienia zmienią
ostrą grań!

Po grani! Po grani! Po grani!
Tu mi drogi nie zastąpią pokonani
Tylko łapią mnie za nogi, krzyczą - Nie idź! Krzyczą - Stań!
Ci, co w pół stanęli drogi
I zębami, pazurami kruszą grań!

To moja droga z piekła do piekła
W przepaść na łeb na szyję skok.
Boskiej Komedii nowy przekład
I w pierwszy krąg mój pierwszy krok!
Tu do mnie! Tu do mnie
Ruda chwyta mnie dziewczyna swymi dłońmi
I do końskiej grzywy wiąże
Szarpię grzywę, rumak rży!
Ona - co ci jest, mój książę?
Szepce mi.

Do piekła! Do piekła! Do piekła!
Nie mam czasu na przejażdżki wiedźmo wściekła.
- Nie wiesz ty co cię tam czeka -
Mówi sine tocząc łzy.
- Piekło też jest dla człowieka!
Nie strasz, nie kuś i odchodząc zabierz sny!

To moja droga z piekła do piekła
Wokół postaci bladych tłok.
Koń mnie nad nimi unosi z lekka
I w drugi krąg kieruję krok!
Zesłani! Zesłani!
Naznaczeni, potępieni i sprzedani!
Co robicie w piekła sztolniach
Brodząc w błocie, depcząc lód!
Czy śmierć daje ludzi wolnych
Znów pod knut!?

To nie tak! to nie tak! to nie tak!
Nie użalaj się nad nami tyś - poeta.
Myśmy raju znieść nie mogli.
Tu nasz żywioł, tu nasz dom,
Tu nie wejdą ludzie podli
Tutaj żaden nas nie zdziesiątkuje grom!

- Pani bagien, mokradeł i śnieżnych pól!
Rozpal w łaźni kamienie na biel
Z ciał rozgrzanych niech się wytopi ból
Tatuaże weźmiemy na cel!
Bo na sercu, po lewej, tam Stalin drży.
Pot zalewa mu oczy i wąs.
Jego profil specjalnie tam kłuli my
Żeby słyszał jak serca się rwą!

To moja droga z piekła do piekła
Lampy naftowe wabią wzrok.
Podmiejska chata, mała izdebka
I w trzeci krąg kieruję krok:
- Wchodź śmiało! wchodź śmiało!
Nie wiem, jak ci trafić tutaj się udało!
Ot jak raz samowar kipi, pij herbatę
Synu, pij!
Samogonu z nami wypij!
Zdrowy żyj!

Nam znośnie! nam znośnie! nam znośnie!
Tak żyjemy niewidocznie i bezgłośnie!
Pożyjemy i pomrzemy
Nie usłyszy o nas świat
A po śmierci wypijemy
Za przeżytych w dobrej wierze parę lat!

To moja droga z piekła do piekła
Miasto - a w mieście przy bloku blok
Wciągam powietrze i chwiejny z lekka
Już w czwarty krąg kieruję krok.
Do cyrku! Do cyrku! Do kina!
Telewizor włączyć bajka się zaczyna!
Mama w sklepie, tata w barze
Syn z pepeszy tnie aż gra.
Na pionierskiej chuście marzeń
Gwiazdę ma!

Na mecze! Na mecze! Na wiece!
Swoje znać, nie rzucać w oczy się bezpiece!
Sąsiad - owszem, wypić można!
Lecz to sąsiad, brat - to brat.
Jak świat światem do ostrożnych
Zwykł należeć i uśmiechać się ten świat!

To moja droga z piekła do piekła.
Na scenie Hamlet, skłuty bok,
Z którego właśnie krew wyciekła -
To w piąty krąg kolejny krok!

O matko! O matko!
Jakże mogłaś jemu sprzedać się tak łatwo!
Wszak on męża twego zabił
Zgładzi mnie, splugawi tron
Zniszczy Danię, lud ograbi
Bijcie w dzwon!

Na trwogę! Na trwogę! Na trwogę!
Nie wybieraj między żądzą swą a Bogiem!
Póki czas naprawić błędy
Matko nie rób tego - stój!
Cenzor z dziewiątego rzędu:
- Nie, w tej formie to nie może wcale pójść!

To moja droga z piekła do piekła.
Piwo i wódka, koniak, grog.
Najlepszych z nas ostatnia Mekka
I w szósty krąg kolejny krok.
Na górze! Na górze! Na górze!
Chciałoby się żyć najpełniej i najdłużej!
O to warto się postarać!
To jest nałóg, zrozum to!
Tam się żyje jak za cara
I ot co!

Na dole, na dole, na dole
Szklanka wódki i razowy chleb na stole!
I my wszyscy tam - i tutaj
Tłum rozdartych dusz na pół,
Po huśtawce mdłość i smutek
Choćbyś nawet co dzień walił głową w stół!

To moja droga z piekła do piekła
Z wolna zapada nade mną mrok
Więc biesów szpaler szlak mi oświetla
Bo w siódmy krąg kieruję krok!
Tam milczą i siedzą,
I na moją twarz nie spojrzą - wszystko wiedzą
Siedzą, ale nie gadają
Mętny wzrok spod powiek lśni
Żują coś, bo im wypadły
Dawno kły!

Więc stoję! więc stoję! więc stoję!
A przed nimi leży w teczce życie moje!
Nie czytają, nie pytają,
Milczą, siedzą, kaszle ktoś,
A za oknem werble grają
Znów parad parada, święto albo jeszcze coś...

I pojąłem co chcą ze mną zrobić tu
I za gardło porywa mnie strach!
Koń mój zniknął, a wy siedmiu kręgów tłum
Macie w uszach i w oczach piach!
Po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk
Mnie nie będą katować i strzyc!
Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg!
Ósmy krąg, w którym nie ma już nic.
Pamiętajcie wy o mnie, co sił! Co sił!
Choć przemknąłem przed wami jak cień!
Palcie w łaźni, aż kamień się zmieni w pył-
Przecież wrócę, gdy zacznie się dzień!

1980

wtorek, kwietnia 06, 2004

Hm, też mam pewnie parę takich tekstów na sumieniu, na szczęście w wersji mówionej, na lekcjach. Ale wtedy zawsze można mnie zastopować tekstem: "sorze, może by tak po ludzku?":). Z drugiej jednak strony polonista jest w szczególnej sytuacji: powinien sztubaków przygotowywać do recepcji tego rodzaju rozpraw, więc od czasu do czasu musi pogadać szyfrem.
Abnuku, krew mogą ci spijać raz na pół roku, tak jest najbezpieczniej. A najśmieszniejszy jest pierwszy raz: wszystkie piguły patrzą na ciebie jak na zjawę i tylko czekają, aż im zemdlejesz. Ale zwykle wiąże się to tylko z lekkim zawrotem głowy, niespecjalnie zresztą przykrym. I to tylko za pierwszym razem, potem tego typu atrakcji już nie ma:)

niedziela, kwietnia 04, 2004

Dzielę sie krwią, z kim mogę, ale mam B RH+, więc nie będzie raczej Bartkowi smakowała. Nie wiem nawet k., czy śmiać się, czy płakać. Wypuszczą go na Święta czy będzie cały czas w szpitalu?
Ja też jeszcze istnieję. Ale jakoś obok. I nie wiem, co u Bartka, nie odpowiada na smsy... Wiecie coś?
Co do newsów, to zbieram je, aby przetrawić, wtedy pogadamy.
Abnuk, a co sądzisz o Muse, ostatnio dużo słuchałem i to są właśnie te granice histerii, które - zagospodarowne, poddane rygorom, chociażby basu i perkusji - całkiem sobie cenię.

sobota, kwietnia 03, 2004

Maciek potwierdza swoje istnienie ;-)

Eh... jakoś tak ostatnio nie mam na nic czasu... przykre to... Ale już trochę się polepsza, po raz n-ty zacząłem robić swoją stronkę :) Trzymajcie kciuki!

czwartek, marca 11, 2004

Jeszcze jedno: kiedy byłem w szpitalu, słuchałem we śnie i na jawie Radiohead. Teraz nie mogę znaleźć ostatniej płyty. Może któryś ze świętych/szalonych ciechanowskich chirurgów zaszył mi ją w trzewiach?:) Może Radiohead mam teraz w sobie?:)
Kilka przeżyć dobrych i pięknych - w moim rozmiarze, czyli na moją miarę skrojonych: lektura "Zdradzonych testamentów" Milana Kundery, koncert Morcheeby na Canal+, słuchanie histerycznej muzyki Radiohead i jeszcze bardziej histerycznej Muse, głośne czytanie "Orfeusza i Eurydyki" Miłosza na lekcji w czwartej humanistycznej, ping-pong w którym Polska przegrała z Białorusią:), jutrzejsze ... na godzinę do Warszawy, a w głośnikach pewnie znowu Muse, i jeszcze parę takich chwil, mam nadzieję...

wtorek, marca 09, 2004

Niestety, choć może bym i chciał..., ale w czwartek gramy w szkole w tenisa stołowego - przygotowujemy się do turnieju nauczycieli. W zeszłym roku Krasiniak zajął drugie miejsce, pora się poprawić! Wtedy nie grałem, więc muszę się przekonać, czy to było osłabienie zespołu czy może wzmocnienie:)

czwartek, marca 04, 2004

jak to ująć w słowa... są takie chwile, kiedy jedynie śmiech pozostaje. więc niech brzmi. Bartek po wyniszczającej (mało powiedziane!) chemii opowiada taką sytuację: jego brat widzi go po dłuższej przerwie i zatacza się ze śmiechu, mówiąc: wyglądasz jak Golum! śmiejemy się, snując wizje zdjęć Bartka na opakowaniach od nutelli. my w maskach, on w trakcie kolacji, a podano właśnie chleb&chleb:)
To jest właśnie piekło: nie móc czytać, nie móc słuchać, nie móc rysować! na sali telewizor i czterech innych umarlaków, bez obrazy. od ponad dwóch miesięcy miesięcy - do kiedy?!